• Så som i Himmelen (As It Is in Heaven)
  • Sling Blade
  • Stranger Things
  • Pitbull
  • Knick, The – season 2

Frida

data publikacji: 26/05/2012

Frida

Frida

„...pozwala na bardzo osobisty odbiór...”

Kompozytor: Elliot Goldenthal, różni wykonawcy

Rok produkcji: 2002

Wytwórnia: Deutsche Grammophon

Czas trwania: 52:34 min.

Biografia słynnej, meksykańskiej malarki, Fridy Kahlo, aż się prosiła o sfilmowanie. Przeplata się w niej bowiem tryumf i tragedia, miłość i polityka, namiętność i zdrada, czyli to wszystko, co tak uwielbia kinowa widownia. W rezultacie wzięła ją na warsztat Julie Taymor, ceniona reżyserka teatralna i filmowa, której znak rozpoznawczy stanowi piękna, wizjonerska oprawa wizualna. Filmowa „Frida”, jak przystało na opowieść o malarce, jest więc niezwykle plastyczna, broni się przy tym także na innych polach, przede wszystkim aktorskim, ale i muzycznym.

 

Kompozycją do kolejnego obrazu swojej życiowej partnerki zajął się zwyczajowo Elliot Goldenthal. Miał jednak przed sobą zadanie bardzo nietypowe w swojej karierze. Odkładając na bok eksperymenty, symfonicznie brzmienia i awangardę, musiał przeniknąć ducha tradycyjnej muzyki meksykańskiej, po czym wprowadzić ją nie tylko jako podkład do filmowych wydarzeń, ale jako ich integralną, organiczną część. Na obydwu polach odniósł ogromny sukces. „Frida” zachwyca obrazem, ale żyje muzyką – bez niej stałaby się nie tylko niekompletna, nie miałaby wręcz sensu istnienia. Kompozytor uchwycił też to, co kluczowe w meksykańskiej, czy szerzej, latynoskiej tradycji muzycznej i podał w formie bardzo atrakcyjnej dla słuchacza.

 

Ścieżka dźwiękowa do „Fridy” to fascynująca mieszanka instrumentalnej muzyki, oryginalnych i tradycyjnych piosenek. Te trzy elementy splatają się w sobą w nierozerwalną całość. Goldenthal stworzył kilka wpadających w ucho, ale szalenie niejednoznacznych emocjonalnie tematów, z których najlepszy rozbrzmiewa w drugim już utworze na płycie, „The Floating Bed”. Objawia on najważniejsze cechy tej partytury. Cały czas balansuje między beztroską zabawą, dziką fiestą, a mrokiem i tragizmem, przeplatając wszystko charakterystyczną, latynoską melancholią. Podobnie jest z piosenkami. Chwytające za serce „Paloma Negra” Chaveli Vargas (notabene kochanki Fridy) to brawurowa żonglerka nastrojami. Dwa wykonania „La Llorona” stanowią natomiast świetny przykład na to, jak bardzo może się różnić muzyczna interpretacja tego samego tekstu.

 

Producenci krążka bardzo konsekwentnie nie dają się słuchaczowi zatopić w jednym uczuciu. Po niepokojącym „La Cavalera” następuje pełne zabawy „La Bruja”, a po smutnym, lirycznym „Still Life” przekornie rozbrzmiewa pieśń „Viva La Vida”. Nie odnosi się przy tym poczucia chaosu. Huśtawka nastrojów działa ożywczo, a wszystko spaja podobny, latynoamerykański klimat, budowany charakterystyczną manierą śpiewu i wokaliz (szczególnie kapitalnej Lily Downs) oraz instrumentarium. Goldenthal oparł się na gitarach – klasycznej, basowej i ich odmian charakterystycznych dla Meksyku. Z pewnym zdziwieniem odkrył, że mu to właściwie wystarczy, jednakże parokrotnie wspiera się akordeonem i tradycyjnym instrumentami: smyczkami, fortepianem, harfą. Pomysły i nastroje „porządkuje” też niejako finałowa, fantastyczna piosenka, „Burn It Blue”, w której splatają się ze sobą fragmenty muzyki z poprzednich utworów.

 

Tym jednak, co szczególnie wyróżnia tę ścieżkę dźwiękową, jest autentyzm. Nie wyczuwa się tu manipulacji, efekciarstwa w operowaniu emocjami. Liryka nie osuwa się w kicz, słodycz doprawiana jest chili, tragizm ironią. W tej mieszaninie kryją się prawdziwe uczucia odległe od twórczej kalkulacji. Odebranie ich wymaga przefiltrowania przez odbiorcę, niewiele jest momentów z założenia radosnych, czy smutnych. Dopiero własna interpretacja pozwala je odebrać we właściwy, być może dla każdego inny, sposób. Muzyka do „Fridy” jako dzieło autonomiczne sprawdza się pod tym względem nie gorzej niż film. Stanowi artystyczne zaproszenie do współtworzenia jej ducha. Pozwala na bardzo osobisty odbiór. Nawet jeśli trafiają się utwory słabsze, mniej interesujące, zbyt mocno uwiązane do filmowych scen, nie zakłócają one ogólnego wrażenia. Rzadko zdarza się ścieżka dźwiękowa tak silnie próbująca złapać kontakt ze słuchaczem – nie tylko odtwarzająca emocje, ale kreująca je.

 

„Frida” wciąż stanowi zjawisko wyjątkowe w bogatej twórczości Elliota Goldenthala. Najmocniej odbiega od innych jego dokonań, ale też słusznie uchodzi za jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych, jakie napisał. Otrzymał za nią Oscara w pełni zasłużenie, gdyż ten film bez muzyki po prostu nie istnieje, ale i inne laury, biorące pod uwagę już autonomiczny charakter dzieła nie były przypadkowe. Jest to bowiem praca kompletna, artystycznie pełna. Zawdzięcza nieco meksykańskim piosenkom, lecz zarazem dopełnia je, nadając im nową wartość. Jednak o piątej nutce nad tą recenzją zadecydowało coś innego. Jest to muzyka, którą się pamięta. Nawet jeśli nie wzbudziła u kogoś zachwytu, pozostaje gdzieś z tyłu głowy. Nie ma tu znaczenia, czy usłyszano ją w trakcie filmowego seansu, czy z radiowych głośników. Nie da się jej przeoczyć i nie da się o niej zapomnieć.

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

Benediction and Dream – Lila Downs

02.

The Floating Bed

03.

El Conejo – Los Cojolites

04.

Paloma Negra – Chavela Vargas

05.

Self-Portrait With Hair Down

06.

Alcoba Azul - Lila Downs

07.

Carabina 30/30 – El Poder Del Norte

08.

Sólo Tu

09.

El Gusto – Trio Huasteco Caimanes De Tamuin

10.

The Journey

11.

El Antifaz – Liberación

12.

The Suicide of Dorothy Hale

13.

La Cavalera

14.

La Bruja – Salma Hayek, Los Vega

15.

Portrait of Lupe

16.

La Llorona – Chavela Vargas

17.

Estrella Oscura – Lila Downs

18.

Still Life

19.

Viva La Vida – Trio Marimberos

20.

The Departure

21.

Coyoacan and Variations

22.

La Llorona – Lila Downs, Mariachi Juvenil De Tecalitlan

23.

Burning Bed

24.

Burn It Blue – Caetano Veloso, Lila Downs

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3.33  

DanielosVK 26-05-2012, 02:13

Bardzo ciekawa muzyka, ale wśród najbardziej znanych Goldenthala chyba najmniej fascynująca i na dłuższą metę nie ma w niej za wiele do odkrywania. Z większości dyskografii chyba "Fridę" wytypowałbym jako ostatnią do zdobycia Oscara.


DanielosVK 26-05-2012, 17:27

Ale naciągane 4 niech będzie.


Mefisto 02-06-2012, 18:43

Solidna praca, ale nigdy za nią nie przepadałem. Dość powiedzieć, że regularnie wracam jedynie do utworów śpiewanych, jak cudowne La Llorona i Burn It Blue. Niestety gros ilustracji spływa po mnie, jak po kaczce. Oscar dlań jest co prawda jak najbardziej zrozumiały i w jakimś względzie także zasłużony, ale całość nie porywa (a jak pokazał 5 FMF na koncert też się specjalnie nie nadaje).


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz