• Dalida
  • Straight Outta Compton
  • Hologram for the King, A
  • BFG, The
  • American Pastoral

Da Vinci Code, The

data publikacji: 19/05/2006

Kod Da Vinci

Da Vinci Code, The

"...takiego Zimmera nie słyszeliśmy już od naprawdę dawna..."

Kompozytor: Hans Zimmer

Rok produkcji: 2006

Wytwórnia: Decca / Universal

Czas trwania: 68:10 min.

Ludzie pracujący w świecie reklamy jak mało kto wiedzą, że coś takiego jak "zła reklama", tak naprawdę nie istnieje. Najlepszym tego przykładem może być historia związana z filmem Mela Gibsona – "Pasja". Jego producenci, jak na standardy Hollywood, na promocję wydali śmiesznie małe pieniądze, a jednak obraz odniósł wielki kasowy sukces. A wszystko dzięki kontrowersjom, jakie wzbudziła wizja ostatnich godzin życia Jezusa Chrystusa, którą zamierzał przedstawić Gibson. Tym sposobem film, zanim jeszcze pojawił się na ekranach kin, podzielił widzów na swoich zwolenników i zaciętych przeciwników. Globalna dyskusja, jaka rozpętała się między przedstawicielami obu tych obozów, niezależnie od swojego wyniku, ostatecznie sprawiła, że świat mimo wszystko zapragnął obejrzeć najnowszy film Mela Gibsona. Wspominam o tym, ponieważ identyczną sytuację możemy zaobserwować właśnie teraz, przy okazji filmu "Kod da Vinci". Obraz ten powstał na podstawie kontrowersyjnej książki Dana Browna, która nie wiadomo dlaczego, znów podzieliła świat na dwa skrajne obozy. Tym sposobem jeszcze zanim ktokolwiek miał szansę zobaczyć film, zagorzali obrońcy wiary już namawiali do jego bojkotu. A jako że zakazany owoc smakuje najlepiej, zdaje się, że wszystkie te wezwania odniosą kompletnie odwrotny efekt. W całym tym zamieszaniu, owej ideologicznej nagonki nie uniknęła nawet muzyka do tego filmu. Otóż komisja przyznająca filmom w Wielkiej Brytanii kategorie wiekowe, stwierdziła, że muzyka Hans Zimmera zbyt sugestywnie kreuje napięcie, przez co obraz nie może być pokazywany dzieciom w wieku 12 lat. Ostatecznie wytwórnia Sony, przerażona wizją straty tysięcy potencjalnych widzów, zdecydowała się nieco przemontować muzykę i tym samym ją złagodzić. Hans Zimmera stał się jednocześnie, chyba jedynym kompozytorem, którego muzyka ilustracyjna do filmu została ocenzurowana, czego nie omieszkał pogratulować mu sam Jan A.P. Kaczmarek...

 

Zatrudnienie Hansa Zimmera do filmu "Kod da Vinci" nie było wielkim zaskoczeniem... w każdym razie nie tak wielkim jak to niektórzy rysują. W końcu kultywowanie zwyczaju angażowania najlepszych kompozytorów do najgłośniejszych filmów nie jest niczym zaskakującym. Poza tym Ron Howard – reżyser filmu – należy do tych twórców, którzy pracują wyłącznie z doświadczonymi kompozytorami, a możliwości Zimmera poznał przy okazji jednego ze swoich poprzednich filmów – "Ognistego Podmuchu". Do "Kodu da Vinci" niemiecki kompozytor został zatrudniony na bardzo wczesnym etapie produkcji, co jest raczej rzadkością. W czasach, gdy niektórzy twórcy muzyki filmowej muszą się uwijać w ultrakrótkich terminach (Desplat na "Firewall" miał dziesięć dni, a James Newton Howard 3 tygodnie na "King Konga"), Hans Zimmer spokojnie przechadzał się po planie zdjęciowym "Kodu da Vinci" zastanawiając się, jaką by tu muzykę napisać. Tak długi czas, jaki ten kompozytor otrzymał na napisanie muzyki, zaowocował jedną z najlepszych partytur filmowych tego roku...

 

To, co wydaje się sprawą pierwszoplanową w przypadku każdej ścieżki dźwiękowej to jej stylistyka. Kompozytor, aby uzyskać zamierzony efekt w konkretnych scenach, musi najpierw zastanowić się nad nieco szerszym kształtem swojej muzyki. Wymaga to indywidualnego podejścia do każdego filmu, co niestety nie wszystkim kompozytorom się udaje... Hans Zimmer należy do tych twórców muzyki filmowej, którzy słyną ze swojego bardzo charakterystycznego stylu. W jego przypadku objawia się to łączeniem dźwięków orkiestry z elektroniką i ewentualnie chórami. W to wszystko Zimmer wkłada jeszcze cały zestaw swoich preferencji aranżacyjnych oraz melodycznych i otrzymujemy muzykę, w której niezwykle łatwo rozpoznać jego rękę. Niestety taki styl muzyki Zimmera, z czasem stał się uniwersalnym sposobem na ścieżkę dźwiękową dla kina akcji, który zaczęli wykorzystywać także inni kompozytorzy. Efektem tego były takie partytury jak "Wyspa" czy "Batman Początek", które nie posiadały za grosz unikalności i oryginalności. Na szczęście czas, jaki Zimmer miał na przygotowanie muzyki do "Kodu da Vinci" pozwolił mu - przynajmniej częściowo - wyrwać się z wszelkiego rodzaju kliszy i szablonów, w jakie popadł przez lata. W rezultacie, tym razem nie otrzymujemy uniwersalnej ścieżki dźwiękowej, która stylistycznie równie dobrze mogłaby pojawić się w każdym innym filmie. Kompozytor podszedł do "Kodu da Vinci" bardzo indywidualnie i sprawił, że muzyka w tym obrazie doskonale oddaje jego ducha. Słyszymy w niej niezwykłą tajemnicę, niepewność i echa historii. A wszystko to dzięki nieco kościelnej i chóralnej stylistyce, która wprowadza słuchacza w mistyczny klimat.

 

Pierwsze skojarzenie, jakie miałem po pierwszym przesłuchaniu tej płyty, było związane z "Królestwem Niebieskim". Niemal wszystkie partie chóralne, jakie się tutaj pojawiają do złudzenia przypominają właśnie te z dzieła Harry’ego Gregson-Williamsa – żeby było ciekawiej wspomnę, że na obu ścieżkach dźwiękowych pojawia się ten sam zespół chórzystów "King's Consort Choir". Inne podobieństwa dotyczą także tej nieco kościelnej i mistycznej stylistyki, jaką znajdziemy w obu filmach. Poza tym niektóre fragmenty przywodzą na myśl także ostatnie dzieło Zimmera, jakim był "Batman: Początek" (początek "L'Esprit des Gabriel"). Mamy tutaj podobny sposób kreowania napięcia, za pomocą niskich, dudniących basów z wyłaniającymi się z oddali chórami i sekcją dętą blaszaną... Trzeba przyznać, że mimo wszystkich tych skojarzeń, słucha się tego świetnie.

 

Muzyka do "Kodu da Vinci" swoją formą bardzo przypomina takie dzieła jak "Mythodea" Vangelisa czy "Monachium" Johna Williamsa. Szczególnie zauważalne jest to podczas słuchania jej z płyty. Jest to muzyka prezentująca raczej koncertowy niż filmowy kształt. Liczne solowe arie, popisy wiolonczeli i wielki rozmach sprawiają wrażenie, jakbyśmy słuchali nie muzyki filmowej, a jakiejś... opery. Oczywiście nie brakuje tutaj muzyki typowo ilustracyjnej, jednak to nie ona pozostaje w pamięci po przesłuchaniu płyty. Wydaje mi się, że szczególnie trafne jest tutaj porównanie właśnie do "Mythodei". Zimmer podobnie, jak Vangelis tworzy niezwykłą atmosferę tajemnicy i mistycyzmu, wykorzystując klasyczne, brzmienia orkiestry (szczególnie sekcji smyczkowej) oraz kościelnych chórów, przez które przedziera się piękny sopran Hili Plitmann. W to wszystko wprowadza swoją niezawodną elektronikę i powstają tak klimatyczne i piękne kompozycje jak "Poisoned Chalice". Te bardzo klasyczne korzenie "Kodu da Vinci" przywodzą na myśl także słynnego "Hannibala" Zimmera. Podobnie jak na tamtej ścieżce dźwiękowej, także tutaj kompozytor sięga do mistrzów klasyki tworząc wokalne perły przypominające chociażby "Vide Cor Meum" Patricka Cassidy (także z "Hannibala").

 

To, co jest też istotne w tej muzyce to zachowanie pewnej równowagi między formą a treścią. Zimmer nie zalewa tutaj słuchacza powodzią bezkształtnych dźwięków, jak to przeważnie czyni, a raczej stara się jak najczęściej grać ciszą. Zaledwie w kilku miejscach doświadczymy charakterystycznego zrywu orkiestry wciskającego w fotel, jakie dominowały chociażby w "Królu Arturze". Cała reszta tej ścieżki dźwiękowej to pełne napięcia i tajemnicy, skromnie zaaranżowane kompozycje. Samo pojęcie treści, w przypadku tej muzyki także nabiera nieco innego znaczenia. A to dlatego, że trudno znaleźć tutaj naprawdę wyraziste tematy, które mogłyby za ową treść uchodzić. A nawet, jeśli się takowe pojawiają to są bardzo rozmyte i nieco rozwleczone. To kolejny element zbliżający tę ścieżkę dźwiękową bardziej do dzieł koncertowych niż filmowych. Nie ma tutaj skupienia całej muzyki wokół jednego tematu przewodniego, a całość przypomina raczej swobodną opowieść - i to w dodatku opowieść bardzo bogatą emocjonalnie. Zimmer podczas komponowania tej muzyki, bardzo skupił się właśnie na jej ładunku emocjonalnym. Nie ogranicza się to tylko do budowania odpowiedniego klimatu grozy, tajemnicy czy miejscami patosu, ale także przekazywaniu emocji bardziej złożonych. Wszystko to sprawia, że pojawiają się na tej ścieżce dźwiękowej takie kompozycje, które trudno jednoznacznie opisać. Bez wątpienia jest to jedna z najbardziej dramatycznych i przejmujących partytur Zimmera.

 

Żeby jednak za bardzo nie przesłodzić wizerunku tej płyty trzeba powiedzieć też o kilku jej wadach. Jedną z nich jest długość płyty – ponad 68 minut. Jak na ścieżkę dźwiękową pozbawioną jakichś bardziej wyrazistych tematów, jest to bardzo dużo. W rezultacie podczas jej słuchania pojawiają się momenty przestoju, które zwyczajnie nudzą. Poza tym, mimo że jest to muzyka na ogół bardzo ciekawa, Zimmera nie odkrywa tutaj niczego nowego. Jedynie w bardzo oryginalny i unikalny sposób łączy najlepsze elementy twórczości swojej i swoich kolegów (Harry Gregson-Williams, James Newton Howard) tworząc coś naprawdę świeżego, ale na pewno nie skrajnie oryginalnego.

 

Tak więc powoli kończąc ten przedłużający się wywód myślę, że ostatecznie warto, a nawet trzeba, polecić tę płytę. Takiego Zimmera nie słyszeliśmy już od naprawdę dawna. Jest to muzyka nietuzinkowa i niezwykle dramatyczna, która przenosi słuchacza w inny świat... Poza tym pojawia się tutaj sporo smaczków, dzięki którym słuchanie tej płyty sprawia prawdziwą przyjemność. Zimmer zdaje się przechodzić, od jakiegoś czasu, kolejny etap w swojej twórczości, który polega na stopniowym odchodzeniu od dotychczasowych szablonów. Nie ma tutaj już tego przesycenia elektroniką, które charakteryzowało wcześniejsze prace tego kompozytora. Jak na twórcę muzyki filmowej z europy przystało, Zimmer zaczyna coraz częściej sięgać po najprostsze i najskromniejsze środki, jak solowe partie instrumentalne, wokalne czy zwyczajnie ciszę. Dzięki temu jego muzyka zyskuje bardziej organiczne brzmienie i tożsamość. Taki jest właśnie "Kod da Vinci". Moimi faworytami na tej ścieżce dźwiękowej są takie utwory jak "Salvete Virgines" (który de facto nie pojawia się w filmie), "Kyrie for the Magdalene" (ten z kolei nie jest autorstwa Hansa Zimmera tylko Richarda Harveya) i "Chevaliers de Sangreal". Przy okazji warto zauważyć, że podobnie jak przy "Batman: Początek" Zimmer wyczynia cuda z tytułami swoich kompozycji, które pojawiają się tutaj aż w trzech językach  - angielskim, francuskim i w łacinie. Kto wie, może to jakiś kolejny kod? Kod Zimmera?

Autor recenzji: Łukasz Waligórski


CD 1

01.

Dies Mercurii I Martius

02.

L'esprit des Gabriel

03.

The Paschal Spiral

04.

Fructus Gravis

05.

Quodis Arcana

06.

Malleus Maleficarum

07.

Salvete Virgines (bonus track)

08.

Daniel's 9th Cipher

09.

Poisoned Chalice

10.

The Citrine Cross

11.

Rose of Arimathea

12.

Beneath Alrischa

13.

Chevaliers de Sangreal

14.

Kyrie for the Magdalene (Richard Harvey)

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4.8  

DanielosVK 29-08-2011, 23:22

Najlepszy score Zimmera 2005-2011.


DanielosVK 29-08-2011, 23:24

Przepraszam. Najlepszy album. Bo score to słaby. :)


Tomek O. 31-08-2011, 12:43

Zimmer ma niesamowity talent do tworzenia muzyki idealnie współgrającej z obrazem, nawet jeśli sama muzyka nie jest wybitna, to służy obrazowi i to właśnie czyni go jednym z największych kompozytorów muzyki filmowej.


Mystery 31-08-2011, 18:51

Najlepszy score Zimmera 2005-2011 [2] ;)


Entarion 13-08-2013, 00:34

Coś cudownego. Zaś Chevaliers de Sangreal to prawdziwa perełka.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz