Videodrome
Kompozytor: Howard Shore
Rok produkcji: 1983 / 1998
Wytwórnia: Varese Sarabande
Czas trwania: 33:51 min.

Ocena redakcji:

 

David Cronenberg jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych twórców, który ma oddane grono fanów, jak i sceptyków, nie do końca rozumiejących fenomen reżysera. Ja jestem gdzieś po środku, ale to nieistotne. Rozgłos Kanadyjczykowi przyniósł nakręcony w 1983 r. „Wideodrom” – film opowiadający o szefie stacji telewizyjnej, znajdującym piracki kanał pokazujący morderstwa i tortury. Nietypowa forma, perwersja oraz groteskowość fabuły przyniosły mu z czasem status dzieła kultowego.

 

Skoro za kamerą stał Cronenberg, to za muzykę odpowiadać mógł tylko jeden człowiek – Howard Shore. To był ich trzeci wspólny projekt i kompozytor jeszcze nie zdołał wyrobić swojego charakterystycznego stylu. W powstałej na długo przed trylogią „Władcy Pierścieni” muzyce, Shore bawi się elektroniką, uciekając w mroczne, ciężkie brzmienie, z którym nawet najwięksi fani dokonań maestro mają nie mały problem.

 

shore-1739346-1590001177Ścieżkę dźwiękową wydano już przy okazji premiery filmu, a po latach wznowiono na płycie kompaktowej, ograniczając się do tego samego, półgodzinnego materiału. Całość bazuje na jednym, krótkim temacie – czteronutowcu granym przez organy. Melodia ta cały czas przewija się na ekranie, jednak jej nadmiar wywołuje znużenie zamiast ciekawości. Czasem w tle przewiną się wolno grające skrzypce i dęciaki („A Slow Burn”), czy przypominające bicie serca uderzenia perkusji („801 A/B”), ale są one tylko i wyłącznie skromną dekoracją generalnie ponurego underscore'u. Shore eksperymentuje z nutami, jak reżyser z obrazem, tylko że efekt muzyczny raczej rozczarowuje.

 

Dodatkowo muzykę postanowiono ubarwić jeszcze dziwacznymi efektami dźwiękowymi, czego w filmie nie słychać. Najlepiej słychać je w otwierającym całość (i chyba najlepszym utworze na albumie) „Welcome to Videodrome”, gdzie pojawia się przerobiony głos wprowadzający, jęki, oddechy, krzyki i symulacje m.in. zakłócenia sygnału. Na początku może to fascynować, ale im dalej, tym bardziej ciężkostrawne jest to danie (patrz: wrażeniometr), które samoistnie nie ma racji bytu.

 

Zresztą „Videodrome” na ekranie także się nie sprawdza. To ilustracja z rodzaju tych, które po prostu sobie są i teoretycznie nie przeszkadzają, ale na dłuższą metę wywołują dużą irytację. Pół biedy, gdyby jeszcze zapadała jakoś w pamięć i pomagałaby współtworzyć klimat filmu. Jednak nawet tego zadania nie jest w stanie spełnić w stopniu zadowalającym.

 

„Videodrome” przypomina raczej nieudolny eksperyment niedoświadczonego laboranta, którzy wymieszał różne składniki, by zobaczyć, co mu z tego wyjdzie, niż pełnoprawny score. Mówiąc krótko: to ten typ muzyki, której słuchanie wywołuje jedynie ból. I to chyba najcięższy z możliwych grzechów, mogący wręcz zniechęcić do tego gatunku. Długo zastanawiałem się nad oceną. Ostatecznie 1,5 nutki wydaje się być jedynym słusznym wyborem.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • 1. Welcome to Videodrome
  • 2. 801 A/B
  • 3. A Slow Burn
  • 4. TV Or Not TV
  • 5. TV Passions
  • 6. Pins and Needles
  • 7. Long Live the New Flesh
1
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Tomasz Goska

    Muzyka szału nie robi jako słuchowisko, ale jako eksperyment filmowy zaskakuje. Stąd też ocenę troszkę wyższą daję.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...