Steve Jobs
Kompozytor: Daniel Pemberton
Rok produkcji: 2015
Wytwórnia: Back Lot Music
Czas trwania: 82:07 min.

Ocena redakcji:

 

Muzycy grają na instrumentach, ja gram na orkiestrze. – tak w jednej ze scen filmu Danny’ego Boyle’a stwierdza Michael Fassbender jako Steve Jobs. To postać znacząca, w Ameryce wręcz ikoniczna, ale i kontrowersyjna, czemu produkcja ta z pewnością tylko się przysłuży. Nie jest to bowiem typowa biografia, jak wcześniejszy „Jobs”. To raczej próba uchwycenia konkretnej osobowości oraz idei jej przyświecających; ciągłe tarcie się charakterów w punktach zapalnych kariery twórcy Apple – trzyaktowa gadanina, nie mniej jednak interesująca od największych hiciorów kina akcji.

 

Rzeczonym cytatem rozpoczyna się także ścieżka dźwiękowa. Jej autor, Daniel Pemberton, wziął sobie przy tym slogan poważnie do serca. Kompozytor daje bowiem prawdziwy popis symfoniczny, godny największych tuz klasyki, twórczością których z pewnością się inspirował. Grający na instrumentach (czy też raczej dosłownie je strojący) muzycy są tutaj zatem wstępem do pełnoprawnego koncertu, jaki maestro nam serwuje; skromnym prologiem przed zahaczającymi o operowe arie Owerturą i Allegro.

 

pembertondaniel-3512624-1590001306W ilustracji nie brak przy tym powszechnej elektroniki – częściowo w typie oraz rytmie „The Social Network”, niekiedy przywodzącej z kolei na myśl także niedawne „Interstellar” („Child”). Te luźne skojarzenia dalekie są jednak od nachalnego temp-tracku, choć nie ulega wątpliwości, że Pemberton konkretne wytyczne dostać musiał. Szczęśliwie maestro przeskakuje wszelkie oczekiwania producentów, szybko burząc również ewentualne obawy melomanów. Rezultatem tego jeden z najbardziej zaskakujących i oryginalnych soundtracków sezonu, od jakiego trudno jest się oderwać – nawet pomimo jego zastraszającej długości.

 

Tylko tutaj usłyszymy bowiem hipnotyzujące, energiczne bity, jakby przekute ze stylistyki Glassa czy Nymana („Jack It Up”, „Change the World”, „The Nature of People”…), które z taką łatwością przechodzą w pełnoorkiestrowe pasaże rodem z filharmonii (fenomenalne „Revenge” – apogeum tej pracy). Tylko tutaj abstrakcyjne eksperymenty brzmieniowe („It's an Abstract”) są w stanie bez problemu, i bez szkody dla uszu, uzupełniać pełne ekspresji melodie (finałowe, buzujące optymizmem „Remember”) oraz okazjonalne piosenki.

 

Te ostatnie to przy tym największy problem albumu – są zwyczajnie zbędne. Owszem, Bob Dylan zostaje przywołany wyśmienitymi, ekranowymi dialogami, ale ani jego przeboje, ani dynamiczny hit The Libertines czy nastrojowa ballada The Maccabees nie są niezbędne dla fabuły, w której pojawiają się na zasadzie drugoplanowych wypełniaczy. Na płycie ich zadaniem było pewnie różnicować materiał, lecz ostatecznie jedynie mu przeszkadzają, bez sensu wydłużając, i tak już przydługą, płytę.

 

O ile score jest tworem wielce frapującym i, mimo słabszego początku, wciągającym, to i tak posiada parę zbędnych ścieżek. To jedynie kilka minut niezbyt zauważalnego, a tym bardziej niespecjalnie drażniącego tła („I Wrote Ticket to Ride”, częściowo „Life out of Balance”), jakie ostatecznie nie wpływa na wrażenia z odsłuchu, ale spokojnie można się było bez niego obejść dla większego komfortu odbiorcy. Niemniej, zważywszy na monstrualny czas trwania wydawnictwa, muzyka i tak potrafi zaimponować dużą spójnością oraz płynnością rytmu, z niezwykłą lekkością oraz wprawą sączy się z głośników.

 

 

Ciekawe zatem, że w ruchomym obrazie szału nie robi. Co więcej, poza paroma scenami – z przywołanym wcześniej „Revenge” na czele – nie wychodzi przed szereg, nie zapisuje się zbytnio w pamięci. Wbrew pozorom Boyle często i umiejętnie korzysta z dobrodziejstw Pembertona, lecz poszczególne motywy docierają do widza bardziej podświadomie, wywołując raczej przyjemny posmak, niż faktycznie imponując barwami. W kinie nutom bliżej zatem do swoistego wentylu bezpieczeństwa, ujścia dla wciąż narastających emocji, a nie zapadającego w pamięć doznania.

 

Takie przychodzi dopiero w autonomicznej formie i bynajmniej nie świadczy o słabej jakości kompozycji. Prędzej o talencie Pembertona, który poniekąd przerósł film, tworząc muzykę wykraczającą daleko poza jego ciasne kadry. „Steve Jobs” to kolejna warta uwagi, wielce plastyczna praca w jego dorobku, jaki ostatnio powiększa się o coraz bardziej znaczące tytuły. Polecam więc bacznie go obserwować…

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. The Musicians Play Their Instruments...
  • 2. It’s Not Working
  • 3. Child (Father)
  • 4. Jack It Up
  • 5. The Circus of Machines I (Overture)
  • 6. Russian Roulette
  • 7. Change The World
  • 8. The Skylab Plan
  • 9. Don’t Look Back Into The Sun – The Libertines
  • 10. …I Play The Orchestra
  • 11. The Circus of Machines II (Allegro)
  • 12. Revenge
  • 13. Rainy Day Women 12 & 35 – Bob Dylan
  • 14. It’s An Abstract
  • 15. Life Out of Balance
  • 16. I Wrote Ticket To Ride
  • 17. The Nature of People
  • 18. 1998. The New Mac
  • 19. Father (Child)
  • 20. Remember
  • 21. Grew Up At Midnight – The Maccabees
  • 22. Shelter from the Storm – Bob Dylan
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

3 komentarze

  1. J.B.

    Jedna z najnudniejszych prac roku.

    Odpowiedz
  2. Krystian

    Zgadzam się z J.B.

    Odpowiedz
  3. CipherSeven

    Bardzo ciekawy eklektyzm elektroniki i klasyki, nawet w pozornej tandecie elektroniki czuć pewną kreatywność. Fakt, album może nieco nudzić, ale wydaje mi się że płyta tylko zyskuje przy kolejnych przesłuchaniach. Ode mnie bardzo mocne cztery plus z załączonym kredytem zaufania dla twórcy, oby tak dalej.
    Mefisto – recka jak zawsze na poziomie 🙂 Dzięki za zwrócenie uwagi na ten album, zdecydowanie jedna z ciekawszych pozycji w ostatnim czasie.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...