Lincoln
Kompozytor: John Williams
Rok produkcji: 2012
Wytwórnia: Sony Classical
Czas trwania: 58:46 min.

Ocena redakcji:

 

Tak oto ‘Sędziwy John’ udekorował kolejne patriotyczne, głęboko osadzone w historii dzieło wiecznego ‘Piotrusia Pana’ Hollywood, który jednak z powodzeniem radzi sobie w poważnym kinie. „Lincoln” to ilustracja na pewno długo wyczekiwana, ale nie ze względu na jej potencjalną atrakcyjność z tytułu eksploracyjności, lecz sam fakt nobliwości twórcy, podsycony ciekawością i niezdrową myślą: „a może jednak czymś zaskoczy?”. Nic bardziej złudnego. Nie w przypadku kompozytora z tak dużym stażem, stojącego przed obliczem tak deskrypcyjnie oczywistego filmu…


Po pierwsze: trudno oczekiwać, że Williams, będąc głęboko zanurzonym w konkretnej wrażliwości, dopuści się innej interpretacji stylistyki, z którą miał do czynienia już wielokrotnie, wyzbywając się przy tym swojego artystycznego ego („Amistad”, „Far and Away”, „Born on the 4th of July”, „The Patriot”, „Saving Private Ryan”). Byłoby to przede wszystkim niepewne, ale i nieszczere. Nie można też nie wziąć pod uwagę dużego prawdopodobieństwa znudzenia Amerykanina ową estetyką. W niej bowiem, jako twórca, powiedział już chyba wszystko.


Po drugie: przepełniona patriotycznym duchem treść, opiewająca tradycyjne wartości narodowe przy użyciu sprawdzonych pomysłów narracyjnych, wymagała bezpiecznego, szablonowego podejścia – klasycznego brzmienia i górnolotnej, aczkolwiek szlachetnej melodyki. Eksperymenty, czy nawet zbytnia świeżość, mogłyby się okazać funkcjonalnie wątpliwe. Już otwierający płytę „The People's House”, prezentujący dwa wiodące tematy, kieruje skojarzenia w stronę „Far and Away”, „Born on the 4th of July”, „Amistad”… – jakiejkolwiek pracy kompozytora przepełnionej pierwiastkami amerykańskimi, które obok rosyjskich (Czajkowski, Strawiński, Prokofiew, Szostakowicz, Rimski-Korsakow…) i tak stanowią bazę jego poetyki.


williams-9768993-1590000946Dla konkretnych celów ekspresyjnych odwołał się więc ponownie do dorobku ‘ojca’ muzyki amerykańskiej, Aarona Coplanda, tym razem jednak pozostawiając nietkniętych innych swoich inspiratorów. Zrezygnował nawet z Williama Waltona i Edwarda Elgara (co prawda Brytyjczyków, ale i tak adekwatnych ze względu na podobną wymowę). W partyturze „Lincolna” echem odbijają się głównie balety oraz „Fanfare For The Common Man” Coplanda. Podobieństwa objawiają się zarówno w melodyce (np. charakterystyczny skok o septymę małą w „The Purpose of the Amendment”), jak i harmonice, gdzie uwagę zwracają współbrzmienia kwintowe oraz akordy z sekundą wielką – połączenia odbierane jako ‘arcyamerykańskie’. W niektórych utworach ciężko więc stwierdzić czy Williams stylizuje na muzykę epoki, czy korzysta z Coplanda, który już wcześniej ją przetworzył. Z pewnością imituje ją w komicznym „Getting Out The Vote”. W każdym razie nie ulega wątpliwości, że większość tematów posiada wyraźne rysy ludowe/tradycyjne. Szczególnie udany jest moim zdaniem ten rozpoczynający „The American Process”. Kompozytor nie stroni także od cytatów i własnych opracowań tradycyjnych melodii („Call To Muster and Battle Cry of Freedom”, „The Race to the House”).


Całość uzupełnia, dość szczupła jak na Wiliamsa, warstwa instrumentacyjna, składająca się przede wszystkim z eksponowanych solowo lub w duetach aerofonów drewnianych i blaszanych oraz fortepianu. Smyczki stanowią raczej tło i wzmocnienie w momentach crescenda. Pojedyncze instrumenty zdają się mieć stałe funkcje: trąbka – instrument praworządnej władzy i atrybut wojskowy (obok oczywistych werbli), klarnet – towarzyszy ‘objawieniom’, waltornia – instrument nadziei, fortepian – dźwięk rodzinnego ciepła lub wspomnień, a smyczki – wzniosłość, silna emocjonalność.


John Williams stworzył do „Lincolna” partyturę wtórną i z pewnością dla wielu nudną, ale za to nobliwą, elegancką, nie przesadnie pompatyczną, a miejscami wręcz kontemplacyjną, uspokajająca i odprężająca. Słusznie zdecydował się na umiar w ilustracji – muzyka nie zaznacza zbyt mocno swojej obecności w filmie. Nie ma tematów silnie zapadających w pamięć, nie mają one chwytliwych motywów czołowych i nie przebiegają zbyt efektownie. Są dość długie, choć proste i czasem wręcz oczywiste (niektóre figury wydają się być dziwnie znajome) – ich krasę można docenić podczas spokojnego, niezobowiązującego seansu dźwiękowego, pozbawionego wygórowanych oczekiwań. Z pewnością nie można odmówić tej muzyce klasy, ludowego uroku i ilustracyjnej adekwatności. Williams osiągnął tu pełnię amerykańskiego idiomu.

Autor recenzji: Andrzej Szachowski
  • 1. The People's House
  • 2. The Purpose of the Amendment
  • 3. Getting Out the Vote
  • 4. The American Process
  • 5. The Blue and Grey
  • 6. "With Malice Toward None"
  • 7. Call to Muster and Battle Cry of Freedom
  • 8. The Southern Delegation and the Dream
  • 9. Father and Son
  • 10. The Race to the House (traditional)
  • 11. Equality Under the Law
  • 12. Freedom's Call
  • 13. Elegy
  • 14. Remembering Willie
  • 15. Appomattox, April 9, 1865
  • 16. The Peterson House and Finale
  • 17. "With Malice Toward None" (Piano Solo)
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

4 komentarze

  1. Brian

    Bardzo dobra recenzja. W niektórych miejscach to bym się nawet pokusił o dwójki na wrażeniometrze.

    Odpowiedz
  2. DanielosVK

    Ano. Nic, tylko się zgodzić. Wieje nudą i praktycznie nie ma na czym się zatrzymać. Ale jakiś poziom to tam trzyma.

    Odpowiedz
  3. Spectra

    Mr & Mrs Smith John Powell.Gdzie jest recka Mefisto?

    Odpowiedz
  4. Mefisto

    Moja recka soundtracku wisi na stronie od dawien dawna, a recenzję score napisał Łukasz Waligórski i po prostu nie została jeszcze przeniesiona ze starej wersji strony, co nadrobimy w przyszłym tygodniu 🙂
    A co do Lincolna – parę utworów oceniłbym jednak wyżej (choć i parę niżej), niemniej w przekroju całości to mocno średnia, a jak na Williamsa słaba praca.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...