Tron: Legacy
Kompozytor: Daft Punk
Rok produkcji: 2010
Wytwórnia: Walt Disney Records
Czas trwania: 58:38 min.

Ocena redakcji:

Jeden z zagranicznych recenzentów zabierając się do oceny opisywanego tu przeze mnie albumu stwierdził, że zaangażowanie Daft Punk w zrobienie soundtracku do "Tron: Dziedzictwo" było prawdopodobnie najlepszym pomysłem jaki ktokolwiek miał w studiu Disneya od czasu gdy stwierdzono, że "te trzy kółka narysowane w takim a nie innym porządku wyglądają nieco jak myszka". Jakkolwiek opinia ta może być nieco przesadzona, nie da się zaprzeczyć, że przy 170 milionach dolarów ładowanych po 28 latach w produkcję sequela filmu, o którym nikt nie pamięta (nie do końca słusznie), z marketingowego punktu widzenia był to pomysł wyśmienity. I zadziałał doskonale. Wypuszczane systematycznie na światło dzienne fragmenty muzyki skutecznie podsycały atmosferę i rozwinęły czerwony dywan przed, mogącym już teraz spokojnie po nim kroczyć w splendorze jej dźwięków, filmem. Jedyny błąd popełnili ci fani francuskiego duetu, którzy zapomnieli, że oczekiwać należy soundtracku, a nie nowego tanecznego albumu wirtuozów klubowej elektroniki, który można wrzucić do playlisty na domówce. Stąd też może i niewielki, ale zauważalny procent rozczarowanych. My wiemy jednak doskonale jakie zadanie ma muzyka w filmie spełniać. Ma dopełniać obrazu, tworzyć atmosferę, potęgować emocje. I pod tym względem dzieło muzyków z Daft Punk to najściślejsza czołówka zeszłorocznych soundtracków.


O samym filmie można powiedzieć, posiłkując się słowami innego krytyka, że jest to "najlepszy z najgorszych filmów 2010 roku". Uniwersum "Trona" wciąż czeka na obraz, który w pełni wykorzysta jego potencjał, nie tylko w względzie wizualnym, ale także i fabularnym. Na razie doczekało się tylko spełniania w kwestii muzycznej. Każdy chyba po seansie filmu Kosinskiego mógł stwierdzić, że muzyka nie mogła po prostu być lepsza. Francuzi wykazali się wielkim wyczuciem przy ilustrowaniu tego widowiska efektów specjalnych, bo czymże jak nie tym właśnie jest ten film? Zespolenie tożsamości niektórych scen z utworami muzycznymi jest imponujące i wywoływało u mnie tak bardzo pożądane ciarki na plecach i uśmieszek TEJ satysfakcji. Począwszy od wprowadzającego nas do filmu "The Grid", poprzez ilustrujące zmagania bohatera na igrzyskach "Armory", "Arena" i "The Game Has Changed", najbardziej przebojowe z całej ścieżki "End Of Line" i "Derezzed" z genialnej sceny w nocnym klubie, aż po towarzyszące kulminacyjnym scenom "C.L.U" i "Flynn Lifes". W każdym z tych momentów kino drżało w posadach opierając się artyleryjskiej sile dźwięków, a ja przestawałem żałować wydanych na bilet pieniędzy…


daft-4444590-1590001207Chwila, chwila. Ale co się stanie, kiedy odejmiemy oszałamiające efekty specjalne, dźwiękowe, scenografię, kostiumy, cyber – Lebowskiego "Kolesia" i (ach, z żalem) Olivię Wilde…? Jak bez tego wszystkiego brzmi ta muzyka za kolejnym i kolejnym i kolejnym razem? Ano oczyszczona z tych wszystkich zagłuszaczy prezentuje tym bardziej swoje walory, ale nie jest też w stanie dłużej ukryć swoich wad…


Tak jak powszechnie wiadomo, że każdy kwadrat jest prostokątem ale nie każdy prostokąt jest kwadratem, tak samo każdy kompozytor jest muzykiem, ale nie każdy muzyk jest kompozytorem. Dokładnie tak ma się sprawa z panami Homem-Christo i Bangalter. Chociaż i tak zrobili oni znacznie więcej niż wymagał od nich film, to ciężko w ich kompozycjach doszukać się wyrafinowania i oryginalności. Na nasze szczęście byli najwyraźniej świadomi swoich braków w tej kwestii i niczego na albumie nie próbują udowodnić na siłę. Tematy są więc bardzo proste, ale przy tym mają w sobie dozę szlachetności, która najlepiej przejawia się w "Adiago For Tron", "Overture" czy "Finale". Inspiracje twórczością chociażby grupy Zimmer and friends ("Batmany" Nolana) czy Vangelisa ("Blade Runner") są słyszalne, ale nie nachalne. Widać, że postarano się, aby do końcowego materiału na płytce, wzorem popularnej kawy, trafiły tylko najstaranniej wyselekcjonowane nutki z najlepszych muzycznych plantacji. Cóż, mając do dyspozycji tak doświadczonych zbieraczy dźwięków jak Joseph Trapanese (serial "Dexter"), Bruce Broughton ("Silverado"), Geof Foster (seria "Piraci z Karaibów) czy Jason Bentley ("Matrixy") Francuzi nie musieli ani odrobinę martwić się o techniczną jakość muzyki i mogli skupić się spokojnie na jej treści, stąd wrażenie jej spójności i przemyślenia. O tym jak dobrą robotę wszyscy ci ludzie wykonali świadczy chociażby "The Game Has Changed", który bodaj najlepiej pokazuje perfekcję nagrania albumu i pietyzm połączeń dźwięków elektronicznych z tymi wydanymi przez 90 osób w orkiestrze. Przekładając te wszystkie nazwiska na pieniądze możemy być pewni, że za sukcesem tej ścieżki stoją ogromne sumy, których studio Myszki Miki z pewnością nie żałowało, chcąc dopilnować całego procesu produkcji muzyki.


Ta Hollywoodzka asekuracja oczywiście ma swoją drugą, odmienną konsekwencję. Może bowiem, gdyby Daft Punk dostał wraz z tymi wszystkimi pieniędzmi podobne nakłady zaufania powstałaby ścieżka będąca w całości tak nieokrzesana jak sztandarowy "Derrezed", któremu przecież walorów ilustracyjnych nie brakuje. Wydaje mi się, że wtedy mielibyśmy do czynienia z albumem mogącym znacznie trafniej i z większym pożytkiem dla miłośników soundtracków wyznaczyć nową jakość w tworzeniu elektronicznej muzyki filmowej, aniżeli czynią to faworyzowane ostatnimi czasy, ambientowe dokonania pokroju "The Social Network".


End of line.

Autor recenzji: Damian Słowioczek
  • 1. Overture
  • 2. The Grid
  • 3. The Son Of Flynn
  • 4. Recognizer
  • 5. Armory
  • 6. Arena
  • 7. Rinzler
  • 8. The Game Has Changed
  • 9. Outlands
  • 10. Adagio For Tron
  • 11. Nocturne
  • 12. End Of Line
  • 13. Derezzed
  • 14. Fall
  • 15. Solar Sailer
  • 16. Rectifier
  • 17. Disc Wars
  • 18. C.L.U.
  • 19. Arrival 1
  • 20. Flynn Lives
  • 21. Tron legacy (End Titles)
  • 22. Finale
4
Sending
Ocena czytelników:
4 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...