Iron Man 3
Kompozytor: Brian Tyler
Rok produkcji: 2013
Wytwórnia: Hollywood Records
Czas trwania: 75:40 min.

Ocena redakcji:

 

Czy w dzisiejszym świecie można wyczekiwać kolejnej z rzędu odsłony filmu na podstawie komiksu? Wyniki kasowe „Iron Mana 3” pokazują, że można, a stojący za jego realizacją Shane Black, udowadnia, że nawet z tak ogranej formuły da się wykrzesać coś świeżego, gdy doda się doń… inne oklepane sztuczki. Trzecia część przygód Tony’ego Starka proponuje nam więc powrót do beztroskiej stylistyki lat 80. i 90. poprzedniego stulecia oraz gatunku ‘buddy-movie’, na których zresztą opiera się cała kariera i sukces Blacka. Tym samym IM3, choć aż nazbyt radośnie porzuca quasi-realistyczną konwencję ‘Żelazka’, a przy tym zawiera mnóstwo idiotyzmów, to stanowi chyba najlepiej oglądającą się odsłonę tej serii.

 

tyler-8750509-1590001312„Third time's the charm” – jak mawiają za oceanem. Skoro film otrzymał ‘świeży’ wygląd, to i muzyce postanowiono dać kolejną szansę. Ta powędrowała do popularnego w fabryce snów Briana Tylera (swoją drogą jestem bardzo ciekaw, czy Black znów sięgnąłby po Michaela Kamena, gdyby ten wciąż żył…). Kompozytor nie do końca poszedł jednak drogą reżysera, przygotowując ilustrację, która pod wieloma względami mocno przypomina dokonania poprzedników, mimo iż absolutnie się do nich nie odnosi. Część jego partytury można by więc podsumować tradycyjnym: „im głośniej, tym lepiej”, ale byłoby to dość krzywdzące, ponieważ tak jak i film, tak i muzyka doń jest bodaj najciekawsza z całego cyklu, acz również wad niepozbawiona.

 

Można powiedzieć, że przez te parę lat Iron Man wypracował sobie pewien ilustracyjny schemat, który polega na jednym, mocarnym i z reguły wpadającym w ucho temacie (w jedynce jest to „Driving With The Top Down”, w dwóch pozostałych temat tytułowy jako taki), natomiast z resztą muzyki bywa różnie, z naciskiem na średniawkę. Finał trylogii doskonale się w tenże schemat wpisuje, jednak nie da się zaprzeczyć, że zarówno brzmieniowo, jak i tematycznie Tyler dominuje nad kolegami, a i jego podejście do zadania skutkuje ścieżką dźwiękową o nieco większym luzie i przebojowości.

 

Szkoda jedynie, że album od Hollywood Records (na którym zamieszczono także internetowy link) nie do końca to obrazuje, a 75 minut materiału to zdecydowanie za dużo, jak na ilustrację tego typu. Taki metraż zwyczajnie męczy, co w przypadku IM3 daje się we znaki bardzo szybko, bo już po pierwszych kilku utworach – siedmiominutowy „War Machine” to bowiem nic innego jak ściana dźwięku, „Dr. Wu” jest kompletnie nijakie, a dużo utworów ze środka albumu nie niesie ze sobą niezapomnianych wrażeń, mnóstwa frajdy czy estetycznych doznań. I nie pomaga ani w miarę obfite zastosowanie chóru w różnych, często wręcz intymnych konfiguracjach („Isolation”, „Extremis”), ani też zaskakująca, jak na Tylera, liryka – zaskakująca tym bardziej, że jest tu jej całkiem sporo, jak na film tej skali/gatunku i jest naprawdę ciekawie rozpisana.

 

Jak na ironię, ten właśnie element tylerowskiej ilustracji wypada w filmie najgorzej, bo jest praktycznie niezauważalny. Jest to o tyle dziwne, że cała reszta muzyki, wliczając w to wyjątkowo biednie zaakcentowany w przekroju całości temat Mandarina (nieźle prezentują się jedynie bliskowschodnie nuty w „Another Lesson from Mandarin”), na dużym ekranie wypada bardzo dobrze, z naciskiem na parę kapitalnych, zapadających w pamięć momentów. Inna sprawa, że są one w dużej mierze kolejnymi wariacjami/aranżacjami tematu głównego („Dive Bombers”, „Misfire” i „Stark” z rewelacyjną sekcją dętą). Tenże temat jest jednak na tyle plastyczny, potężny i nośny, że bez problemu można wybaczyć ten brak większej różnorodności.

 

Podsumowując – bardzo podoba mi się kierunek, w jakim rozwinęła się ta seria muzycznie, a i Tyler zdaje się pasować do niej jak ulał. To jednak wciąż nie jest TO. Nie jest to praca, którą wspominać się będzie przez długie lata, jak „Supermana”, „Batmana” czy nawet „Cień”. Ale z drugiej strony „Iron Man 3” bez problemu bije, zwłaszcza w parze z obrazem, swoich rówieśników z ekipy Avengers i np. „X-Men: First Class”, o dwóch poprzednich, własnych odsłonach nie wspominając. A to już coś. Moja finalna ocena plasuje się między 3 a 4 nutkami.

 

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o albumie piosenkowym, z podtytułem „Heroes Fall”. Dwanaście piosenek różnych wykonawców, którzy film promują lub też się nim inspirowali nie zasługuje jednak na więcej, niż akapit tekstu, bo jego jakość, jak i koneksje z filmem są liche. Owszem, płyta zaczyna się z przytupem („Ready Aim Fire” i kolejna świetna rzecz od AWOLNATION, która jako jedyna pojawia się w samej produkcji), a większość umieszczonych nań piosenek jest odpowiednio chwytliwa, lecz brakuje im zarówno spójności stylistycznej, jak i swoistego klucza, co sprawia, że do naszych rąk trafia po prostu kolejna, średnio strawna mielonka. Można przesłuchać i nic się nie stanie, ale też nic się nie stanie, jak nie przesłuchamy. Ja osobiście bawiłem się w miarę nieźle, toteż daję ‘dwa plus’. Niemniej brak AC/DC jest aż nadto odczuwalny…

 

P.S. Film rozpoczyna się bardzo przewrotnie, bo kiczowatym, niebieskim hitem od Eiffel 65 z końca poprzedniego wieku. Poza tym pojawiają się jeszcze fragmenty „Mambo No .5” Lou Begi oraz trochę świątecznych przebojów, których pełny spis znajdziecie TU.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Iron Man 3
  • 2. War Machine
  • 3. Attack on 10880 Malibu Point
  • 4. Isolation
  • 5. Dive Bombers
  • 6. New Beginnings
  • 7. Extremis
  • 8. Stark
  • 9. Leverage
  • 10. The Mandarin
  • 11. Heat and Iron
  • 12. Misfire
  • 13. Culmination
  • 14. The Mechanic
  • 15. Hot Pepper
  • 16. Another Lesson from the Mandarin
  • 17. Dr. Wu
  • 18. Return
  • 19. Battle Finale
  • 20. Can You Dig It (Iron Man 3 Main Titles)
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

5 komentarzy

  1. J.B.

    Łup, łup, łup, łup – tyle zapamiętałem z przesłuchania ścieżki dźwiękowej. Nawet temat główny, tak życzliwie oceniony, dla mnie jest hałaśliwy i bezbarwny. Ścieżka dźwiękowa bez cienia indywidualnego wyrazu. Już wolę „Avengersów”.

    Odpowiedz
  2. Andy

    Nie rozumiem zachwytu nad tematem głównym. Jest banalny, nudny i oczywisty. Tylko w ostatnim utworze wypada dobrze ze względu na konwencję. Niemniej jednak, spoko Tyler.

    Odpowiedz
  3. Wawrzyniec

    Temat, choć banalny to fajny. To jednak poza pierwszym i ostatnim utworem, płyta dość ciężkostrawna.

    Odpowiedz
  4. pat

    Średnie to, choć od jedynki lepsze. Mnie się bardziej dwójka podobała. Ostatni track naprawdę extra – szkoda że całość nie jest w takim starym stylu.

    Odpowiedz
  5. Mystery

    „…to jednak wciąż nie jest TO…”

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...