Public Enemies
Kompozytor: Elliot Goldenthal, różni wykonawcy
Rok produkcji: 2009
Wytwórnia: Decca
Czas trwania: 46:31 min.

Ocena redakcji:

"Muzyka staje się rodzajem poetyckiego kodu fali doznań –
sposobem odczuwania i myślenia. Mówi także, jacy byli ludzie."


Michael Mann – którego słowa z jednego z niedawnych wywiadów przytoczyłem powyżej – przyzwyczaił nas do tego, że jego filmy są niezwykłym miksem obrazu i muzyki. Począwszy od "Thief", w którym atmosferę budowała elektronika Tangerine Dream, a skończywszy na kinowym "Miami Vice" z masą modnych, klubowych piosenek i utworów – zawsze było czego posłuchać, a i często była to muzyka wysokiej próby. Muzyka niebanalna i oryginalna, dopełniająca akcję i głównych bohaterów i tym samym budująca nastrój oraz klimat poszczególnych filmów. Bo czego jak czego, ale zmysłu muzycznego Mannowi odmówić nie można. Dlatego też jego najnowszy projekt, "Public Enemies" wzbudził spore zainteresowanie także u melomanów – tym większe, że reżyser ponownie spotkał się z Elliotem Goldenthalem, z którym współtworzył doskonałą "Gorączkę".

O "Wrogach publicznych" napisano już wystarczająco dużo słów, w tym sporo bardzo cierpkich. Ja powiem jedynie, że film jest naprawdę dobry, a muzyka w nim nie zawodzi, choć też i nie zachwyca. Jest zwyczajnie poprawna, a do poziomu wspomnianego "Heat" jej daleko. Na albumie jest znacznie lepiej, choć mimo wszystko przeżyłem lekki zawód, szczególnie jeśli idzie o muzykę ilustracyjną. Myślę, że wszystkiemu ‘winna’ jest epoka, jaką tym razem Mann zdecydował się zobrazować – lata 30. XX wieku z oczywistych względów nie dają takiego pola do popisu, jak to miało miejsce przy "Alim", czy "Informatorze", gdzie można sobie było pofolgować i poeksperymentować. Na piosenki co prawda narzekać nie można, gdyż te – żywcem przeniesione z tamtego okresu – zwyczajnie nie mogły być lepsze. Sęk w tym, że jakkolwiek dobre by one nie były, to nie mają prawa zaskoczyć. Jedynym wyjątkiem jest chyba tylko Otis Taylor, którego otwierające krążek "Ten Million Slaves" daje prawdziwego kopa z pogranicza rocka. To chyba najbardziej charakterystyczny motyw tego filmu – użyto go już w zwiastunach, a w samym filmie dwukrotnie pojawiają się jego fragmenty, choć wg mnie średnio trafione względem wydarzeń. Pan Taylor zaskakuje potem jeszcze smutną balladą "Nasty Letter", która jednak pozostaje nieco w cieniu swojej poprzedniczki. Obie rekomenduję bardzo mocno – to zdecydowanie jedne z najmocniejszych fragmentów tej płyty.

goldenthal-5047178-1590001121Dalej jest już standardowo. Mamy szlagiery Billie Holiday, świetne, taneczne "Chicago Shake" Bruce’a Fowlera i parę mniej znanych, niszowych wręcz pieśni gospelowych ("Guide Me O Thou Great Jehovah" i "Dark Was The Night, Cold Was The Ground"). Jest i Diana Krall, którą na moment widać też w filmie. Nowa wersja pochodzącej z 1926 roku piosenki "Bye Bye Blackbird", nie odbiega zupełnie od tradycyjnego repertuaru uroczej wokalistki, ale jest ważna fabularnie. W ogóle piosenki udało się Mannowi zgrabnie dobrać do ekranowych wydarzeń, choć w przeciwieństwie do poprzednich filmów reżysera nie są one niezbędne do budowy klimatu. Ba! najlepsze sceny w filmie to z reguły te, w których albo panuje cisza, albo słychać serie z karabinów maszynowych ‘Tommy’.

Nieco gorzej jest z ilustracją Goldenthala. Nie jest zła, ale przez większość czasu sączy się beznamiętnie w tle, jakby kompozytor nie miał na nią większego pomysłu. Poza bardziej emocjonalnymi fragmentami, jak "Billie's Arrest", "Plane To Chicago" i końcówka "Gold Coast Restaurant" na płycie właściwie nic się nie dzieje – score pozostaje tu niezauważalny względem piosenek, nie zapada w pamięć, nie jest wystarczająco charakterystyczny i nie posiada też żadnego pazura, czy innego punktu zaczepienia dla słuchacza. W filmie z kolei często dzieje się tak, że ni z gruchy, ni z pietruchy muzyka staje się nagle niepotrzebnie patetyczna i aż nadto wybija się na pierwszy plan w zwykłych, niczym nie wyróżniających się scenach. Dobrze chociaż, że pasuje do danej epoki, o czym przekonuje choćby scena na lotnisku, w której to Goldenthal bodaj najlepiej się odnalazł, i która jest kolejnym świetnym punktem tak filmu, jak i płyty.

Niestety całość niszczy zupełnie "JD Dies" – utwór sam w sobie naprawdę dobry i świetnie pasujący do finału filmu. Sęk w tym, iż jest to paskudna kopia "The Thin Red Line" Zimmera (bo pozostałe koneksje z "Heat" czy "Michael Collins" są oczywiste i stanowią nawet pewien znak rozpoznawczy kompozytora) – i to niemal nuta w nutę! Dziwi mnie bardzo taki rozwój sprawy, bo w końcu kto jak kto, ale Goldenthal to obecnie jeden z najoryginalniejszych i najbardziej kreatywnych kompozytorów na świecie. Czyżby miała to być zemsta za niedawny plagiat ze strony Batesa w "300"? A może Goldenthal z Mannem myśleli, że nikt nie zauważy? A może sądzili, że ta aluzja będzie odpowiednia, skoro przez ekran przewija się także "Beam" z filmu Mallicka? Jakkolwiek by tego nie wytłumaczono, to niesmak pozostaje i jest on naprawdę duży – szczególnie na albumie, gdzie tuż po kulminacyjnym momencie, po którym nastąpić powinna jedynie cisza, dostajemy jakieś rzępolenie Blind Willie Johnsona, skutecznie zabijające atmosferę.

Po raz pierwszy w filmie Manna poczułem muzyczny niedosyt (bo choć "Miami Vice" z początku niespecjalnie przypadło mi do gustu, to wszystko się w nim pięknie komponowało) – zarówno piosenki, jak i (przede wszystkim) score, nie zostały należycie wykorzystanewyeksponowane. Nie jest to niedosyt wielki, bo przecież i jedno i drugie sprawdza się w filmie bez większych zgrzytów. Nie panuje też dysonans między nimi, choć i brak tu takich zależności, jak w poprzedniej współpracy obu panów i tak naprawdę żaden utwór nie stanowi o sile filmu. Szkoda. Zapowiadał się prawdziwy rarytas, a tymczasem otrzymaliśmy produkt jedynie dobry. Na szczęście to wystarczy, aby móc go bez przeszkód polecić, co zresztą niniejszym czynię.

 

public_enemies-2047755-1590001157


P.S. W filmie pojawiają się jeszcze, nieobecne na płycie: "Ballroom Bounce" by The Bruce Fowler Big Band, "King Porter Stomp" Benny’ego Goodmana, "Close Your Eyes" Ala Bowlly’ego i Lewa Stone’a, a także motyw Gustavo Santaolalli i Johana Söderqvista z filmu "Things We Lost in the Fire" (utwór "After the Shooting") i niewykorzystany fragment Elliota Goldenthala z "Heat" ("Hanna Shoots Neil").

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Ten Million Slaves – Otis Taylor
  • 2. Chicago Shake – The Bruce Fowler Big Band
  • 3. Drive to Bohemia
  • 4. Love Me or Leave Me – Billie Holiday ft. Teddy Wilson & His Orchestra
  • 5. Billie's Arrest
  • 6. Am I Blue? – Billie Holiday & Her Orchestra
  • 7. Love in the Dunes
  • 8. Bye Bye Blackbird – Diana Krall
  • 9. Phone Call to Billie
  • 10. Nasty Letter – Otis Taylor
  • 11. Plane to Chicago
  • 12. Guide Me O Thou Great Jehova – with Indian Bottom Association, Old Regular Baptists
  • 13. Gold Coast Restaurant
  • 14. The Man I Love – Billie Holiday & Her Orchestra
  • 15. JD Dies
  • 16. Dark Was the Night, Cold Was the Ground – Blind Willie Johnson
4
Sending
Ocena czytelników:
4 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...