Trial of the Chiago 7, The
Kompozytor: Daniel Pemberton
Rok produkcji: 2020
Wytwórnia: Varese Sarabande
Czas trwania: 53:46 min.

Ocena redakcji:

Proces Siódemki z Chicago

„…jest jak tykająca bomba…”

Kiedy Aaron Sorkin realizuje film, jednego można być pewnym: będzie bardzo, BARDZO dużo dialogów. Ale czy może być inaczej, skoro nowe dzieło scenarzysty „The Social Network” jest dramatem sądowym? Jest to odtworzenie (do pewnego stopnia) procesu siedmiu aktywistów społecznych oraz członka Czarnych Panter z Chicago z 1969 roku, którzy zostali oskarżeni o zmowę w celu wywołania zamieszek. Jak zwykle dialogi są pełne błyskotliwych one-linerów, ale sama realizacja (Zdjęcia! Montaż!! Aktorstwo!!!) to najwyższa półka z możliwych. I coś czuję, że film może stać się klasykiem oraz jedną z najlepszych produkcji w historii Netflixa.

Do napisania muzyki Sorkin sięgnął po kompozytora, z którym pracował przy swoim reżyserskim debiucie – Daniela Pembertona. Anglik w 2020 roku zasuwał niczym królik z reklamy znanych baterii i znowu zrobił swoje. Muzyka z jednej strony czerpie z brzmień popularnych na przełomie lat 60. i 70., ale jednocześnie korzysta z bardziej klasycznych dźwięków. Ten dualizm podporządkowany jest opisaniu dwóch wydarzeń: przygotowań do demonstracji (duch hippisowski) oraz procesu.

Pierwszy żywioł reprezentuje muzyka w tonie jazzowo-rockowym – bardzo dynamiczna, wręcz ekspresyjna. Ona niejako niesie energię aktywistów i ich potrzeby zmian, jest jak tykająca bomba w każdej chwili gotowa do wybuchu. Czuć tu styl znany z „Molly’s Game”, jednak ma on o wiele większy pazur. Agresywne dęciaki, jazzowa perkusja, zadziorna gitara elektryczna oraz organy Hammonda – w takim rytmie poznajemy tytułową Siódemkę („We’re Going to Chicago”).

Drugi, sądowy wątek jest prowadzony w wyciszony sposób, ale z bardzo wyrazistą melodią. Pojawia się w pełnym blasku w „The Trial” z poruszającymi, trochę podniosłymi smyczkami. Po tej melodii klimat staje się o wiele cięższy i poważniejszy, co sygnalizują skrzypce oraz stonowana sekcja rytmiczna. Ona buduje napięcie i towarzyszy bohaterom w scenach procesu (smutne „Don’t Stand”, eleganckie „Star Witness” czy zwinne „Conspiracy Office”).

Są jeszcze momenty opisujące zamieszki albo zapowiadające konfrontację, jak perkusyjne, niepokojące „Meet the Police” czy smyczkowe „Riot Aftermath”. Jednak najmocniej to poczucie walki oddają dwa najdłuższe utwory score’u. „Take the Hill” atakuje nasilającą się, marszową perkusją oraz intensywną gitarą elektryczną, by pod koniec zaserwować gwałtowne przyspieszenie oraz melodię z „The Trial”, która serwuje emocjonalnego kopa. Nieco inny klimat maestro pokazuje w „Blood on the Street”, które zaczyna się od melodii procesowej na smyczki, do których dołącza gitara elektryczna oraz zaczynająca nacierać sekcja rytmiczna. W powietrzu czuć przemoc podnoszoną przez silne uderzenia perkusji, a w połowie utworu puszczają hamulce: smyczki intensyfikują się razem z perkusją, a nawet zapętlają się razem z gitarami, aby w finale dać dojść do głosu czysto horrorowym nutom. Te dwa kolosy najdobitniej reprezentują energię filmu oraz zaskakują zręcznością, z jaką Anglik miesza ze sobą instrumenty i ton ilustracji.

Pemberton jednak najbardziej podniosłe, wręcz spektakularne momenty daje na sam finał. Smyczki nabierają patetycznego wydźwięku i wsparte są jedynie przez fortepian oraz sporadyczne wejścia perkusji („Stand Up”) – połączenie godne klasyków muzyki filmowej. Drugie zwieńczenie albumu to piosenka „Hear My Voice”, oparta na melodii otwierającej całość (wokalizowane „Hear My Dream”), ma styl piosenek popowych z danej ery. Zaś wokal debiutantki Celeste jest nieziemski, budzi skojarzenia z Amy Winehouse. I jeszcze jest bardzo intensywne „Take the Hill” – w skróconej wersji z wokalem Celeste, mocniej podbija stawkę.

Co ma takiego w sobie Daniel Pemberton, że 90% jego soundtracków aż tak ze mną rezonuje? Nie wiem, ale niech robi to jak najczęściej. „Proces Siódemki z Chicago” to kolejny przykład szalonej wyobraźni Anglika, korespondującej z filmem niemal bezbłędnie. Mocne uderzenie, które wręcz prosiłoby się do wykorzystania jako tło do demonstracji w słusznej sprawie. Aż tak udana jest to ścieżka.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • Hear My Dream – Daniel Pemberton & Celeste
  • We’re Going to Chicago
  • The Trial
  • Conspiracy Office
  • My Life
  • Sequestering the Jury
  • Meet the Police
  • Take the Hill (Hear My Screams)
  • Riot Aftermath
  • Don’t Stand
  • Star Witness
  • Motion Denied
  • Blood on the Streets
  • Trial Day 151
  • Hear My Voice – Celeste
  • Take the Hill (Hear My Screams) – Celeste
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...