Rocky IV
Kompozytor: Vince Di Cola, różni wykonawcy
Rok produkcji: 1985 / 2006
Wytwórnia: Scotti Bros. / Volcano / Legacy
Czas trwania: 47:11 min.

Ocena redakcji:

 

Środek lat 80. ubiegłego stulecia, to apogeum Zimnej Wojny, którą w popkulturze odreagowywano beztroską zabawą, co w kinie często kończyło się na bezlitośnie absurdalnych produkcjach robiących także za polityczne agitki. Trend ten nie ominął również Sylvestra Stallone, który w jednym roku zrealizował dwa sequele swych sztandarowych serii – „Rambo II” i „Rocky IV”, w których napięte muskuły Włoskiego Ogiera stanowiły trzon amerykańskiej propagandy. O ile jednak John J. bezlitośnie wystawiał komunistom rachunek za wietnamską wojnę, tak Balboa, po spraniu ich najlepszego boksera, zachęcał do bratania się z towarzyszami. A czynił to oczywiście w takt wesołych, popowych dźwięków, którymi soundtrack z filmu wypełniony jest po brzegi.

 

W opisywanej tu „Remastered Edition” znajdziemy ich aż dziewięć, czyli o jedną więcej w stosunku do wcześniejszej wersji soundtracku. Przewodzi grupa Survivor, po którą producenci sięgnęli ochoczo, mając w pamięci ogromny sukces „Eye of the Tiger”. Na szczęście wkład zespołu w ścieżkę dźwiękową nie kończy się na zwykłej repecie tegoż szlagieru i mamy dwa nowe hity – otwierające krążek „Burning Heart” i zamykające go, bonusowe „Man Against The World”. Ten pierwszy idzie w ślady tygryska, będąc równie chwytliwym, lecz jednak pod każdym względem słabszym przebojem. Drugi to już bardziej nastrojowa nuta, jakich wiele na albumie nie znajdziemy.

 

Wszystkie pozostałe piosenki są z oczywistych względów nastawione już bowiem na pompowanie testosteronu i szerzenie patriotyzmu (oprócz „Living in America” wystarczy spojrzeć choćby na okładkę, na której nasz heros, odziany we flagę USA, szczerzy kły w geście zwycięstwa – trudno o jaśniejszy przekaz) i niemal każda zamyka się w prostym, wręcz banalnym tekście i dyskotekowym rytmie, do którego bez problemu dostosują się nasze nogi, ale niekoniecznie umysł. Krótko: czysty fun. Szkoda jedynie, że bliźniaczo podobna stylistyka wszystkich tych ścieżek dziś już niestety troszkę się przejadła i przynajmniej część z ówczesnych przebojów straszy tandetą i/lub archaizmami. Większość wciąż spełnia jednak podstawowe zadanie i godnie kontynuuje tradycję zagrzewania obywatelskich serc do walki.

 

rockyiv_single-3099147-1590001366 rocky_story-7501677-1590001367 rockyiv_single2-6339634-1590001367

 

Tego honoru nie dostąpił ostatecznie Bill Conti, który w owej chwili zajęty był tworzeniem innej franczyzy, jaka przyniosła mu sławę (choć już nie tej skali) – „Karate Kid”. Szybko znaleziono jednak zastępstwo w postaci Vince’a DiCola, który dopiero co współpracował z braćmi Stallone przy „Staying Alive”, co poskutkowało nominacjami do Grammy i Złotego Globu. Jednak nowy kompozytor, w owej chwili jeden z pionierów syntezatora, niemal kompletnie odciął się od spuścizny Contiego, co zaowocowało tym, że Rocky po raz pierwszy został pozbawiony słynnego „Gonna Fly Now” (DiCola pozostawił jedynie przepuszczone przez elektronikę fragmenty samej melodii), a soundtrack po raz pierwszy zdominowały piosenki, do których dorzucono dwa ochłapy w postaci highlightów score’u  – „War / Fanfare from Rocky” i „Training Montage”. Okazały się one jednak na tyle chwytliwe i reprezentatywne (także w filmie to jedne z niewielu momentów, w których kompozytor autentycznie zabłyszczał), że wraz z piosenkami Survivor stanowią o sile tego wydania.

 

Głód melomanów, którzy liczyli na jakąś rozszerzoną edycję (a trzeba zaznaczyć, że „Rocky IV” posiada najdłuższy album z całej serii) zaspokoiła jednak dopiero Intrada, która trzy lata temu wydała osobną płytkę z samą jedynie ilustracją DiColi (kolejny wyjątek w bokserskiej sadze), która zamknęła się w 15 utworach, nieznacznie przekraczających pół godziny. Trzeba jednak przyznać, że oddzielne wydanie zupełnie nie pomogło tej partyturze – wręcz przeciwnie: rozłożyło ją na łopatki już w pierwszej rundzie.

 

vince_dicola-6487388-1590001367W przekroju całości znowu wyróżniają się te same dwa tematy, czyli motyw treningu Rocky’ego w górskiej chatce pośrodku mroźnej mateczki Rosji oraz podkład pod finalny pojedynek z jej maszyną do zabijania o imieniu Drago. Żeby jednak nie było, to ścieżki te nieco różnią się od wersji soundtrackowych, choć niekoniecznie na plus. „Training Montage” trwa tu co prawda aż o dwie minuty dłużej, lecz w dodatkowym czasie uraczeni zostajemy dość nijaką nutą romantyczną. „War” jest z kolei o minutę krótsze (nie łączy się z fanfarami Rocky’ego) i brzmi tak jakoś… płasko. Obie zresztą ścieżki wydają mi się lekko osłabione względem wcześniejszych nagrań (a to z „Remastered Edition” jest jedynie cztery lata młodsze), mimo że teoretycznie dostajemy to samo w lepszej, pełniejszej edycji.

 

Pozostała część partytury jest niemal w całości wypełniona elektroniką, która miota się między topornym action score i wstawkami lirycznymi, gdzie częstokroć do głosu dochodzi samotny fortepian nawiązujący do podobnych melodii u Contiego („Anniversary”, „Rocky and Son”), którego zresztą DiCola parę razy cytuje. Czyni to jednak z marnym skutkiem, czego dowodem otwierające krążek „Theme from Rocky”, któremu blisko profanacji, bowiem tandetność syntezatorów osiąga tu trudne do wytrzymania granice. Pomimo kilku jaśniejszych punktów – jak chociażby złowrogie „Drago Suite” (które, co ciekawe, przypomina mi mocno stylistykę Erica Serry i jego „Le grand Bleu” chociażby, którego rescoring na potrzeby USA robił właśnie Conti 🙂 oraz świetne „Up The Mountain”, będące chyba jedynym naprawdę wartościowym tematem z nowego materiału – cała ilustracja sprawia wrażenie wyjętej z innej bajki i ostatnie z czym może się kojarzyć, to seria o włoskim pięściarzu. Poza brakiem klimatu razi też brzmienie, które dziś wypada wyjątkowo źle, słabo i strasznie kiczowato. Ponieważ jednak utworów spokojniejszych znajdziemy tu znacznie więcej, niż kłujących w uszy muzycznych wybuchów, toteż przez krążek da się przejść w miarę bezboleśnie, a kiedy ma się świeżo w pamięci sam film, to można zeń wyciągnąć nawet i trochę przyjemności.

 

Chciałbym napisać, że ścieżka dźwiękowa z „Rocky’ego IV” po prostu się postarzała, ale to nie wiek jest problemem kompozycji DiColi, a kondycja, którą wygwizdano tuż po premierze. W połączeniu z filmem nie wypada co prawda jakoś wielce tragicznie, ale z pewnością nie może się równać z tym, co do tej pory wypracował Conti. DiCola, który po romansie z Balboą zrobił jeszcze tylko jeden znaczący film (animowane „Transformers” o podobnej stylistyce), niepotrzebnie się zresztą wypiął na dokonanie i styl maestro, przemielając je elektronicznymi eksperymentami bez ładu i składu, co słusznie skończyło się dla niego Złotą Maliną za najgorszą muzykę. Sam film otrzymał jeszcze cztery inne takie statuetki, co jednak nie przeszkodziło mu w zostaniu najbardziej dochodową częścią cyklu (ponad 300 mln $ w kinach), a po latach także jedną z najmilej wspominanych. I chyba tak też należy podejść do tej muzyki – z sentymentem (pozwala mi wystawić on aż 3,5 nutki dla pierwszej płyty). Inaczej możemy się bowiem srodze rozczarować jej faktyczną jakością, tudzież jej brakiem…

 

P.S. Oprócz licznych singli promujących, warto jeszcze wspomnieć o albumie „The Rocky Story” wytwórni Volcano, na którym znalazło się pięć piosenek i cztery utwory instrumentalne z dotychczasowych czterech odsłon, a którą wydano rzecz jasna na fali premiery piątej części sagi.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Burning Heart – Survivor
  • 2. Heart's On Fire – John Cafferty
  • 3. Double or Nothing – Kenny Loggins & Gladys Knight
  • 4. Eye of the Tiger – Survivor
  • 5. War / Fanfare from Rocky – Vince Di Cola
  • 6. Living in America – James Brown
  • 7. No Easy Way Out – Robert Tepper
  • 8. One Way Street – Go West
  • 9. The Sweetest Victory – Touch
  • 10. Training Montage – Vince Di Cola
  • 11. Man Against The World – Survivor (bonus track)
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...