S.W.A.T.
Kompozytor: Elliot Goldenthal
Rok produkcji: 2003
Wytwórnia: Varese Sarabande
Czas trwania: 47:03 min.

Ocena redakcji:

 

Film Clarka Johnsona z 2003 roku, oparty na scenariuszu Davida Ayera (reżyser zeszłorocznego „Bright”) i Davida McKenny (scenarzysta „American History X”) nie zapisał się w annałach kina sensacyjnego, i trudno się dziwić. S.W.A.T. jest bowiem synonimem filmu idealnie nijakiego – produkcji, która jest obliczona na bycie hitem sezonu, i która jednocześnie (a może właśnie dlatego) ma być produktem bezpiecznym. Przezroczystym, jeśli chodzi o styl, ze scenariuszem opartym na dobrze znanych kliszach i odpowiednio obniżoną kategorią wiekową, co by nastolatki wzdychające do Colina Farrella bądź Michelle Rodriguez nie zakrztusiły się popcornem na widok ran postrzałowych. Z tego powodu film Johnsona nie spodoba się ani fanom pełnokrwistego kina akcji spod znaku „Rambo” czy „Szklanej pułapki”, ani miłośnikom realistycznej, trzymającej się blisko ziemi sensacji w stylu „Gorączki” lub „Dnia próby”. Ogląda się toto w miarę bezboleśnie, ale film tak bardzo próbuje być dla wszystkich, że nie jest w stanie zadowolić nikogo.

 

goldenthal-5047178-1590001121Ale trzeba przyznać, że jedna decyzja twórców była strzałem w dziesiątkę, przynajmniej z punktu widzenia fana muzyki filmowej – a mianowicie angaż Elliota Goldenthala. Zatrudnienie kompozytora znanego z upodobań do awangardowych rozwiązań może być zaskakujące w przypadku produkcji tak bardzo wykalkulowanej. Pamiętajmy jednak, że Goldenthal ma na koncie znakomity score do „Gorączki” Michaela Manna, którym pokazał smykałkę do tworzenia muzyki w klimatach filmowej sensacji. Niewykluczone, że tę pracę mieli również w głowach producenci i reżyser „S.W.A.T.”, ponieważ rozwiązania zastosowane tutaj przez Goldenthala przypominają stylistycznie kompozycję do klasyka z Pacino i De Niro.

 

Album zaczyna się mocnym rockowym uderzeniem. „Bullet Frenzy” otwierają szybkie, dynamiczne gitarowe riffy. Orkiestra dołącza po chwili,  a wraz z nią wyróżniające dla twórczości Amerykanina środki stylistyczne z charakterystycznymi, "rozwrzeszczanymi" dęciakami na czele. Utwór ten, trwający bez mała dziesięć minut, jest reprezentatywny dla całości – połączenie rockowych riffów z potęgą orkiestry będzie nam towarzyszyć już do końca albumu. Zdarzają się wyjątki –„Don’t Shoot Me Baby” lub„Three Chords In Two Minutes” wprowadzają na płytę odrobinę spokoju – to dwa elektroniczne kawałki, które przypominają nieco dokonania Phila Collinsa i grupy Genesis, w gotowym obrazie nie zwracają na siebie większej uwagi, a i na płycie specjalnie nie zachwycają. Z kolei w takich utworach jak „The Fascist Shuffle” czy „My Big Black Assault Weapon” słychać wyraźne wpływy muzyki lat 70. – w tym pierwszym charakterystyczny "Schifrinowski" flet, budzący skojarzenia z innym słynnym telewizyjnym soundtrackiem, „Mission: Impossible”. W drugim zaś uwagę zwracają funkujące trąbki. Elementy muzyki z seventies mają tutaj sens, biorąc pod uwagę fakt, że film Johnsona jest adaptacją serialu z tego właśnie okresu. Jednak nawiązania do epoki pojawiają się tylko w muzyce, w samym filmie próżno ich szukać.

 

Partytura Goldenthala nie poraża, pisząc łagodnie, bogactwem tematycznym. W zasadzie jedyny motyw z prawdziwego zdarzenia to oczywiście„S.W.A.T. 911” – temat przewodni z serialu telewizyjnego. Na płycie można usłyszeć go trzy razy, raz w utworze wspomnianym wyżej, drugi raz w „S.W.A.T. Sticker”, a trzeci w piosence „Samuel Jackson” zespołu Hot Action Cop, która pojawia się na napisach końcowych, i która jest na nim oparta. W filmie motyw ten jest wykorzystywany częściej, choćby na samym początku, jako partia gitarowa utworu towarzyszącego pierwszej akcji S.W.A.T., otwierającej film. Utwór ten funkcjonuje na płycie pod tytułem „AK-47 Scherzo”, ale, co ciekawe, jest owej partii pozbawiony.

 

swat_japan-5414684-1590001776Nie będzie chyba zaskoczeniem, jeśli powiem, że score skomponowany na potrzeby „S.W.A.T.” jest lepszy niż sam film. Produkcja nie zachwyca ani nie zaskakuje kompletnie niczym, natomiast kompozycja Goldenthala potrafi porwać swoją energią oraz rewelacyjnie budowanym napięciem i atmosferą, z miejsca kojarzącą się z ciemną stroną miasta. Okazjonalnie pojawiające się na płycie klimaty lat 70. pasują do Los Angeles jak ulał, a ciężkie gitary elektryczne i syntezatory połączone z pędzącą na pełnym gazie orkiestrą tworzą świetny podkład do ulicznych strzelanin. Tym większa szkoda, że ta muzyka trafiła do tworu tak nijakiego i pozbawionego jakiegokolwiek ciężaru emocjonalnego.

 

Jak to zwykle z partyturami Goldenthala bywa, score do „S.W.A.T.” nie należy do najprostszych doświadczeń, próżno szukać na nim tematycznego bogactwa bądź efektownej liryki. Na tym albumie króluje action score i jest znakomity, kompozytor „Fridy” nie poszedł na łatwiznę. Szkoda mi tej muzyki i trudu, jaki został w nią włożony, gdyż, poza oddanymi fanami kompozytora, świat o tym soundtracku zapomni. Niesłusznie.

Autor recenzji: Piotr Bieroń
  • 1. Bullet Frenzy
  • 2. Don’t Shoot Me Baby
  • 3. My Big Black Assault Weapon
  • 4. AK-47 Scherzo
  • 5. Three Chords In Two Minutes
  • 6. Run For Your Life
  • 7. The Fascist Shuffle
  • 8. S.W.A.T. 911 – Danny Saber
  • 9. Crash Landing
  • 10. That Cop Stole My Car
  • 11. S.W.A.T. Sticker
  • 12. Bullet Frenzy II
  • 13. Time Is Running Out – Apollo Four Forty
  • 14. Samuel Jackson – Hot Action Cop
4
Sending
Ocena czytelników:
4 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...