Dead Zone, The
Kompozytor: Michael Kamen
Rok produkcji:
Wytwórnia: Milan
Czas trwania: 42:37 min.

Ocena redakcji:

Rok 1983 to moment jedynego spotkania i zarazem awans do pierwszej ligi dwóch wyjątkowych twórców kina – Davida Cronenberga i Michaela Kamena. Obaj co prawda dali wcześniej światu kilka udanych próbek swoich umiejętności (Kamen chociażby w horrorze „Venom”, Cronenberg głównie kultowym dziś „Scanners”), jednak ich kariera nabrała szybkości i konkretnego kierunku właśnie od „Martwej strefy” (acz reżyser zrobił w tym samym roku równie udane i jeszcze bardziej oryginalne „Videodrome”). Dość powiedzieć, że bezpośrednim następstwem tej współpracy była odpowiednio „Mucha” i „Brazil”.

Nadwornym kompozytorem Cronenberga jest Howard Shore, który zilustrował wszystkie wcześniejsze, jak i późniejsze jego dzieła. Skąd więc nagle Kamen? Na dobrą sprawę nie wiadomo, choć sam maestro twierdził, iż był to czysty przypadek. Trzeba jednak przyznać, że wybór okazał się trafny i zaowocował muzyką, która, podobnie jak i film, znacząco wyróżnia się w przekroju twórczości reżysera – głównie za sprawą bardziej klasycznej formy, nie opartej jedynie na dysonansach i eksperymentach brzmieniowych, a przy tym także dalece większej emocjonalności, jaka przekłada się też na lepszy odbiór autonomiczny.

kamen-9680368-1590000981

Trwający nieco ponad 40 minut album jest osobliwą, niezwykle klimatyczną i całkiem zjadliwą poza obrazem mieszanką tragedii i nadziei, niewinności i zbrodni oraz ciężkiego underscore’u i ciepłej liryki. Ta ostatnia reprezentowana jest głównie w pierwszej części płyty, pozwalając bez problemu zanurzyć się słuchaczowi w ładnych, acz podszytych podskórnym niepokojem i melancholią tematach, jak „Opening Titles”, „Hospital Visit” czy „School Days” (w pierwszych nutach przywodzące nieco na myśl tematy Johna Carpentera). Posępne, wielce ilustracyjne motywy dominują z kolei nad drugą częścią materiału, czasem bardziej angażując i ocierając się wręcz o muzykę akcji („Political Death”, „Coda to a Coma / The Balcony”), a innym razem – jak w zdecydowanie najmniej ciekawym utworze krążka, „Alone” – zupełnie odstraszając swoimi dźwiękami.

Bynajmniej nie jest to więc kompozycja przyjemna, do której chce się wracać raz za razem – wręcz przeciwnie. Łagodna, niosąca w sobie niewielkie znamiona optymizmu liryka czaruje tu mimochodem, stawiając raczej na funkcjonalność melodii, niż faktyczną atrakcyjność. Z kolei dramatyzm, wypełniony bodaj wszystkimi możliwymi sztuczkami, jakie Kamen rozwinie potem w swoich bardziej charakterystycznych pracach, sugestywnie kreuje atmosferę tajemnicy i śmiertelnego zagrożenia, z rzadka autentycznie porywając rytmem. Siła ekspresji, nie do przecenienia w samym filmie, jest zresztą największym atutem tej ścieżki.

Za największą wadę można za to uznać niejaką ‘oschłość’ brzmienia – choć to score pełnoorkiestrowy, z nikłą ingerencją elektroniki, to czasem sprawia wrażenie demo kompozycji. Zapewne zaważył na tym poniekąd skromny budżet filmu, ale i nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Kamen napisał całą partyturę w zaledwie 10 dni. Jakkolwiek więc znakomicie radzi sobie ona w gotowej produkcji, tak na krążku może odrobinę razić płaskim dźwiękiem – nie przystającym zarówno do współczesnych standardów nagrań, jak i późniejszych, bardziej dopracowanych ilustracji kompozytora, dla których „Martwa strefa” stanowi wszak w wielu elementach oczywisty punkt odniesienia.

Nic więc dziwnego, że na wydanie płytowe „The Dead Zone” przyszło czekać aż dekadę. W 1994 r. podjął się tego Milan, który wpierw wypuścił CD, a 15 lat później wznowił je w formie realizowanego na żądanie CD-R. To sprawia, że dziś nie jest to już żaden biały kruk, choć nadal potrafi osiągać odrobinę zniechęcające do zakupu ceny. Patrząc jednak na rzeczone nazwiska nietrudno zgadnąć, że jest to album skierowany do naprawdę wąskiej grupy odbiorców, która takiego nabytku dokona(ła) w pełni świadomie. Zaliczając się do niej ostatecznie wystawiam solidne 3,5 nutki, lecz osobom postronnym polecam ten soundtrack umiarkowanie.

P.S. W filmie możemy usłyszeć jeszcze dwie tradycyjne melodie amerykańskie: „Yankee Doodle” i „Camptown Races”.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Opening Titles
  • 2. Coma
  • 3. Hospital Visit
  • 4. 1st Vision–2nd Sight
  • 5. Lost Love
  • 6. Drowning Vision–Through the Ice
  • 7. School Days
  • 8. In The Snow–Hope
  • 9. Alone
  • 10. Political Death
  • 11. Really–Meet Your Local Candidate
  • 12. Realisation–Destiny
  • 13. Death of a Visionary
  • 14. Civic Duty & Sacrifice
  • 15. The Dead Zone
  • 16. Coda to a Coma–The Balcony
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Radosław Ostrowski

    Ja dam też 3,5. Przełomowa praca Kamena, która otworzyła mu drzwi.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Asian X.T.C

Asian X.T.C

Rocznie na całym świecie powstaje mnóstwo filmów i nie mniej ścieżek dźwiękowych jest wydawanych na płytach. Zapoznawanie się z nimi wszystkimi jest z oczywistych powodów niemożliwe, dlatego nikt tak naprawdę nie wie ile arcydzieł i naprawdę świetnych ścieżek...

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...