Tinker, Tailor, Soldier, Spy
Kompozytor: Alberto Iglesias
Rok produkcji: 2011
Wytwórnia: Silva Screen Records
Czas trwania: 59:21 min.

Ocena redakcji:

 

Kiedy pierwszy raz ujrzałem nazwisko kompozytora odpowiadającego za ścieżkę dźwiękową do filmu „Szpieg” Tomasa Alfredsona, od razu nasunęło mi się pytanie: „Dlaczego nie Alexandre Desplat?” Francuz bowiem przyzwyczaił już słuchaczy, iż bierze udział w połowie ciekawszych produkcji z danego roku, a brytyjskie kino szczególnie dużo mu zawdzięcza. Zresztą po „Autorze widmo” wydaje się idealnym kandydatem do pisania muzyki do chłodnych, inteligentnych filmów z sensacyjno-szpiegowską intrygą. Producenci jednak postawili na Alberto Iglesiasa, który z kolei ma już doświadczenie pracy przy produkcji na podstawie powieści Johna Le Carré. „Wierny ogrodnik” przyniósł mu nawet nominację do Oscara.

 

Łatwo przy tym zauważyć, iż między „Szpiegiem” a „Wiernym ogrodnikiem” więcej jest różnic niż podobieństw. Zamiast walki z koncernami, szukanie wtyczki we własnych szeregach; zamiast gorącej, słonecznej Afryki, zimny i deszczowy Londyn; wreszcie zamiast aktywnego bohatera próbującego za wszelką cenę dociec prawdy, wycofany, pasywny emeryt w gruncie rzeczy źle czujący się w roli, jaką nadał mu los. Nie należy więc oczekiwać po „Szpiegu” muzyki akcji, czy budowania napięcia (chociaż jest tu po trochu jednego i drugiego). Iglesias skonstruował swoją partyturę, tak jak Gary Oldman kreację George’a Smileya – jej obecność jest wyczuwalna, wręcz nieodzowna, lecz zwykle pozostaje w cieniu. W przeciwieństwie do „Autora widmo” Desplata, nie próbuje filmowi czegoś dodawać, ani zaskakiwać. Jest logiczną konsekwencją stylu opowieści narzuconego przez Alfredsona, nie oznacza to jednak braku inwencji, czy inteligencji w operowaniu muzycznymi środkami. Iglesias bawi się detalami, dba o różnorodność, zaś kiedy trzeba, ustępuje miejsca ciszy. Dopiero pod koniec, w miarę, gdy intryga zmierza do finału, muzyka silniej akcentuje swoją obecność, tak jakby podpowiadała, iż dla Smileya też nadszedł moment działania.

 

iglesias-9566887-1590000977Tego rodzaju muzyka ciężko znosi przeniesienie na krążek. Niewiele znajdzie się tu utworów o autonomicznym charakterze. Większość z nich w oderwaniu od obrazu wiele traci, chociaż roi się tu od smaczków, interesujących jednak przede wszystkim dla tych, co widzieli już film. Taki chociażby jest otwierający ścieżkę „George Smiley”, długi, o niejednolitej strukturze. Z początku wprowadza lekko melancholijny, jazzowy klimat, by po chwili przejść w bardziej energiczne pasaże smyczków, dalej atmosfera zmienia się niemal w elegijną, znów przyspiesza, włączają się kolejne instrumenty: mocniej zarysowuje się perkusja, wchodzi gitara. W ciągu 5 minut nastrój zmienia się więc wielokrotnie, kolejne fragmenty są co prawda wyraziste – utwór ten towarzyszy napisom początkowym, więc nic mu nie przeszkadza – lecz jego klasę docenia się w pełni dopiero w połączeniu z obrazem. Podobnych, niejednolitych utworów jest na płycie więcej, często przy tym kolejne fragmenty są bardziej wyciszone, ilustracyjne, więc i ich słuchalność wypada gorzej.

 

Pojawiają się jednak też ścieżki, których wartość łatwo docenić również bez znajomości filmu. Kapitalne „Treasure” łączące fortepian z klarnetem brzmi niezwykle tajemniczo, a nawet egzotycznie. W „Jim Prideaux”, gdzie znów mamy podobny zestaw instrumentów, powolny, powtarzalny temat przeradza się wraz z wejściem smyczków we fragment urzekający liryzmem. Miłośników żwawszej muzyki powinien natomiast zadowolić „Esterhase”, gdzie królują już smyczki, chociaż i fortepian ma tu do wtrącenia swoje energiczne, rytmiczne trzy grosze. Wykorzystany tam temat pojawia się też w wieńczącym krążek „Tinker, Tailor, Soldier, Spy”, gdzie pojawiają się i inne, także spokojniejsze momenty obecne we wcześniejszych utworach, z „Georgem Smileyem” włącznie. „Tinker, Tailor…” jest z pewnością najbardziej przystępny z całej ścieżki i do niego wraca się z największą przyjemnością.

 

Fantastycznie prezentują się też fortepianowe tematy, szczególnie te, które pojawiają się w utworach „Tarr and Irina” oraz „Thursgood”. Brzmią one niebanalnie i dodają ścieżce błysku. Ciekawostką natomiast jest niby żwawy, ale w sumie wyciszony, oparty na dęciakach „Islay Hotel” budzący natrętne skojarzenia z „Autorem widmo”. Ogólnie rzecz biorąc „Szpieg” został zaaranżowany raczej skromnie. Połączenie fortepianu z instrumentami dętymi drewnianymi oraz smyczkami nadało mu specyficznego uroku, ale Iglesias nie raz wplata też wszelkiego rodzaju instrumenty perkusyjne, dęte blaszane, a nawet gitarę elektryczną, dbając o wielobarwność materiału. Należy przy tym zaznaczyć, iż jest to wielobarwność w jednej tonacji. Kolejne utwory konsekwentnie budują klimat smutny, pełen goryczy, z odpowiednio dawkowanym, acz subtelnym niepokojem, świetnie współgrając z szarymi zdjęciami zachmurzonego Londynu i jakby zrezygnowaną, nieprzeniknioną twarzą Gary’ego Oldmana. Nie dziwne więc, iż niemal godzinna płyta wypełniona, co tu dużo mówić, raczej depresyjnym materiałem, może wywołać znużenie.

 

Jeśli miałbym ocenić jedynie działanie muzyki w filmie, nie zawahałbym się przed najwyższą notą. „Szpieg” przewyższa pod tym względem tegoroczną „Skórę, w której żyję”, a także wiele innych, wcześniejszych prac Alberto Iglesiasa (łącznie z „Wiernym ogrodnikiem”). Nie jest to natomiast ścieżka do samodzielnego słuchania. Uważnego odbiorcę potrafi nagrodzić, miłośnika filmu nawet miejscami zachwyci, pozostałych jednak pozostawi obojętnymi. Docenią może klimat i kilka utworów, ale zapewne przesłuchanie całości zostanie okupione kilkoma potężnymi ziewnięciami. Tym niemniej jest to partytura wysokiej klasy, pomysłowa i wyróżniająca się, a pod względem funkcjonowania w filmie zdecydowanie na miarę Oscara.

 

P.S. Uczciwość nakazuje dodać, iż dwa kluczowe dla filmu utwory nie wyszły spod ręki Alberto Iglesiasa (i nie znajdują się na płycie). Pierwszy z nich to hymn Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (patrz poniżej) – śpiewają go bohaterowie podczas bożonarodzeniowego przyjęcia (piękna scena!). Drugi zaś to piosenka "La Mer" w wykonaniu Julio Iglesiasa, pojawia się ona przy końcowych scenach filmu, dodając im ironicznego wydźwięku.

 

Autor recenzji: Jan Bliźniak
  • 1. George Smiley
  • 2. Treasure
  • 3. Witchcraft
  • 4. Islay Hotel
  • 5. Control
  • 6. Polyakov
  • 7. Alleline And Bland On The Roof
  • 8. Safe House
  • 9. Tarr And Irina
  • 10. Anything Else?
  • 11. Jim Prideaux
  • 12. Thursgood
  • 13. Karla
  • 14. Esterhase
  • 15. Guillam
  • 16. Control And Westerby
  • 17. Circus
  • 18. One’s Gone
  • 19. Tinker, Tailor, Soldier, Spy
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Mefisto

    Na płycie faktycznie wypada to dość hermetycznie, acz ma momenty. Nie przesadzałbym jednak z tym działaniem w filmie – owszem, świetnie buduje napięcie i emocje, ale wg mnie nie jest niezastąpiona, a często ginie względem innych elementów. Niemniej ode mnie solidne trzy z dużym plusem za całokształt.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...