Game of Thrones – season 4
Kompozytor: Ramin Djawadi
Rok produkcji: 2014
Wytwórnia: WaterTower Music
Czas trwania: 60:40 min.

Ocena redakcji:

 

Zmierzch zapadł właśnie nad Westeros – zmierzch kolejnego sezonu. Sezonu mocnego, ciekawego i choć nie pozbawionego błędów oraz drobnych wpadek, to jednak po raz kolejny bijącego wszelkie rekordy oglądalności. Niestety, zmierzch ten ogarnął również muzyczną oprawę serialu, która wcześniejszej wiosny dawała w końcu nadzieję na ukontentowanie uszu melomanów. Bard Djawadi zwiódł jednak słuchaczy na manowce i zabawił się ich kosztem, stając się tym samym swoistym błaznem pośród siepaczy królestwa HBO.

 

djawadi-2198479-1590001377Można by się burzyć o to, czy granie na ekranie utrzymało swój standardowo niski poziom, czy też do reszty zeszło na psy – te same, które trzeba było uspokajać po trzech poprzednich dziełach. Prawdą jednak, iż soundtrack z tego sezonu udowadnia tylko, jak kiepskim wyborem był ten Ramin-muzykant. Choć te X epizodów obfitowało w różnorakie wydarzenia, zostawiające w dodatku sporo miejsca dla podkładu, kompozytor właściwie tego nie wykorzystał. W serialu ilustracja niemal w ogóle się nie wybija, a jeśli już do tego czynu dochodzi, to nie otrzymujemy nic więcej, poza stylistyką znaną nam już z wielu innych prac przepastnych stajni Remote Control Productions – beznamiętną, elektroniczną papką, stawiającą głównie na postincepcyjne „BRRRRRAAAAWWWRWRMRMRMRMMMM!”, tudzież kolejne wariacje tematu przewodniego. Jeśli nawet tu i ówdzie natkniemy się na bardziej doniosłe fragmenty partytury (na przykład w bitwie na Murze), to przypuszczalnie nie zostaną nam w głowie na dłużej. Punktów do serialowego, ostatnio coraz bardziej posępnego klimatu także zresztą nie dodają. Słowem: bida panie, bida.

 

Jeszcze większa bida wieje od albumu – z roku na rok coraz to dłuższego, co bynajmniej nie cieszy, bowiem w przekroju sezonu trudno znaleźć choćby kwadrans naprawdę wartościowego materiału, podczas gdy na płycie sięga on aż godziny. Owszem, może jakiejś wielkiej trwogi tu nie uświadczymy, niemniej krążek straszy tak kompletnie nijakimi melodiami, iż większości z nich nawet się nie zauważa. Dotyczy to zarówno ścieżek typowo lirycznych, które po prostu brzęczą sobie w tle, jak jakieś muchy oraz całkiem pokaźnego action score’u, który może i miewa lepsze momenty, lecz z reguły ogranicza się do tradycyjnego ‘walenia w gary’ bez ładu i składu. Przekłada się na mocno jednolite, puste tło – typową tapetę, która szybko zlewa się w jedno i pozostawia doszczętnie obojętnym.

 

got4_single-3191064-1590001444W kilku ledwie fragmentach sir Djawadi potrafi wyjść ponad to – głównie dzięki umiejętnie użytym chórom żeńskim, częstokroć eterycznym, a przez to pięknym samym w sobie. Początek „First of His Name”, końcówka „You Are No Son of Mine” i wieńczące krążek „The Children” (przypominające ten sam zabieg w „Mhysa” z poprzedniej płyty) to jedyne tutaj melodie, które wywołują jakieś emocje i przy tym nie straszą trzody. Jak na 60 minut reprezentatywnych dźwięków „Gry o Tron” to jednak zdecydowanie za mało – nawet, jeśli przyjąć, iż muzyka filmowa nie zawsze musi być przyjemna lub atrakcyjna poza kontekstem.

 

Czary goryczy dopełnia jeszcze piosenka – podobnie, jak na dwóch wcześniejszych albumach, zaczerpnięta wprost z jednego z odcinków. Tym razem do głosu doszła popularna trupa islandzka Sigur Rós. Niestety, ich płaczliwa interpretacja „The Rains of Castamere” woła o pomstę do wszystkich Bogów – Starych i Nowych. Nie dziwota, że nawet sam król Joffrey nie wytrzymał i przepędził ich ze sceny. Szkoda natomiast, że nie nakazał ich natychmiastowej egzekucji – tak słabe, nijakie i smętne jest to wykonanie nieśmiertelnego hymnu Lannisterów.

 

Ciekawym, że po dwóch średnich, acz zjadliwych odsłonach, Djawadi wrócił do źródeł, serwując nam partyturę o podobnej wartości, co pierwszy jego wkład w tą wystawną produkcję fantasy. Trudno zatem spoglądać w przyszłość optymistycznie – za dużo chmur na horyzoncie się uzbierało, za mało konkretów da się w powietrzu wychwycić. „Winter is coming” trzeba więc w tym przypadku potraktować bardzo dosłownie i lepiej zawczasu zamknąć izbę na cztery spusty. Bo biednym zwierzętom to już raczej nic nie pomoże…

 

P.S. Aby jeszcze bardziej wypromować serial wśród młodzieży, HBO postanowiło stworzyć także kompilację przebojów rapowych, luźno inspirowanych serią, o jakże chwytliwym tytule „Catch the Throne” („Złap Tron”). Można go odsłuchać za darmo na SoundCloud.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Main Titles
  • 2. The Rains of Castamere – Sigur Ros
  • 3. Breaker of Chains
  • 4. Watchers on the Wall
  • 5. I'm Sorry For Today
  • 6. Thenns
  • 7. Mereen
  • 8. First of His Name
  • 9. The Biggest Fire The North Has Ever Seen
  • 10. Three Eyed Raven
  • 11. Two Swords
  • 12. Oathkeeper
  • 13. You Are No Son of Mine
  • 14. The North Remembers
  • 15. Let's Kill Some Crows
  • 16. Craster's Keep
  • 17. The Real North
  • 18. Forgive Me
  • 19. He Is Lost
  • 20. I Only See What Matters
  • 21. Take Charge of Your Life
  • 22. The Children
2
Sending
Ocena czytelników:
2 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...