Michael Clayton
Kompozytor: James Newton Howard
Rok produkcji: 2008
Wytwórnia: Varese Sarabande
Czas trwania: 38:35 min.

Ocena redakcji:

 

Michael Clayton to zarazem imię bohatera, jak i tytuł debiutanckiego filmu Tony’ego Gilroya – wcześniej znanego choćby jako scenarzystę trylogii o Jasonie Bourne. Mimo wielkich nazwisk w obsadzie, dużego napięcia fabularnego i złożonej opowieści, jest to produkcja bardzo kameralna i minimalistyczna, jak na Hollywood. I dokładnie taką muzykę otrzymała za ilustrację.

Tym zajął się James Newton Howard – w ostatnich latach jeden z najbardziej zapracowanych amerykańskich kompozytorów – i jest to druga jego kolejna praca, którą przyszło mi określić słowem ‘minimalizm’. Wcześniejszą (a chronologicznie późniejszą) było rzecz jasna wysokobudżetowe "I am Legend". I choć obie ścieżki mają ze sobą wiele wspólnego, to jednak tutaj minimalizm został osiągnięty innymi środkami i ze zgoła innych powodów.

Podczas gdy w "Jestem legendą" było to zgrabne połączenie orkiestry z elektroniką, tu Howard operuje w zasadzie już tylko tym drugim. Tam minimalizm miał zobrazować osamotnienie głównego bohatera, jego niepewność bytu – tutaj bohater przechodzi stosowną przemianę w osamotnionej walce z wielkimi tego świata, a i sam nie jest tak krystalicznie czysty, jak postać Willa Smitha. W tamtym filmie mamy do czynienia z upadkiem ludzkości, opustoszałymi ulicami wielkiego miasta, podczas gdy "Michael Clayton" jest bardzo zindustrializowany, a jedyna "pustka" i cisza zdaje się panować z dala od zgiełku miejskich molochów. W końcu tam Howard zaoferował nam znacznie więcej, niż tylko tło do działań fabularnych, a tu muzyka stanowi dokładnie takie tło – jest jednostajna, chwilami intymna i w zasadzie eteryczna, gdyż bezustannie otacza ona bohaterów, niczym wysokie budynki widziane w większości scen.

howard-3774569-1590000938Także surowe brzmienie i osobliwy klimat tej pracy bardziej przypomina mi trylogię Bourne’a (w szczególności jego Ultimatum), a z wcześniejszych prac Howarda słabo znane "Falling down" (gdzie szkielet opowieści jest bardzo podobny). Przede wszystkim nieuniknione są jednak porównania do młodszego o rok "United 93" Powella. W obu tych filmach muzyka stanowi głównie bezosobowe i pozbawione większych emocji tło – dzieje się tak, gdyż stanowić ma ona tylko (niemal czysto dokumentalny) opis, a nie opowiadać się za którymś z bohaterów czy jego działaniami. I choć w "Michaelu Claytonie" sympatyzowanie z główną postacią jest poniekąd konieczne, to muzyka nie daje nam ku temu absolutnie żadnych powodów.

 

Sam temat główny jest wprawdzie całkiem ciekawy, ale zbyt smutny i za toporny, żebyśmy mogli automatycznie go przyswoić i poddać odpowiedniej ocenie. Dlatego też jedyne emocje, jakie ta muzyka wywołuje posiadają dwa ujścia. Jedno tyczy się scen akcji, w których szybki montaż i niespodziewane rozwiązania fabularne zaskakują widza, przykuwając jego uwagę do ekranu. Na płycie jest to w zasadzie co druga ścieżka – czasem w każdej coś takiego się dzieje – acz najlepszym przykładem będzie chyba duet "Mr. Verne" i "I'm Not The Guy You Kill", gdzie muzyka wyraźnie przyśpiesza dopiero pod sam koniec, stając się przez to bardziej ciekawsza i bardziej wartościowa niż wydawało się przez dotychczasowe 2/3 utworu (z tym, że ten drugi jest wyraźnie zbyt długi, aby odniosło to skutek na słuchaczu).

Drugie ujście osadzono w relacjach pomiędzy Michaelem a Arthurem i konsekwencjach tychże. W filmie widać pomiędzy nimi zalążek przyjaźni, a sam Arthur jest chyba jedyną osobą, na której zależy Michaelowi – nie mówiąc już o tym, że to dzięki niemu Michael zmienia swoje poglądy i postawę. Także muzyka zmienia się z tej okazji, co widać chyba najbardziej w dwóch ścieżkach – na początku "Times Square" (które w drugiej połowie zmienia się w podobny action score, co we wspomnianych wcześniej utworach) i w bardzo ładnym "Arthur & Henry". To jedyny moment, gdzie możemy naprawdę odetchnąć od elektronicznych tąpnięć i innych eksperymentów – kompozytor proponuje nam rodzaj smutnej kołysanki rozpisany na syntezatory i keyboard. Naprawdę ładny kawałek muzyki, w którym wyraźnie widać, że nawet przy takiej ilustracyjnej tapecie, Howard jest w stanie dodać coś od serca.

Pozostałe ścieżki to jednak już tylko jedno wielkie tło, które ma działać (i wg mnie działa wyśmienicie) przede wszystkim w filmie. Na płycie – poza pewnymi fragmentami w rodzaju żywszych i bardziej złożonych ścieżek, w których naprawdę coś się dzieje ("Main Titles", "Drive To The Field", końcowe "25 Dollars Worth", czy wspomniane wcześniej "I'm Not The Guy You Kill") – nie nadaje się zbytnio do słuchania. Ale przecież nie taki był cel tej muzyki… Oceniając "Michaela Claytona" – i decyzję Amerykańskiej Akademii, która nominowała tę pracę do statuetki złotego rycerza – należy pamiętać głównie o jej roli w filmie. I za to stawiam właśnie solidną trójkę, która jest zwykłą wypadową trzech czynników – sprawunku na ekranie, sprawunku na płycie i samej pracy, jako takiej (nazwijmy to oryginalnością albo po prostu zwykłym ‘duchem’, jaki od niej bije). Polecać absolutnie nie mam zamiaru – choć zapewne parę osób coś tu dla siebie znajdzie (zupełnie jak przy "United 93"), to większość nawet nie powinna zaczynać szukać.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Main Titles
  • 2. Chinatown
  • 3. Drive To The Field
  • 4. Just Another Day
  • 5. Meeting Karen
  • 6. Looking For Arthur
  • 7. U North
  • 8. Arthur & Henry
  • 9. Times Square
  • 10. Mr. Verne
  • 11. I'm Not The Guy You Kill
  • 12. Horses
  • 13. 25 Dollars Worth
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...