World Trade Center
Kompozytor: Craig Armstrong
Rok produkcji: 2006
Wytwórnia: Sony
Czas trwania: 57:36 min.

Ocena redakcji:

 

Historia naszego świata dzieli się na pewne epoki. Kryteria tego podziału mogą być najróżniejsze, jednak granice takich epok zawsze wytyczają pewne przełomowe wydarzenia. Sporo możemy ich znaleźć chociażby w naszej najnowszej historii – powstanie Poznańskiego Czerwca 56’, wybór polskiego papieża, stan wojenny, porozumienia sierpniowe… Wydarzenia te wyznaczyły nowe okresy w historii naszego kraju. Jednak pięć lat temu, dokładnie 11 września miało miejsca wydarzenie przełomowe, które bez wątpienia wpłynęło na historię całego świata. Mowa tutaj oczywiście o pamiętnych zamachach terrorystycznych na USA, których symbolem stało się zniszczenie dwóch wież World Trade Center. Cały świat z napięciem obserwował na ekranach swoich telewizorów, jak ten budynek, który był symbolem Nowego Jorku, popada w niebyt, grzebiąc pod tonami gruzu, tysiące ludzi. Mogłoby się wydawać, że to scena, z jakiegoś filmu katastroficznego, jednak była to brutalna rzeczywistość…

Długo trwało zanim filmowcy zdecydowali się wykorzystać tragiczne wydarzenia z 11 września 2001 roku w swojej pracy. Dopiero po pięciu latach, zaczęły powstawać pierwsze filmy, przypominające owe mrożące krew w żyłach momenty. Pierwszym z nich był obraz "Lot 93" pokazujący walkę pasażerów, jednego z porwanych wtedy samolotów, z terrorystami. Zaraz potem na ekrany kin wszedł "World Trade Center" w reżyserii samego Olivera Stone’a. Jest to film opowiadający historię Johna McLoughlina i Williama J. Jimeno, ostatnich ludzi, których udało się wydostać spod gruzów WTC. W filmie wystąpił między innymi Nicolas Cage, a muzyką zajął się Craig Armstrong.

Twórczość tego kompozytora znam z zaledwie kilku filmów. Największe wrażenie zrobiła na mnie jego ścieżka dźwiękowa do "Kolekcjonera kości", która jest niezwykle skromna, ale jednocześnie bardzo mroczna i sugestywna. Armstrong wykorzystuje w swoich dziełach bardzo często dźwięk fortepianu, którego jest zresztą wirtuozem. Jednym z moich ulubionych jego albumów jest właśnie "Piano Works" – krążek wypełniony niezwykle intymnymi i skromnymi, fortepianowymi aranżacjami jego najbardziej znanych tematów. A piszę o tym, dlatego że najnowsze dzieło tego kompozytora, jakim jest "World Trade Center" to doskonały wyznacznik jego stylu znanego właśnie z powyższych dzieł.

armstrong-8831020-1590001037Jest to muzyka dość skromna i bardzo intymna. Mamy tutaj przede wszystkim trzy tematy, które przewijają się nieustannie przez całą płytę, w różnych wersjach. "World Trade Center Cello Theme" to bardzo smutna i wręcz rozdzierająca melodia wykonywana przez wiolonczelę z delikatnym akompaniamentem orkiestry. Na myśl przychodzi tutaj od razu "Monachium" Johna Williamsa i niezwykle modlitewny charakter tego dzieła. Armstrong to wrażenie sacrum potęguje poprzez wprowadzanie subtelnych, aczkolwiek wyraźnych chórów. Partie wiolonczeli, na której gra Alison Lawrance, mimo że są dość bogate, nie są w żaden sposób przesadzone. Każda nuta ma tutaj swoje uzasadnienie i absolutnie nie razi zbędnym przesytem. Kolejny temat to "World Trade Center Piano Theme". Wiodącą instrumentem jest w tej kompozycji fortepian, który wygrywa bardzo przyjemny i budzący nadzieję temat. Nie jest tu już tak smutno i nostalgicznie jak w poprzednim utworze. Zdecydowanie jego wymowa jest bardziej podniosła – w tle pojawiają się wyraźne, nieco popowe, instrumenty perkusyjne, które bardzo przypominają "Kolekcjonera Kości". Kolejnym tematem jest "World Trade Center Choral Piece". Jak wskazuje tytuł utworu, słyszymy tutaj przede wszystkim chór, który stanowi tło dla pięknego sopranu Susie Stevens Logan. Słuchając tej kompozycji można poczuć się jak w jakimś ogromnym kościele. Lekki pogłos sprawia wrażenie wielkiej przestrzeni a i sama muzyka ma bardzo modlitewny charakter.

Mimo że mamy tutaj aż trzy tematy, to dość trudno je rozróżnić. Wszystkie są bardzo podobne i utrzymane w takim samym bardzo spokojnym i medytacyjnym wręcz klimacie. Jednak prawdziwe bogactwo tej płyty polega przede wszystkim na jej emocjonalności. Nie oznacza to, że melodie smutne przeplatają się z radosnymi i patetycznymi. Wręcz przeciwnie. Cała płyta jest bardzo stonowana i jednorodna, w czym zresztą ponownie przypomina "Monachium". Jej bogactwo polega na tym, że potrafi pokazać różne odcienie smutku, nostalgii, nadziei, napięcia i wielu innych, bardzo introwertycznych emocji. Armstrong wykorzystuje tutaj bardzo szerokie instrumentarium, jednak jest to prawie wcale niezauważalne. Mamy tutaj w końcu całą orkiestrę, chór, solistów i gdzieniegdzie nawet elektronikę a mimo to muzyka wydaje się bardzo skromna i intymna. Nie ma tutaj żadnych patetycznych wybuchów orkiestry czy nagłych zwrotów. Muzyka płynie swoim w swoim stałym tempie przywołując coraz to nowe emocje. To nie orkiestracyjny przesyt, ale drobne zabiegi polegające na wprowadzaniu różnych instrumentów w odpowiednim miejscu i czasie, nadają jej prawidłowej i niezwykle trafnej wymowy.

Za jedyny minus tej płyty, można uznać jej jednorodność i pewien brak ewolucji. Ciągłe powtarzania trzech tematów i sporo ambientu, który się między nimi rozlewa, może trochę męczyć. Poza tym wszystko to sprawia wrażenie jakby sama muzyka do nikąd nie zmierzała. Pojawia się tutaj, co prawda kilka bardziej podniosłych momentów, które mogą uchodzić za pewne punkty kulminacyjne, jak chociażby "John Rescued / Resolution". Nie wybijają się one jednak ponad ogólny poziom płyty, dlatego sprawiają wrażenie, jakby gdzieś ginęły i nie zwracają tak bardzo uwagi. Mimo to całości słucha się bardzo przyjemnie i to zarówno kolejnych aranżacji wszystkich tematów jak i tych elektronicznych pejzaży, które gdzieniegdzie się pojawiają. Te ostatnie bardzo przypominają muzykę Edwarda Shearmura z "K-Pax" – najlepiej te podobieństwo widać w utworze "New York Awakes".

Innymi słowy jest to bardzo dobra muzyka, która posiada dość określony klimat, na który trzeba się przygotować, aby odebrać go prawidłowo – jakkolwiek tajemniczo by to nie brzmiało. Sporo tutaj refleksji i medytacji, ale jednocześnie i emocji. Jest to bez wątpienia muzyka bardzo intymna, której odbiór może być bardzo trudny. Jednocześnie jest to wręcz sztandarowy przykład muzyki, jaką tworzy Craig Armstrong. Jego twórczość pełna jest takich właśnie, bardzo spokojnych i ascetycznych kompozycji, które jednak zawsze trafiają w sedno. Bez żadnego wahania bardzo polecam tę płytę, ponieważ jest to niewątpliwie jedna z najlepszych ścieżek dźwiękowych roku 2006.

Autor recenzji: Łukasz Waligórski
  • 1. World Trade Center (Cello Theme)
  • 2. World Trade Center (Piano Theme)
  • 3. New York Awakens’
  • 4. The Drive Downtown
  • 5. Rise Above the Towers
  • 6. World Trade Center (Choral Piece)
  • 7. John & Donna Talk About Their Family
  • 8. Ethereal
  • 9. John's Woodshed
  • 10. Marine Arrives at Ground Zero
  • 11. Will and Allison in the Hospital
  • 12. Allison at the Stoplight
  • 13. Jimeno Sees Jesus
  • 14. John and Will Found / Will Ascends
  • 15. John's Apparition
  • 16. John Rescued / Resolution
  • 17. Elegy
  • 18. Ethereal Piano Coda
4
Sending
Ocena czytelników:
4 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...