Way Back, The
Kompozytor: Burkhard Dallwitz
Rok produkcji: 2011
Wytwórnia: Varèse Sarabande
Czas trwania: 42:30 min.

Ocena redakcji:

Po obejrzeniu „Niepokonanych” miałem poczucie, że Peter Weir zrobił film z ginącego gatunku. Dawno już bowiem nie widziałem produkcji tak humanistycznej w wymowie, tak pięknie opisującego wielkość człowieka. Fakt, że główny bohater jest Polakiem, stanowi solidne wsparcie w pielęgnowaniu naszej narodowej miłości własnej, ale ma drugorzędne znaczenie. Liczy się człowiek w ogóle.

 

Ta szlachetność, przez niektórych krytyków niesłusznie zwana naiwnością, a także prostota całej historii wymagała właściwej oprawy. Pod względem wizualnym są to pięknie sfotografowane pejzaże (współproducentem filmu jest National Geographic), pod względem dźwiękowym oszczędna muzyka Burkharda Dallwitza.

 

dallwitz-5380128-1590001220Na pewno wśród wielu osób zaskoczenie wzbudziła owa „oszczędność”. Muzyki w „Niepokonanych” nie ma dużo i zwykle jest ona nieangażująca, a przecież, spoglądając na majestatyczne piękno przyrody, niemal słyszy się potężne, orkiestrowe brzmienia. Na szczęście Peter Weir jest reżyserem zbyt inteligentnym i doświadczonym, by pójść tak oczywistym tropem.  Słusznie rozumował, że rozbudowana, potężna muzyka w i tak już pełnym patosu i emocji filmie nie dość, że osunęłaby go w hollywoodzki banał, to mogłaby go wręcz ośmieszyć.

 

Ścieżka dźwiękowa napisana przez Dallwitza składa się więc głównie z minimalistycznych, dyskretnych utworów, w których w równym stopniu korzysta on z żywych instrumentów, co elektronicznych brzmień. Właściwie jedynie w dwóch momentach pozwala sobie na więcej epiki, należy jednak zaznaczyć, iż daleko im do rozbuchania rodem z Fabryki Snów.

 

Mowa tu o sunącym z wolna, majestatycznym „Lake Baikal” i prawdziwej perle w postaci tematu obecnego w utworach „Tibet” i „India” o łagodnym, a zarazem pełnym epickiego oddechu charakterze. Klasa tych melodii nie polega na ich pomysłowości, czy efektownej aranżacji, ale niesłychanej elegancji i wyczuciu. Tak właśnie tworzy się patos bez kiczu, piękno bez ckliwości, siłę bez agresywności.

 

Pozostałe utwory nie wypadają już tak efektownie, co nie oznacza, iż nie są warte uwagi. Sporo tu klimatycznego ambientu, klasycznego, glassowskiego minimalizmu, trochę regionalnych smaczków. Właściwie w każdym, może poza „A Brave Man” i „The Abandoned Temple”, utworze można znaleźć coś interesującego, chociaż bywają i rozwiązania banalne jak w konwencjonalnym „Escape” – jedynym pełnym akcji momencie na ścieżce. Kolejne utwory na płycie pojawiają się w kolejności zgodnej z chronologią filmu, przez co w bliskim sąsiedztwie pojawiają się te same tematy i pomysły („Freedom?” – „Mirages Don’t Have Birds”, „Tibet” – „India”), co może budzić pewne zniecierpliwienie, ma też jednak jedną bardzo ważną zaletę: pozwala prześledzić rozwój muzyki w kontekście rozwoju filmu. Dallwitz postanowił bowiem, iż rozpocznie budowanie warstwy muzycznej filmu od białych, jednostajnych utworów obrazujących ośnieżoną, mroźną Syberię, a z czasem będzie dodawał kolejne kolory. Dla mnie najbardziej wyrazista jest czerń wodnej toni w „Lake Baikal” i piaskowa żółć w „Freedom?”, ale cóż za barwy miał w głowie kompozytor, gdy pisał „Tibet”, tego nie potrafię odgadnąć.

 

Całość zamknięta jest klamrą w postaci minimalistycznego, prościutkiego tematu o zaskakującej sile i niemal hipnotycznym oddziaływaniu. To rozwiązanie było bezpośrednim życzeniem reżysera, który poprosił Dallwitza o skonstruowanie do pierwszej sceny filmu takiej muzyki, którą będzie można z równie udanym skutkiem wykorzystać w ostatniej. Po wielu bezskutecznych próbach napisanie czegoś odpowiedniego, Niemiec odwrócił życzenie Weira. Najpierw napisał utwór do ostatniej sceny, a potem umieścił go w pierwszej. Pasował idealnie.

 

Przy całej mojej życzliwości do tej muzyki jestem świadom jej hermetyczności. Właściwe do niej podejście wymaga odrzucenia pewnych przyzwyczajeń i oczekiwań. Pozostaje bowiem w awangardzie do tego, czym uraczyłoby słuchaczy większość kompozytorów muzyki filmowej. Peter Weir należy do reżyserów świadomych znaczenia i siły muzyki w filmie (któż nie pamięta cudownej fletni pana z „Pikniku pod wiszącą skałą”, czy intrygującej kompozycji Maurice’a Jarre’a do „Stowarzyszenia umarłych poetów”?) i nie mam żadnych wątpliwości, iż jego koncepcja muzyki do „Niepokonanych” jest w pełni trafiona, a Burkhard Dallwitz okazał się jej znakomitym wykonawcą. Chociaż zatem na pewno znajdzie się spora grupa przeciwników partytury Niemca, to sądzę, iż pojawi się równie liczna jej zwolenników. Ja, bez dwóch zdań, należę do drugiej z tych grup.

Autor recenzji: Jan Bliźniak
  • 1. Interrogation
  • 2. New Arrivals
  • 3. Plans For Escape
  • 4. A Brave Man
  • 5. Escape
  • 6. Lake Baikal
  • 7. Freedom?
  • 8. Mirages Don’t Have Birds
  • 9. The Abandoned Temple
  • 10. Water!
  • 11. Tibet
  • 12. India
  • 13. Keep on Walking
  • 14. Closing Credits
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

2 komentarze

  1. Mefisto

    Zarówno film, jak i muzyka są mocno przeciętne – w obu przypadkach wystarczy jedno słowo: „Alive”, i już wiemy, kto górą 🙂 Niemniej Dallwitz napisał jeden naprawdę świetny temat dla tej partytury, do którego bardzo chętnie wracam. Inna sprawa, że z całej płyty wystarczy zapuścić sobie Closing Credits i już można odhaczyć całość, jako przesłuchaną 😉

    Odpowiedz
  2. Ryan

    Dobra recenzja. Dla mnie płyta mogłaby składać się tylko z dwóch utworów – Przesłuchania oraz Tybetu 🙂

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...