King Richard
Kompozytor: Kris Bowers
Rok produkcji: 2021
Wytwórnia: WaterTower Music
Czas trwania: 44:20 min.

Ocena redakcji:

King Richard: Zwycięska rodzina

„…bezpretensjonalna…”

Filmy o tenisie pozornie nie wydają się zbyt ciekawe. Ale co byście powiedzieli na biografię najsłynniejszych tenisistek – Sereny i Venus Williams? Pokazaną z perspektywy ojca (nagrodzony Oscarem Mistrz Niespodziewanego Liścia Will Smith)? O tym opowiada „King Richard”, który mocno wybiela głównego bohatera (fakt, że producentkami są siostry Williams miał na to wpływ) oraz jednocześnie jest motywacyjnyą historią o tym, że twardą pracą i treningiem można osiągnąć wszystko. Efektem jest dość zgrzytający film, który kończy się przejściem Sereny na zawodowstwo w wieku 14 lat, zostawiając najlepsze kąski poza ekranem. I ani porządna realizacja, ani dobre aktorstwo nie są w stanie uratować zbyt laurkowego scenariusza.

Nas jednak interesuje inny zawodnik tej filmowej drużyny – Kris Bowers. Próbujący rozwijać swój talent jako pianista, zwrócił uwagę świata dzięki „Green Book”. Od tej pory Amerykanin tworzy głównie dla telewizji, pracując przy tytułach takich, jak: „Drodzy biali”, „Jak nas widzą”, „Mrs. America” czy „Bridgertonowie”. Filmy też ilustruje, lecz nie wzbudzają one takich emocji jak można by się było spodziewać, przez co poniekąd przestałem się tym twórcą interesować.

Muszę jednak stwierdzić, że popełniłem wielki błąd, gdyż maestro wykonuje bardzo solidną robotę. Chociaż początek nie zapowiada tego, albowiem temat Richarda to znajome dźwięki fortepianu oraz smyczków („Family Dinner”, „Fired”). Ile razy już słyszało się te instrumenty? Zbyt wiele i to w za bardzo znajomym tonie, by mogło zaimponować. O wiele lepsze są jego wariacje oraz aranżacyjne pomysły. Takie jest „The Plan” z ubarwiającą perkusją w tle – delikatną z początku, lecz przechodzącą w niemal marszowy ton. Narzuca ona rytm także grającym niemal w pętli smyczkom, które pod koniec się wyłamują. Mroczne „Unexpected” wydaje się wzięte z thrillera i trzyma za gardło, zaś krótkie „Hitting” wali hip-hopowym bitem w tle, a refleksyjne „This Is Our Job” działa wręcz kojąco, co kontrastuje ze smutnym „So You Wanna Play?”

Absolutnym orzeźwieniem jest natomiast „Practice”, ilustrujące trening pod okiem zawodowca. Odpowiednio lekki i falujący, a jednocześnie bardzo dynamiczny temat, z perkusyjnym bitem pod koniec. Coś jak Vivaldi, tylko podkręcony niemal do granic możliwości. W podobnym tonie, choć bardziej podniosłym, gra „Carbon Mesa”, w połowie zmieniające swe tempo na bardziej dostojne.

Ale najważniejszy moment dotyczy finału, czyli pierwszego zawodowego meczu Venus z Vicario. Tutaj Bowers chętnie korzysta ze smyczków. Potrafi zbudować nimi optymistyczne nastawienie („Court Day”), ale to wszystko tylko pozory. „Stafford” może zaczyna się delikatnie, stawiając w świetle reflektorów harfę. Jednak w drugiej minucie robiące za tło smyczki przejmują inicjatywę, mieszając „trzaski” z przyspieszonym walcem. Potem bardziej liryczny moment spowolnia tempo („Both Girls”), lesz kompozytor szybko dociska gaz do dechy za pomocą odrobinki patosu („Venus vs. Vicario”). Wreszcie wchodzimy na kort i Bowers zaczyna „First Set” drobnymi cięciami gitary zmieszanymi ze smyczkami, by w finale podnieść stawkę wyżej. Przyspiesza w nerwowym „Vicario”, w połowie utworu „strzelając” wolniejszą perkusją. Jednak „Match” kończy się porażką, co czuć w dźwiękach – smutnych, powolnych, które słyszy się zawsze w takich okolicznościach. To wszystko jednak nie ma znaczenia, bo liczy się tylko „Family”, jak mawia Vin Diesel, i całość wraca do tej ciepłej, pogodnej stylistki.

Na samiutki koniec (pod tyłówkę) dostajemy Beyonce w oszczędnym, ale bardzo chwytliwym hicie „Be Alive”. Proste, czarne brzmienie z jak zawsze niezawodnym wokalem tworzy mieszankę wybuchową. A score? Bowers odbija piłeczki z gracją baletnicy oraz siłą Mjölnira, tworząc jedną z tych orzeźwiających mieszanek. To muzyka bezpretensjonalna, z wieloma uroczymi momentami, które przykuwają uszy na długo – czasem potrzeba takich rzeczy. Tak jak oglądania meczy tenisowych.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • Family Dinner
  • Family Dinner
  • Unexpected
  • Hitting
  • Practice
  • First Match
  • Carbon Mesa
  • That’s Our Job
  • Fired
  • So You Wanna Play?
  • Court Day
  • Stfford
  • Both Girls
  • Venus vs. Vicario
  • First Set
  • Vicario
  • Match
  • Family
  • Be Alive – Beyoncé
4.1
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...