Wizard of Lies, The
Kompozytor: Evgueni & Sacha Galperine
Rok produkcji: 2017
Wytwórnia: Lakeshore Records
Czas trwania: 38:18 min.

Ocena redakcji:

 

HBO od lat potwierdza klasę w realizowaniu filmów oraz seriali telewizyjnych, nawet zrobionych przez troszkę zapomnianych twórców. Kimś takim bez wątpienia jest Barry Levinson – twórca „Rain Man”, „Good Morning, Vietnam” czy „Bugsy’ego” ostatnimi laty mocno obniżył loty. Powrotem do formy był najpierw „Jack jakiego nie znacie” z Alem Pacino w roli doktora Jacka Kevorkiana, a następnie „Arcyoszust”, czyli opowieść o Bernardzie Madoffie (znakomity Robert De Niro).

 

Reżyser znany też jest z dobrej ręki do kompozytorów. Współpracował m.in. z Hansem Zimmerem („Rain Man”), Brucem Broughtonem („Piramida strachu”) czy ostatnio z Marcelo Zarvosem („Jack, jakiego nie znacie”). Ale w przypadku „Arcyoszusta” dochodzi do zmiany warty i Brazylijczyka zastąpili dwaj bracia z Rosji, Jewgienij oraz Sasza Galperine. Skąd to rodzeństwo? Być może zaważył fakt, że pracowali przy filmie „Porachunki”, gdzie główne role grali De Niro i Pfeiffer, ale to tylko hipoteza. Jedno jest pewne, że od „Arcyoszusta” zaczęła się współpraca Galperine’ów z Levinsonem, z którym zrobili jeszcze „Paterno”.

 

galperines-5260699-1590001776Sama muzyka wpisuje się w trend minimalistycznych dźwięków polanych sosem elektroniczno-ambientowym. Już otwierające całość „The Wizard of Lies” potrafi zmrozić krew. Początkowo można odnieść wrażenie, że to soundtrack do jakiegoś horroru. Mamy pojedyncze dźwięki smyczków i gitary, wręcz pulsującą perkusję, po których wchodzi nerwowe ostinato. To pokazuje dramat ludzi, który zaufali oszustowi i stracili wszystko – czy to nie jest straszne? Ta groza powraca jeszcze w finałowym „My Father Is Dead for Me” oraz pod koniec „Ruth Call”, jeszcze bardziej budując atmosferę godną horroru.

 

I nawet jeśli wydaje się, że coś zaczyna się wyciszać, okazuje się, że to cisza przed burzą. Takie jest kołysankowe „A New Start”, otwierające się kojącymi dźwiękami á la szklana harmonijka. Potem zaczynają dochodzić kolejne dźwięki (fortepian, perkusjonalia, smyczki, elektronika), wprowadzając nas w koszmar. Im dalej w las, tym mroczniej. Coraz bardziej słychać upływający czas (tykające „Pozni Scheme” z gęstymi wejściami perkusji oraz "przemieloną" elektroniką w połowie, czy powoli narastające „It’s Not Enough”), co nie opuszcza nas aż do finału.

 

Chociaż nie brakuje bardziej underscore’owych popisów („Nightmare” ze świdrującymi uszy smyczkami, tykającym fortepianem i elegijną trąbką) czy silnego udziału sound designu (gitarowo-perkusyjne „FBI”, „150 Years”), nie jest to brzmienie aż tak niestrawne, jak by się mogło wydawać (bardzo agresywne „I Have to Talk to You” czy przypominające styl Harry’ego Gregson-Williamsa „Losing It”). Nawet jeśli pojawia się kilka spokojniejszych fragmentów (ambientowe „Ruth Call” z cymbałkami, znowu budzącej skojarzenia z „Transcendencją” – myślałem, że o tej ścieżce już nie wspomnę ani słowem), podskórnie wyczuwamy, że dzieje się coś złego, niepokojącego. Tak jest choćby z krótkim „The Pills”, będącym dźwiękową plamą i jedynym zgrzytem na albumie.

 

Jedynym utworem pozwalającym złapać oddech jest utrzymane w stylistyce jazzu „Big Noise from Winnetka Medley”. Mimo postawienia na o wiele żywsze instrumenty (perkusja, fortepian, kontrabas, trąbka), motyw ten pełen jest nerwowości, poczucia niepokoju oraz wyczekiwana, przeplatanych z krótkimi chwilami wyciszenia. Towarzyszy on scenie, gdy na przyjęciu Madoff próbuje przekonać kolejne osoby do udziału w jego funduszu, znakomicie zgrywając się z wypowiadanymi zdaniami oraz rozwojem sytuacji (perkusja w pewnym momencie przypomina bicie serca).

 

Samo wydanie „Arcyoszusta” zawiera wszystkie kompozycje braci Galperine, chociaż ma jedną małą wadę: brak chronologicznego ułożenia utworów. Dotyczy to głównie środka płyty, będącego bałaganem. Z drugiej jednak strony to jeszcze bardziej potęguje klimat. Dla osób nie znających filmu ta oprawa może wywołać konsternację. Zamiast obyczajowego dramatu mamy bardzo mroczny i gęsty quasi horror, zaskakująco dobrze sprawdzający się na ekranie. Ta muzyka oddaje stan, gdy wszelkie kłamstwa zostają obnażone i z ich konsekwencjami wszyscy muszą żyć. Mroczna, gęsta, bardzo niepokojąca ścieżka, dostarczająca miejscami wiele satysfakcji, za co dostaje 3,5 nutki.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • 1. The Wizard of Lies
  • 2. A New Start
  • 3. Ponzi Scheme
  • 4. It’s Not Enough
  • 5. Nightmare
  • 6. FBI
  • 7. 150 Years
  • 8. Big Noise from Winnetka Medley – The Club Colette Band
  • 9. Doubts
  • 10. Ruth Call
  • 11. I Revered Him
  • 12. I Have To Talk To You All
  • 13. Losing It
  • 14. The Pills
  • 15. The Boys Wouldn’t Sign
  • 16. Make It Right
  • 17. My Father Is Dead To Me
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...