• Hacksaw Ridge
  • Kubo and the Two Strings
  • Jungle Book, The
  • Pete’s Dragon
  • Sully

I Am Legend

data publikacji: 25/01/2008

Jestem legendą

I Am Legend

"...bardzo oszczędna w swojej klasie, ale właśnie w tym tkwi jej siła i piękno..."

Kompozytor: James Newton Howard

Rok produkcji: 2008

Wytwórnia: Varese Sarabande

Czas trwania: 44:23 min.

 

Oto kolejny blockbuster zza oceanu, który poległ... choć może to zbyt mocne słowo, gdyż film już dawno się zwrócił i zanim zniknie z kin, to osiągnie jeszcze niemałą sumę zielonych. Na pewno jednak nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań i większość recenzji nie stanowi peanów na jego cześć. Nie jest to kompletnie spaprany film, ale też i nie wyczerpał potencjału, jaki posiadał – a ten był ogromny. Jedyne na co nie można narzekać, to muzyka Jamesa Newtona Howarda...

"I Am Legend" łączy "stare" i "nowe" z arsenału tego kompozytora. Na to pierwsze wskazuje nostalgiczny wydźwięk lirycznej tematyki, nie pozbawionej słodko-gorzkiego smaku oraz implikacja najlepszych od jakiegoś czasu partii chóralnych w hollywoodzkiej muzyce filmowej. Tym drugim jest budowanie dramatycznego napięcia underscorem, delikatne wstawki elektroniczno-ambientowe oraz mocno perkusyjna muzyka akcji. Generalnie nic z tego nie stanowi absolutnej nowości w muzyce Howarda, ale kompozytor wyraźnie wraca tu do stylistyki swoich prac z lat 90-ych, łącząc ją z obecnymi rozwiązaniami ("Waterworld" się kłania, potakują "King Kong" i "Cedry pod śniegiem", a piątkę przybijają "Znaki").

Spektrum emocji i brzmień w "Jestem legendą" jest dość szerokie – melancholia, intymna muzyka rozpisana na fortepian, tematyczne podłoże mające pomóc w identyfikacji z bohaterem, element izolacji/samotności (solowa trąbka – reminiscencja "Niezniszczalnego"). Ścieżka posiada też coś, czego nie było od czasów "Die Hard", a więc charakterystyczną nutkę niepewności i wątpliwości, co do opisywanych wydarzeń i głównego bohatera. Do tego bardzo ciekawe zabiegi z gatunku horroru – pozbawione tradycyjnej, hollywoodzkiej sztampowości – agresywna akcja i wreszcie elementy magiczne, kreowane głównie przez zastępy wokalne, ale też i poprzez inteligentne rozwiązania kompozycyjne, które ubarwiają minimalizm tej ścieżki.

Wspomniany minimalizm lśni szczególnie w "Sam's Gone" i w jednym z najlepszych utworów albumu "Reunited", gdzie chwalebne chóry wspierają emocjonalną, minimalistyczną melodię wskazującą choćby na "Kobietę w błękitnej wodzie". Szczególnie zajmujący jest u Howarda sposób budowania najdłuższych na płycie utworów ("Reunited", "The Pier" i "The Jagged Edge"), znamionujący jego kompozytorską dojrzałość jak i wysoką klasę. Utwory są wypełniane różnymi, bardzo elastycznie na siebie przechodzącymi rozwiązaniami (wokale, ambient, tematyka, underscore). Ani przez chwilę nie czuć nad-ilustracji i sztucznej mimiki w podkładaniu muzyki pod ekranowe wydarzenia. To z pewnością pomaga słuchaczowi w podróży, w którą zabiera go kompozytor i z miejsca fascynuje.

Najbardziej fascynującym aspektem pracy JNH są aplikowane dość często partie chóralne i wokalne. Na szczęście nie usłyszymy tu ryczących zastępów rodem z trailerów, lecz wysublimowane, eleganckie i wpisujące się znakomicie w konwencję fantastyki wokalizacje – czy będzie to żeńskie soprano czy bezsłowne, ledwie tlące się w dźwiękowej przestrzeni wokale, przypominające sugestywną pracę Johna Williamsa w "A.I." lub też mistycyzm ilustracji do "King Konga". Chóry nie stronią również od momentów glorii i muzycznej rewelacji – niemal liturgiczne użycie głosów w "The Pier" czy wspomnianym "Reunited". Howardowi udaje się uzyskać za ich pomocą klimat nieziemskiej "rewelacji", podobny do tego jaki był udziałem zeszłorocznego "Pachnidła".

Wtórności pozbawione są także elementy mające budzić grozę. Przefiltrowane odgłosy, przypominające brzmienie wiatru; muzyczny impresjonizm, w którym słychać echa muzyki współczesnej czy też orkiestra imitująca rój pszczół – te momenty z pewnością nie ujdą Waszej uwadze. Amerykanin sięga w "I Am Legend" po klimatyczne rozwiązania ze "Znaków" – powolnie budowane minimalistyczne frazy, zwiastujące coś niepokojącego i mające przygotować na spotkanie przeznaczenia. Równie mocno praca ta jest powiązana ze "Snow falling on Cedars", gdzie brylował underscore i podniosła liryka, a wybuchy akcji następowały rzadko i były starannie przygotowane. Jest to więc ilustracja bardzo oszczędna w swojej klasie, ale właśnie w tym tkwi jej siła i piękno. Dokładnie tak, jak to miało miejsce we wcześniejszych (wspomnianych w tekście) pracach kompozytora.


Jeżeli jakiś kompozytor w ostatnim czasie potrafi pisać muzykę wskazującą nam slogan "koniec jest bliski", to jest nim na pewno James Newton Howard. I pozostaje tylko zacierać ręce i czekać na kolejną pracę Howarda – ponowną współpracę z M. Night Shyamalanem, "Zdarzenie". Czas pokaże czy będzie to prawdziwe zdarzenie, a historia osądzi czy opisywana płyta stanie się de facto legendą. Póki co jest to bardzo porządna ilustracja z aspiracjami na więcej, która przewyższa o klasę sam film. Warto!

Autor recenzji: Mefisto, Rokita


CD 1

01.

My Name is Robert Neville

02.

Deer Hunting

03.

Evacuation

04.

Scan Her Again

05.

Darkseeker Dogs

06.

Sam's Gone

07.

Talk to Me

08.

The Pier

09.

Can They Do That?

10.

I'm Listening

11.

The Jagged Edge

12.

Reunited

13.

I'm Sorry

14.

Epilogue

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz