Backdraft
Kompozytor: Hans Zimmer
Rok produkcji: 1991 / 2005
Wytwórnia: Milan
Czas trwania: 52:22 min.

Ocena redakcji:

 

Mimo dość pokracznej kariery, Ron Howard stał u jej progu w tym samym rzędzie, co Ridley Scott, James Cameron czy Steven Spielberg. Dał zresztą światu kilka filmów, których ta trójka bynajmniej by się nie powstydziła – i „Ognisty podmuch” jest jednym z nich. To po dziś dzień bodaj najlepsza produkcja poświęcona strażakom. Rzecz jasna uzupełniona o uatrakcyjniającą rzeczywistość fabułę, lecz bezbłędna jeśli idzie o atmosferę i przedstawienie stylu życia ludzi na co dzień walczących z ogniem – ludzi, którym twórcy składają zresztą hołd. Słowem, a raczej dwoma: blockbuster idealny. Wyróżniono go trzema nominacjami do Oscara, w tym za efekty specjalne i dźwiękowe. Zabrakło czwartej – dla muzyki.

 

zimmer-6841879-1590000958Mimo, iż Howard nie był w owej chwili twórcą przykładającym szczególnie dużą uwagę do nut, to miał już na swoim koncie doskonale układającą się współpracę z Jamesem Hornerem, która zaowocowała prawdziwymi klasykami w postaci „Kokonu” i „Willow”. „Backdraft” zaburzył chwilowo ciągłość tej kolaboracji, bowiem reżyser postawił na świeży narybek Hollywoodu – Hansa Zimmera, z którym umocni więzi dopiero w piętnaście lat później, przy okazji „Kodu Da Vinci”. Dla obu panów gorący projekt okazał się prawdziwym wybuchem w filmografii, szybko obrósł kultem. Do tej pory pozostaje zresztą pewnym niedoścignionym wzorem pośród ich dokonań, widowiskowym i niezwykle przekonującym zarówno widza, jak i melomana.

 

Bombastyczny score Hansa dał przy tym początek stylowi, jaki rozsławił jego kuźnię talentów – Media Ventures. Wyraźnie słychać tu pewną prostotę, wręcz archaiczność elektronicznego brzmienia, które posłużyło maestro za swoisty prototyp dla późniejszych dokonań – w tym równie mocno cenionego, ambitnego „Karmazynowego przypływu”. Wbrew twórcy spore fragmenty soundtracku zaczęły potem wypływać również w licznych zwiastunach oraz posłużyły za temp-track… japońskiego show kulinarnego, „Iron Chef”.

 

Znamienne zatem, iż mimo dwugodzinnego czasu projekcji, albumowo mamy do czynienia z jedną z najkrótszych ścieżek dźwiękowych sygnowanych nazwiskiem Zimmera. Pomijając tworzące swoistą klamrę, znakomite ballady rockowe Bruce’a Hornsby’ego oraz dodany w cyfrowo odświeżonej edycji Silver Screen wywiad z kompozytorem, czystej ilustracji jest tu zaledwie 30 minut. Krążący po internecie od ładnych kilku lat bootleg (wyciągnięty przypuszczalnie z któregoś wydania filmu) udowadnia, że jest to niespełna połowa materiału napisanego na potrzeby strażackich przygód. To samo nieoficjalne "wydawnictwo" bez problemu gasi też pragnienie na wszelkie rozszerzone wznowienia ścieżki.

 

backdraft2-4836615-1590001664Oficjalny album i owszem taką chęć podsyca, gdyż pozbawiony jest kilku ciekawych motywów, a parę innych obecnych jest na nim w skróconej wersji. Jednakże w ogólnym rozrachunku oferuje on wszystkie najważniejsze tematy w na tyle optymalnej prezentacji, że nie ma miejsca ani na nudę, ani tym bardziej powód do narzekań. Nawet zresztą i tu znajdziemy parę mniej absorbujących minut, bliskich czystemu underscore’owi. Takie są właśnie „Brothers” i „335” – dalekie od nieprzekonującej tapety, lecz wypadające blado w starciu z resztą ścieżki, bo też i złożone z liryczno-dramatycznych, odrobinę smętnych melodii, jakie nie specjalnie zapadają w pamięć.

 

Szczęśliwie pozostała część krążka to już (atr)akcja przez duże A. Począwszy od fenomenalnego, łączącego w sobie odpowiednią dawkę patosu i drapieżności „Fighting 17th”, przez pięknie romantyczne „The Arsonist's Waltz” i szalenie dynamiczne duo „Burn It All”, „You Go, We Go”, aż po swoisty marsz opatrzony podniosłymi chórami w „Fahrenheit 451” oraz przepełnione energią i nadzieją, dosłownie rozgrzewające serce „Show Me Your Firetruck” – wszystko tutaj gra i cyka. Każda melodia porywa, wspólnie stanowią niesamowicie lotne, doskonałe przeżycie, do którego chce się wracać raz po raz.

 

W pełni orkiestrowe utwory, dla których elektronika jest jedynie dodatkiem, fenomenalnie wypadają w samym filmie, bynajmniej nie ginąc pod natłokiem efektów dźwiękowych, a niekiedy będąc równorzędnym ogniu żywiołem, perfekcyjnie wyeksponowanym. Także samoistnie jest to porywające doświadczenie, od jakiego trudno się oderwać. Uderza w odbiorcę olbrzymią pasją i radością tworzenia, jednocześnie działając na emocje i wyobraźnię nieodzownym tragizmem opisywanej historii. Nie do końca ukształtowany styl wyrazu, a także pewne niedociągnięcia techniczne szybko uginają się zatem pod rozbuchaną ekspresją nut, ich dużą bezpośredniością i cudownym kolorytem dźwięków.

 

Chociaż Zimmer napisał potem wiele znakomitych partytur i kilka niezaprzeczalnych arcydzieł, to swoiste piętno ognia dalej odbija się na jego twórczości. Trudno znaleźć w niej pracę zbliżoną siłą wyrazu do „Backdraft” – podobnie epickiej i wyrazistej, co beztroskiej i inspirującej zarazem. To jedno ze szczytowych osiągnięć mistrza. Dla fanów pozycja obowiązkowa, a dla laików – jak to było zresztą kiedyś w moim przypadku – idealny tytuł do rozpoczęcia przygody z jego muzyką…
 

backdraft-6627824-1590001664

 

P.S. Jak zawsze TUTAJ odsyłam do listy utworów źródłowych wykorzystanych w filmie.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Set Me In Motion – Bruce Hornsby & The Range
  • 2. Fighting 17th
  • 3. Brothers
  • 4. The Arsonist's Waltz
  • 5. 335
  • 6. Burn It All
  • 7. You Go, We Go
  • 8. Fahrenheit 451
  • 9. Show Me Your Firetruck
  • 10. The Show Must Go On – Bruce Hornsby & The Range
  • 11. Hans Zimmer - wywiad
5
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Tomasz Goska

    Zgoda – praca bardzo dobra i na pewno kwalifikująca się do miana gatunkowego klasyka, ale na pełen komplet „nutek” troszkę jeszcze moim zdaniem jej brakuje.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...