Southpaw – score
Kompozytor: James Horner
Rok produkcji: 2015
Wytwórnia: Sony
Czas trwania: 52:05 min.

Ocena redakcji:

 

Southpaw to potoczne określenie leworęcznego boksera – przeciwnika groźnego, gdyż trudnego do odczytania przez rywala. Bodaj najsłynniejszym przykładem takiego pięściarza jest Rocky Balboa, w którego od blisko 40 lat z powodzeniem wciela się Sylvester Stallone. Teraz dołącza do niego przypakowany Jake Gyllenhaal, który w najnowszym filmie Antoine’a Fuqua bije się dosłownie do utraty sił.

 

Jest to przy tym jedna z ostatnich produkcji, do której muzykę napisał zmarły niedawno James Horner – album z ilustracją, jak i sam film są zresztą jemu dedykowane. Kompozytor został także przypisany do kolejnego projektu reżysera, remake’u „Siedmiu wspaniałych”, zatem można przyjąć, iż „Southpaw” mógł być początkiem ciekawej i owocnej, acz niekoniecznie stałej współpracy. Fuqua lubi bowiem wracać do sprawdzonych nazwisk, nawet jeśli czyni to nieregularnie. Dwukrotnie odbił się do tej pory od Hansa Zimmera, trzy razy jego filmy oprawiał w nuty Mark Mancina, a przy swoim poprzednim dziele, „Bez litości”, ponownie sięgnął po Harry’ego Gregson-Williamsa.

 

I to właśnie on był jako pierwszy szykowany do bokserskiego pojedynku. Z nieznanych powodów szybko padł jednak na deski. Wtedy na ring wszedł Horner, który zgodził się nie wziąć ani centa za swój sparing, jako, że film zmagał się z ostrymi ograniczeniami finansowymi. Znamienne zatem, iż gotowy score raz po raz uderza w nas brzmieniem charakterystycznym dla stylu walki… HGW.

 

horner-6924533-1590000933

Elektronika jest zatem na porządku dziennym, aczkolwiek o agresywnych bitach można zapomnieć. Otwarcie soundtracku jest co prawda drapieżne, szorstkie, ale szybko objawia swą prawdziwą naturę – delikatnej, smutnej, wypełnionej drobnymi detalami (ledwie namacalne takty samotnej trąbki, dzwonki, eteryczne chóry – wszystko przepuszczone przez komputer), wręcz nieśmiałej kompozycji, jaka w tych bardziej romantycznych, tudzież nastrojowych fragmentach przypomina współczesną kołysankę dla bijących się z własnymi demonami, dużych chłopców w bokserkach.

 

Fani czteronutowca mogą przy tym odetchnąć z ulgą – pojawia się on w typowej dla maestro, dramatycznej formie. I tym razem słucha się go nad wyraz ciekawie, a nawet i świeżo – być może przez wzgląd na sporadyczne użycie tego znaku firmowego. Specyficzny, wychodzący na pierwszy plan fortepian, rzewne pociągnięcia smyczków oraz równie rozpoznawalne, wyznaczające w tle rytm uderzenia bębnów/elementów perkusyjnych są w większości przejmujące, a gdzieniegdzie działają nawet kojąco, swobodnie płynąc z głośników.

 

Z której strony by nie słuchać, oryginalności per se nie ma w tym za grosz. Ale to nie szkodzi, bo muzyka działa. Jej minimalistyczna forma wybija się co prawda tylko momentami, przez gros czasu raczej podświadomie docierając do odbiorcy. Ale lepsze to, niż nachalny sentymentalizm i epatowanie kliszowymi samplami. Na swój sposób jest to ilustracja przemyślana, która dojrzewa wraz z widzem/słuchaczem. Stąd poszczególne utwory może nie porywają melodyką lub różnorodnością stylistyczno-tematyczną. Lecz również nie nudzą – i to mimo mocno jednostajnego, nad wyraz stonowanego klimatu, monotonnego rytmu.

 

Bardzo pomaga w tym zjadliwa (jak na Hornera wprost śmiesznie krótka) płyta oraz adekwatny czas trwania poszczególnych utworów, z których tylko dwa osiągają niewygodne dla melomana rozmiary. „Suicidal Rampage” i „Hope vs Escobar” są jednocześnie jednymi z ciekawszych eksperymentów w całym materiale. Ten pierwszy oferuje sporo nieprzyjemnych, świdrujących mózg dźwięków, które trzymają jednak w napięciu przez cały czas. Z kolei drugi to bodaj jedyny reprezentant action score’u, a więc trochę żywszego, dynamicznego grania z zadziorną elektroniką oraz czymś na kształt fanfar. Niezbyt wyrafinowany to kawałek filmówki, ale trudno się przy nim nudzić.

 

Generalnie „Southpaw” nie rozkłada na łopatki. Nie wywraca też gatunku do góry nogami szybkim, prostym i pamiętnym ciosem; nie redefiniuje języka swego twórcy. Ale zaskakuje, intryguje, przykuwa uwagę, dodaje ruchomemu obrazowi charakteru i odrobiny serca. Czy HGW wyciągnąłby więcej z tematu? Trudno powiedzieć. Tak samo, jak trudno ostatecznie ocenić muzykę Hornera, która poza ekranem trafi głównie do najtwardszych, najbardziej wytrwałych zawodników – a i oni raczej nie dodadzą jej do ulubionych pozycji z dyskografii Jamesa Roya, które można katować raz po raz. Ale przypuszczalnie będą ją czasem odświeżać z szacunkiem – niczym stare, pełne wspomnień trofeum z okresu chwały…

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. The Preparations
  • 2. A More Normal Life
  • 3. A Fatal Tragedy
  • 4. The Funeral, Alone...
  • 5. Suicidal Rampage
  • 6. Empty Showers
  • 7. Dream Crusher
  • 8. A Cry for Help
  • 9. House Auction
  • 10. A Long Road Back
  • 11. Training
  • 12. How Much They Miss Her
  • 13. Hope vs Escobar
  • 14. A Quiet Moment
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Tomasz Goska

    Solidne rzemiosło, które na pewno nie jest łatwe, lekkie i przyjemne. Horner na ostatniej prostej swojej kariery poszedł w podskórną dramaturgię, czego efektem są właśnie takie prace. Więcej w recenzji na FilmMusic.pl

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...