Prophète, Un
Kompozytor: Alexandre Desplat
Rok produkcji: 2009
Wytwórnia: Naive Can/Zoom
Czas trwania: 57:06 min.

Ocena redakcji:

 

Nikogo chyba nie dziwi, że muzykę do jednego największych sukcesów francuskiego kina ostatnich lat, nagrodzonego w Cannes i nominowanego do Oscara „Proroka”, napisał Alexandre Desplat. Ten największy eksport Francuzów w dziedzinie muzyki filmowej co roku wraca na własne podwórko i, co tu dużo mówić, ma komfort wybierania tego co najlepsze.

 

Jeśli jednak weźmie się pod uwagę tematykę „Proroka”, to zaangażowanie do niego Desplata nie wydaje się już tak oczywiste. Akcja w większej części dzieje się w więzieniu, wiele tu brutalnych, naturalistycznych scen kręconych w paradokumentalnym stylu – subtelna, wysmakowana muzyka twórcy „Malowanego welonu” wydaje się funkcjonować na zupełnie przeciwnym biegunie kinematografii, ale Desplat już nie raz pokazywał, że potrafi być elastyczny, a efekty jego pracy nierzadko zaskakują. Tak stało się i tym razem.

 

desplat-2421967-1590001026Muzyka w „Proroku” odgrywa specyficzną rolę. Dawkowana oszczędnie wznosi opowiadaną historię na inny poziom percepcji, odrywa ją od brutalnego realizmu w sferę symboliki. To tłumaczy coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się zaskakujące, kompozycja Desplata jest w dużej mierze delikatna, łagodna, jakby wyjęta ze sfery snu. Takie jest chociażby „Les Ręves”, gdzie powolny, grany na cymbałach motyw połączony został z akompaniamentem wysokich tonów skrzypiec. W ten sposób kompozytor rozjaśnia mroki celi głównego bohatera, a zarazem nadaje jego losom wymiar przypowieści.

 

Tego rodzaju muzyka, w mniej lub bardziej udanym wydaniu, dominuje na płycie. Zwykle ma charakter ilustracyjny i jej meandryczność może nużyć („La Neige”), chociaż czasem delikatny detal, na przykład mocniejsze zrytmizowanie, potrafi wznieść ją na wyższy poziom („Visions”). Jeśli chodzi o aranżacje dominuje raczej ascetyczna forma (na co wskazuje już otwierający muzykę oryginalną „Un Prophète”). Desplat nie zapomniał jednakże o miłośnikach intensywniejszych wrażeń. W „Le Respect” pozwala sobie na epikę w niemal zimmerowskim stylu i trochę nieagresywnej elektroniki, epicki oddech ma też bodaj najlepsze na ścieżce „Gunfight”. W obydwu tych utworach Desplat osiąga mistrzowski efekt połączenia powtarzalnego, miarowego rytmu z powolnymi frazami smyczków. Tym niemniej całość zachowuje powolny, stonowany charakter. Mogłoby to nudzić, gdyby nie fakt, że ta partytura wciąga. Kompozytor stopniowo odkrywa karty, daje czas, by rozsmakowywać się w kolejnych dźwiękach, a zarazem dba, żeby w równych odstępach zapewniać dodatkowe atrakcje. Tę konstrukcję psuje tylko fatalne, ponad pięciominutowe „Le Pouvoir” następujące po czterech bodaj najciekawszych utworach krążka.

 

Na szczęście nie czyni tego w znacznym stopniu muzyka źródłowa, rozsądnie skumulowana na początku płyty, dzięki czemu łatwo można ją przeskoczyć, co potencjalnym słuchaczom sugeruję. Nie ma w sobie bowiem nic ciekawego. Wyjątek stanowi „Mack the Knife” z „Opery za trzy grosze” Bertolda Brechta. Ten utwór znajduje się wyjątkowo na samym końcu, tak jak rozbrzmiewa w finale filmu. Zapada on w pamięć bardziej niż cała muzyka napisana przez Desplata, ma bowiem kluczowe znaczenie dla jego wymowy. Jego obecność na wydaniu płytowym była więc nieodzowna.

 

Inny, już zupełnie niepożądany dodatek, stanowią fragmenty dialogów (lub dźwięków) z filmu. Do muzyki źródłowej zostały one wplecione jako osobne ścieżki, do muzyki oryginalnej zostały natomiast doklejone. Są one na tyle krótkie, że można nad nimi przejść do porządku dziennego, aczkolwiek nieco drażnią.

 

Ich obecność, a także niewskazane, ze względu na całościowy charakter muzyki, zamieszczenie piosenek psuje ostateczne wrażenie płynące z przesłuchania tej ścieżki. Tym niemniej jestem przekonany, że warto po nią sięgnąć, gdyż kilka jej fragmentów robi naprawdę spore wrażenie. Desplat zaś, jaki się za jej pośrednictwem jawi, nieco się różni od tego, do którego przywykli słuchacze (chociaż po „Drzewie życia” jest to teza dyskusyjna). Krótko mówiąc: rzecz bardziej niż solidna, a biorąc pod uwagę filmowe okoliczności i dotychczasową twórczość Desplata, niemal wyjątkowa.

Autor recenzji: Jan Bliźniak
  • 1. Le Dépôt (extrait)
  • 2. Runeii - Talk Talk
  • 3. Interlude (extrait)
  • 4. Bridging The Gap – Nas
  • 5. Corner In My Room - Turner Cody
  • 6. Interlude (extrait)
  • 7. Take Me Home With You, Baby - Jessie Mae Hemphill
  • 8. Récite (extrait)
  • 9. Un Prophète
  • 10. Les Ręves
  • 11. La Neige
  • 12. La Sortie
  • 13. Le Respect
  • 14. Visions
  • 15. Le Ciel
  • 16. Du Drahan Pour L'Iman
  • 17. Le Pouvoir
  • 18. Gunfight
  • 19. Vie et Mort
  • 20. La Prophétie
  • 21. Fouille (extrait)
  • 22. Mack The Knife - Jimmie Dale Gilmore
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

2 komentarze

  1. Mefisto

    Filmu nie znam, ale muzyka brzmi dość solidnie – inna sprawa, że jest mało atrakcyjna w kontekście albumu. Za ten dałbym 2,5, ale że nie ma połówek, toteż zmuszony jestem zgodzić się z trójką.

    Odpowiedz
  2. Brian

    Mnie nie wciągnął. Ale za Visions szacunek

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...