Ring / The Ring Two, The
Kompozytor: Hans Zimmer, Henning Lohner, Martin Tillman
Rok produkcji: 2005
Wytwórnia: Decca / Universal
Czas trwania: 63:10 min.

Ocena redakcji:

 

 

Seven Days

 

Nie, to nie jest kryptoreklama popularnej marki rogalików, ale zapowiedź prawdziwego, rasowego horroru i oprawy muzycznej do tegoż.

 

Day 1

 

zimmer-6841879-1590000958 Nie od dziś wiadomo, że horror nie jest wyłącznie domeną Zachodu. Szczególnie kultura japońska jest pod tym względem bogata i ma się bardzo dobrze, także filmowo. Potwierdza to, trwająca od wielu lat moda na tamtejsze straszaki, o mokrych, milczących i ciemnowłosych niewiastach, zapoczątkowana przez „Ringu” Hideo Nakaty. Oparta na powieści Koji Suzukiego historia, o tajemniczym nagraniu wideo, które po siedmiu dniach niesie śmierć każdemu, kto je obejrzy, stała się wielkim sukcesem nie tylko w Kraju Kwitnącej Wiśni, ale i na świecie. Na amerykańską odpowiedź nie trzeba było długo czekać, a wystosowało ją, należące do Stevena Spielberga, studio Dreamworks.

 

Amerykański remake japońskiego horroru? Choć słowa te same w sobie mogą straszyć, to jednak nową wersję „Kręgu” można uznać za naprawdę udaną. Odpowiedzialny za reżyserię, znany dzięki cyklowi „Piraci z Karaibów”, Gore Verbinski odwalił kawał dobrej roboty, tworząc własną, przerażającą i pozbawioną nadmiernego epatowania przemocą wizję, która wcale nie ustępuje oryginałowi – tak, jak i on okazała się zresztą sukcesem. Świetny wynik kasowy, jak i uznanie krytyków zadecydowały o nakręceniu sequela. I choć zaangażowano doń samego Nakatę, to drugi „Krąg” niestety nie zachwyca, ani nie straszy już tak mocno. Podobnież zresztą, jak i kontynuacje japońskiego „Ringu”, które lepiej sobie darować.

 

Day 2

 

W sumie ciężko znaleźć coś pozytywnego w sequelu remake’u. Jedynie muzyka trzyma weń ten sam, równie wysoki poziom. A trzeba przyznać, że ilustracja do obu odsłon „The Ring” jest niepokojąca i zakręcona, niczym zawartość przeklętego VHS-a. Muzykę do pierwszej części skomponował Hans Zimmer, zaś Henning Lohner i wiolonczelista Martin Tillman jedynie go wspomagali. Przy drugiej części role odwróciły się, choć tam gros partytury oparto o już istniejące tematy i materiał Zimmera z pierwszego filmu.

 

Day 3

 

Soundtrack do pierwszej części nigdy nie został wydany – po internecie krąży jedynie promocyjny bootleg z ośmioma ścieżkami. Jak on się prezentuje trudno mi jednak ocenić, gdyż kontakt z osobami, które ponoć go słuchały, urywał się zawsze mniej więcej po tygodniu. Zamiast zawracać sobie nim głowę, skoncentrujmy się więc na oficjalnym wydaniu. Zimmer już od dawna twierdził, że materiału muzycznego z pierwszego filmu jest stanowczo za mało, by zasługiwał na osobne wydanie. Dlatego też album ten jest połączeniem ilustracji do obu części. Niestety, nie zadbano w nim o dokładną informację na temat muzyki – książeczka milczy na temat tego, które utwory są z której części i kto za dany kawałek odpowiada. Można się jedynie domyślać, iż pierwsze utwory są autorstwa Zimmera i pochodzą z pierwszego filmu. Zamiast jednak dokładnie analizować, kto i za co jest odpowiedzialny (tu na ratunek przychodzi dopiero strona Remote Control Productions), lepiej skoncentrować się na samej muzyce.

 

Day 4

 

Już trzy dni zajęło mi wyjaśnianie tej całej, technicznej otoczki, a nie uwzględniłem przy tym najważniejszej rzeczy: jaka jest w ogóle sama muzyka? Cóż, na pewno nie jest to soundtrack dla tych, którzy widząc nazwisko Zimmera na okładce, oczekują od razu rozbuchanych, chwytliwych tematów i mnóstwa zabawy. Kompozytor podszedł bardzo poważnie do pierwszej w karierze ilustracji grozy i największy nacisk postawił na odpowiednie dla tego gatunku brzmienie. Album ten do łatwych więc nie należy, choć jednocześnie zalicza się do ciekawszych i inteligentniejszych pozycji w dyskografii Niemca. Cała ścieżka, pomijając symboliczną elektronikę w tle, ma bardzo klasyczne brzmienie, oparte w dużej mierze o instrumenty smyczkowe, połączone z fortepianem i czelestą. Słychać, że spory wpływ na ostateczny kształt tej muzyki miała twórczość estońskiego kompozytora, Avro Pärta („Fratres”), chociaż miejscami można też usłyszeć inspirację „Suspirią” grupy Goblin („The Well” od 6 do 7 minuty, oraz „Before You Die You See The Ring" od 1:35 minuty). Tym samym score ten różni się diametralnie od mocno ambientowej, japońskiej ścieżki dźwiękowej, autorstwa Kenji Kawaia („Ghost In the Shell”, „Sky Crawlers”). Zresztą Kawai pochwalił w jednym z wywiadów, obrane przez Zimmera i spółkę podejście do tej ilustracji.

 

Day 5

 

Na pewno jednym z lepszych utworów jest, otwierający płytę, ponad 11-minutowy „The Well”. To w sumie wizytówka całej muzyki – posiada bowiem wszystko, co w niej najlepsze. Szczególne wrażenie wywiera pięknie zagrany temat na pianinie i – z początku zawodzące, a pod koniec wreszcie agresywne – smyczki. Równie dobrze prezentuje się drugie i niewiele krótsze „Before You Die You See The Ring”. Na specjalną uwagę zasługuje też niezwykle przejmujące „The Ferry”, z przepięknym i jakże smutnym dźwiękiem wiolonczeli. Takie przygnębiające brzmienie dominuje zresztą na płycie, idealnie oddając charakter obu filmów, który udziela się również słuchaczowi – czujemy niesamowity, przepełniony niepokojem i smutkiem klimat.

 

Naturalnie sporo jest tu też underscore’u, przez co niektóre fragmenty po oderwaniu od obrazu robią się mało atrakcyjne i/lub męczące. Tym razem, Zimmer zapomniał bowiem na moment o swoich skłonnościach do epickiego efekciarstwa i skoncentrował się w 100% na roli muzyki w filmie. A ta sprawuje się w nim wyśmienicie, przy czym – w przeciwieństwie do choćby „Kodu Da Vinci”, czy „Incepcji” – nie przytłacza scen swym rozmachem i nie wylewa się z każdego kadru. Przeciwnie – mamy tu często długie minuty ciszy i wytchnienia.

 

Day 6

 

Na odrębną uwagę zasługują cztery ostatnie utwory na płycie, będące remixami wszystkich tematów. Powszechnie uważa się, że odpowiedzialny jest za nie Martin Tillman (choć pewnikiem ktoś mu w tym pomógł…) i są one najbardziej kontrowersyjnym elementem tego wydawnictwa (choć może nie aż tak, jak te z ostatnich „Piratów…”). Nie są to co prawda fragmenty złe same w sobie, a nawet i stylistycznie nie odbiegają specjalnie od reszty albumu, niemniej jednak spokojnie mogłoby ich tu nie być – płyta z pewnością zyskałaby wtedy na spójności.

 

Day 7

 

ring_til-3861002-1590001248Te dwie, scalone w jedno ilustracje, to generalnie bardzo ciekawa i niebanalna pozycja, nie tylko względem dorobku kompozytora. Zimmer po raz kolejny udowodnił, jak wszechstronnym i niebanalnym twórcą jest, a przy tym pokazał, iż żaden gatunek nie jest mu straszny. „The Ring/The Ring Two”, to co prawda muzyka ciężka i trudna, ale przy tym piękna, dojrzała, z masą świetnych brzmień i liryką o niepowtarzalnym, dusznym klimacie. Polecam ją więc nie tylko fanom horrorów, ale w ogóle miłośnikom dobrej, ambitnej… zaraz, co to? Dziwne, mógłbym przysiąc, że wyłączyłem telewizor…

 

 

Autor recenzji: Maciej Wawrzyniec Olech
  • 1. The Well
  • 2. Before You Die You See The Ring
  • 3. This Is Going To Hurt
  • 4. Burning Tree
  • 5. Not Your Mommy
  • 6. Shelter Mountain
  • 7. The Ferry
  • 8. I'll Follow Your Voice
  • 9. She Never Sleeps
  • 10. Let The Dead Get In
  • 11. Seven Days
  • 12. Television
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

12 komentarzy

  1. DanielosVK

    A gdzie się „The Well” na trackliście zapodziało?

    Odpowiedz
  2. Mefisto

    No już, cicho 😛
    A z recką się zgodzę w sumie – to solidna muzyka, mocno niezimmerowska, a przy tym niepozbawiona charakterestycznych w sumie dla Hansa elementów. Kiedyś za tą ścieżką nie przepadałem, ale teraz doceniam.

    Odpowiedz
  3. Mystery

    Jak na swój gatunek, pozycja to niezwykle oryginalna, nietuzinkowa, a miejscami nawet i ambitna – kapitalne „The Well”. Świetna robota Zimmera i spółki, mocne 4 niewątpliwie się należy.

    Odpowiedz
  4. DanielosVK

    Btw.
    „A ta sprawuje się w nim wyśmienicie, przy czym – w przeciwieństwie do choćby „Kodu Da Vinci”, czy „Incepcji” – nie przytłacza scen swym rozmachem i nie wylewa się z każdego kadru.”
    Czy to pisał Wawrzek czy to sprawa jakiegoś ghost-writera? 😀

    Odpowiedz
  5. Mefisto

    Sam Desplat brał w tym udział 😛

    Odpowiedz
  6. Tomasz Goska

    Bardzo klimatyczny score. Najczęściej powracam do niego późnymi wieczorami jak kładę się spać… Buduje nastrój przed snem 😉

    Odpowiedz
  7. Fitek

    Jak to „do pierwszej w karierze ilustracji grozy”? „Hannibal” był chyba jednak wcześniej.

    Odpowiedz
  8. Nick

    Jedna z najbardziej przejmujących kompozycji na swiecie.Czysta perfekcja.

    Odpowiedz
  9. Mefisto

    Hannibal nie był pełnokrwistym straszakiem, a i muzyka jest w nim mocno liryczno-romantyczna, że już nie wspomnę o tym, iż jakieś 90% ilustracji nie jest Zimmera 🙂

    Odpowiedz
  10. Wawrzyniec

    Z tymi 90% to akurat przesadziłeś 🙂 Chociaż co do „Hannibala” to pełna zgoda, tym bardziej, że ja sam uważam ten film raczej za thriller niż horror.

    Odpowiedz
  11. Fitek

    Oj – a co to znaczy „pełnokrwisty” straszak. W założeniu „Hannibal” był horrorem / thrillerem, i to potraktowanym bardzo serio (tyle że trochę nużącym).
    A że muzyka liryczno-romantyczna – to akurat nic nie zmienia (zresztą znaczna część partytury do np. Omenu to wariacje lirycznego „Piper Dreams”).
    Rzeczywiście, na oko zaledwie 70% muzyki z „Hannibala” to kompozycje Zimmera, ale w przypadku „Kręgu” chyba nie jest inaczej.

    Odpowiedz
  12. Mefisto

    To znaczy, że Hannibal nie jest straszakiem. Tak – ma parę scen, które w założeniu mają straszyć, ale to także, a nawet w głównej mierze historia kryminalno-miłosna i na podobnym założeniu zbudowano muzykę. Tymczasem Ring jest w resume Zimmera pierwszym prawdziwym horrorem i stworzył on tu jednak więcej muzyki (zakładam tu, że nie mówimy jedynie o albumie, gdzie mamy miks części 1 i 2, a więc i rola Zimmera się nań umniejsza) 🙂

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...