Wołyń
Kompozytor: Mikołaj Trzaska
Rok produkcji: 2016
Wytwórnia: Agencja Muzyczna Polskiego Radia
Czas trwania: 53:57 min.

Ocena redakcji:

„…jedna z najlepszych polskich ścieżek dźwiękowych XXI wieku…”

Wojciech Smarzowski – jak wszyscy wiemy – robi kino dotykające niewygodnych tematów, przez co jego filmy wywołują bardzo skrajne emocje. Nie inaczej było ze zrealizowanym w 2016 roku „Wołyniem”. Opowieść o ludobójstwie dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach nie jest pozbawiona okrucieństwa i przemocy, ale nie epatuje nią. To historia braku porozumienia oraz wrogości, która pod wpływem działań wojennych doprowadziła do eksterminacji. Reżyser jednocześnie nie moralizuje i unika prostych, jednowymiarowych podziałów, o co było bardzo łatwo.

Równie charakterystyczną cechą filmów „Smarzola” jest muzyka. Bardzo niewygodna, nieprzyjemna, budująca mocno niepokojący klimat i przypominająca wręcz psychodeliczny, agresywny jazgot. Tak zawsze było z dźwiękami serwowanymi przez Mikołaja Trzaskę – saksofonistę jazzowego, kiedyś jeden z filarów zespołu Miłość. I tego także się spodziewałem po „Wołyniu”, co potwierdziły fragmenty użyte w filmie. Bardzo oszczędnie wykorzystane, ale efektywne.

Tym większe było moje zdziwienie, gdy sięgnąłem po album. Zwłaszcza, że sądząc po dźwiękach użytych w filmie, wydawanie osobno muzyki zwiastowało równie przyjemne doświadczenie jak chodzenie po palonych węglach zmieszanych z gwoździami i igłami przy wybuchającym wulkanie. Innymi słowy: piekło. Ale, jak się okazało, większość kompozycji z płyty w ogóle nie zostało wykorzystanych w filmie. A do nagrania maestro ściągnął Klezmerską Orkiestrę Teatru Pogranicza z Sejn. Efekt jest o wiele lepszy niż sądziłem i miesza muzykę ludową z jazzem.

Początek albumu jest mocny i – jak tytuł utworu wskazuje – niemal militarystyczny. Werblowa perkusja i nakładające się na siebie zapętlone skrzypce, po których pojawia się melodia przewijająca się przez całość „Marszu miłości ukrytej w ogniu”, grana przez dęciaki oraz cymbałki, coraz bardziej nasilające się aż do wyciszenia w finale. Motyw ten wraca jeszcze choćby pod koniec „Kochanków we mgle” na cymbały oraz w finałowej, elegijnej „Miłości ukrytej w ogniu”.

Jest jeszcze coś na kształt niepokojącej kompozycji zwiastowanej przez atakujące dęciaki z tykającą perkusją w tle, jakby zapowiadające coś nieuniknionego. Pojawia się krótko w „Kochankach we mgle”, by ponownie uderzyć w „Żniwach czerwonych kwiatów”, gdzie pozwolono sobie na improwizację (intensywniejsze solo klarnetu po drugiej minucie). Zaś liryzm miesza się z grozą w zmieniającym nastrój „Płonące słońce, wschodzący księżyc” czy okraszonym ludowym posmakiem „W ramionach śpiącego rycerza”.

Nie oznacza to jednak, że jazzman rezygnuje z nieprzyjemnych, często awangardowych nut. Wplecione są one w żywą tkankę muzyczną, podkreślając koszmar dziejący się na ekranie. Nie ważne czy jest to waląca bardzo szybko perkusja („Pole pamięci”), dziwacznie plumkający kontrabas („Kochankowie we mgle”) czy improwizujące solo na trąbce („Ośmiornica przemocy”).

Dziwnym wydaje się fakt, że większość muzyki Trzaski do „Wołynia” ostatecznie nie została w pełni wykorzystana w filmie. To na pewno dzieło bardzo niepokojące, a jednocześnie jest w nim ukryte piękno oraz melodyka. Czasami sprawia wrażenie wymagającej, wręcz eksperymentalnej, lecz to zdecydowanie przystępna oraz uderzająca bardzo potężnym ładunkiem emocjonalnym ilustracja. Jedna z najlepszych polskich ścieżek dźwiękowych XXI wieku. 4,5 nutki ode mnie.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • Marsz miłości ukrytej w ogniu
  • Kochankowie we mgle
  • Pejzaż rozpaczy
  • Żniwa czerwonych kwiatów
  • Płonące słońce, wschodzący księżyc
  • W ramionach śpiącego rycerza
  • Pole pamięci
  • Ośmiornica przemocy
  • Śniąc o nieznanym potworze
  • Miłość ukryta w ogniu
4.4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...