Spawn – promo score
Kompozytor: Graeme Revell
Rok produkcji: 1997
Wytwórnia: nieznana (bootleg)
Czas trwania: 28:10 min.

Ocena redakcji:

 

O kinowej adaptacji mrocznego komiksu Todda McFarlane’a nie będę się rozpisywał. Dość powiedzieć, że gotowy produkt okazał się na tyle zły, iż jego reżyser, Mark Dippé po dziś dzień znajduje się w hollywoodzkim niebycie, zajmując się anonimowymi produkcjami, o których mało kto słyszał, a w wolnej chwili przygotowując jeszcze efekty specjalne do równie ambitnych projektów. Ta porażka artystyczna (bo finansowo film sobie nawet poradził) miała jednak wpływ na oryginalną muzykę, autorstwa Graeme Revella, którą zupełnie zignorowano i w rezultacie nigdy nie wydano. Co ciekawe, w tym samym roku powstał też serial animowany o Spawnie. I – w przeciwieństwie do filmu – osiągnął niemały sukces, a po trzech sezonach dochrapał się nawet statusu kultowego (przypuszczalnie dlatego, iż za skrypt i autoryzację odpowiadał sam McFarlane). Muzykę doń napisali J. Peter Robinson i, mająca wprawę w tych tematach (patrz: animowane serie o Batmanie), Shirley Walker. Ich jednak wydawcy także zlali…

 

revell-6692840-1590000964Nie zaliczam się co prawda do wielkich fanów, ale nawet lubię muzykę Revella, gdyż często jest solidna, ma w sobie potencjał i fajne pomysły/tematy („Red Planet”, „Dead Calm”, „Daredevil”, „The Chronicles of Riddick”, „The Negotiator”, „Titan A.E” – co by wymienić kilka przykładów). Tym bardziej żałowałem, iż taki los spotkał jego ilustrację do „Spawna” – filmu bądź co bądź odrobinę niesfornego, innego od typowych produkcji Hollywood, ergo dającego pole do popisu. Zresztą Revell miał już do czynienia wcześniej z podobnym formatem mrocznej historii o komiksowych korzeniach (mowa rzecz jasna o dwóch częściach „Kruka”), z których wywiązał się więcej, jak poprawnie. Ale co się odwlecze, to w necie… Tam też, zupełnie przypadkowo zresztą, trafiłem na promocyjny (?) bootleg, który krąży także pod nazwą „Unreleased Score”. Acz jedyna okładka, jaką udało mi się znaleźć w sieci, ma – nie wiedzieć czemu – napis „Complete Score”…

 

Utworów jest niewiele i są w miarę krótkie (zaledwie trzy z nich przekraczają trzy minuty), ale za to dokładnie takie, jak można by się spodziewać po tego typu produkcji – mocne, dosadne i spowite ciężką atmosferą, która idealnie pasuje do stylistyki filmu i, w przeciwieństwie do niego, nie przypominają dziwacznej sinusoidy. Generalnie w całości przeważa ostra gitarka, jest trochę żywych, damskich chórów w tle, tudzież zawodzenia solo – odpowiednio modyfikowane w zależności od sytuacji; jest także elektronika i syntezatory, a basy dają mocno. Z góry uprzedzam więc ewentualnych słuchaczy, iż miejscami główka może zaboleć… Do tego w niektórych miejscach dochodzą dźwięki z filmu, w rodzaju daaalekich okrzyków, czy odgłosów potyczek. Jest ich jednak na tyle mało, trwają tak krótko i są tak umiejętnie wkomponowane w całość, że trudno powiedzieć mi coś więcej, oprócz tego, że jest to tylko mój domysł – bo też i wcale nie muszą one pochodzić z filmu, a np. z sesji nagraniowej 😉

 

spawn_single-1028144-1590001246 Z drugiej strony mamy tu także kilka nieco cichszych i spokojniejszych fragmentów, takich jak klimatyczny "Spawn and Cyan", od którego aż bije swego rodzaju mistycyzm i przyjemny dreszczyk nieprzeniknionego. To jednak wyjątek, a podobne nuty można policzyć na palcach ręki kapitana Hooka. Nieco innym klimatem może pochwalić się także końcowe "Spawn Medley", które brzmi bardzo luźno i stanowi prawdziwy miks tematów, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu o promocyjnym rodowodzie całości.

 

Cała płyta jest niestety bardzo krótka – za krótka, żeby bardziej wciągnąć słuchacza. Nie pomaga w tym również fakt, iż jakość, szczególnie względem dzisiejszych, podyktowanych FLAC-ami standardów, jest zwyczajnie słaba. Szkoda, bo od kompozycji tej bije fajny klimacik, a gdy się wsłuchać, to można dostrzec też nutkę szaleństwa i niejaką plastyczność kompozycji. Trudno więc ocenić wysoko daną pozycję (za samą rolę w filmie należy się punkt wyżej, ale wszystko kładzie albumowy całokształt), że o polecaniu nie wspomnę. Kto jednak lubi dokonania pana Revella (a ten ma jednak w swym dorobku masę ciekawszych rzeczy), nieco ostrzejszą muzykę lub takie, rzadkie ‘cuda’, ten może sięgnąć po opisywany bootleg, nawet i z ciekawości. Choć wszyscy wiemy, gdzie takowa potrafi zaprowadzić…

 

spawn_ost-7582435-1590001247 spawn_ost2-5582132-1590001247 spawn_ost3-2171747-1590001247

 

P.S. Oficjalny soundtrack ukazał się nakładem Epic/Sony i znajduje się na nim 14 piosenek – z reguły ciężkiego grania. Sony wypuściło także świąteczną edycję limitowaną z dodatkowym trackiem i specjalną okładką. Poza tym wydano też dwa różne single, po cztery ścieżki każdy.
Tekst ten jest natomiast poprawioną i uzupełnioną wersją recenzji napisanej dla portalu film.org.pl

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Opening Titles
  • 2. Reawakening
  • 3. Clown explains it All
  • 4. Crashing the Party
  • 5. Spawn and Cyan
  • 6. Learning to Control
  • 7. Into the Pit
  • 8. Last Laugh For Clownie
  • 9. Violated
  • 10. Zack And Spawn / Wynn Gets Wired
  • 11. Spawn Medley
2
Sending
Ocena czytelników:
2 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...