Poseidon
Kompozytor: Klaus Badelt
Rok produkcji: 2006
Wytwórnia: Interscope / Universal / A&M Records
Czas trwania: 41:51 min.

Ocena redakcji:

Wolfgang Petersen rozmienia się na drobne już od dłuższego czasu. Gdy jeszcze "Gniew oceanu" można było obejrzeć bez bólu, tak "Troja" okazała się wielką artystyczną klapą, która zgrabnie wykazała prawdziwe intencje reżysera. Dopóki tworzył w swoim rodzinnym kraju, starał się jak mógł, a kiedy już wypłynął na hollywoodzkie morza wziął się za odcinanie kuponów od swoich wcześniejszych osiągnięć. Wiadomo, że jego nazwisko gwarantuje sukces komercyjny – i to w Fabryce Snów dość często wystarcza – więc łatwo mu o wielkie gwiazdy w obsadzie i budżety, o jakich mogą marzyć znacznie lepsi, aczkolwiek mniej dochodowi, reżyserzy. A mimo to, fakt że to właśnie jemu zlecono nakręcenie remake'u "Tragedii Posejdona" budził wielkie nadzieje. Jednak jak mówi znane przysłowie "nadzieja jest matką głupich"… Doświadczony w morskich opowieściach twórca stworzył, bowiem coś, co przypominało raczej reklamówkę firmy od efektów specjalnych. Kompletnie nie udało się przenieść ducha pierwowzoru w nowsze, lśniące szaty – ostatecznie zostały tylko one. A co z muzyką? Po niezbyt udanej współpracy z Jamesem Hornerem przy "Troi", Petersen zdecydował się na usługi swojego rodaka, Klausa Badelta. Tak się składa, że w tym roku napisał on też muzykę do dość powszechnie uważanej za najlepszą partyturę ostatniego czasu, "Przysięgi". Słuchając soundtracku do "Posejdona", można odnieść wrażenie, że zapracowany nad tamtym dziełem Badelt, zapomniał o tym zleceniu i przypomniał sobie o nim na dwa dni przed premierą…

badelt-6406184-1590000944Pierwsze, co rzuca się w oczy (albo uszy…) to nieciekawa konstrukcja płyty. Materiału Badelta jest tu może z pół godziny, pozostałe utwory to utrzymane w popowych klimatach dwie piosenki ku radości fanów Fergie z zespołu Black Eyed Peas, oraz wytrzaśnięty z kosmosu "Postales" Federico Aubele (w filmie go nie wykorzystano). Rzecz gustu, czy się podobają, czy nie. Jeśli lubi się podobną muzykę, to przy odrobinie dobrej woli, można zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że spędza się wakacje na luksusowym transatlantyku, a w tle podgrywają nam owe pioseneczki. To nie jest trudne. Trudniej jest zaakceptować połączenie ich ze ścieżką dźwiękową Klausa Badelta. Przejście między nimi wymaga niezwykłej odporności psychicznej i fizycznej. Czwarta pozycja na soundtracku to bez wątpienia najjaśniejszy punkt programu. "The Poseidon" jest porywającą i optymistyczną melodią, która towarzyszy otwierającym film scenom w porcie i wypływającym na pełne morze statkiem, oraz na końcu podczas wydostania rozbitków na powierzchnię ("Escape"). Dynamiczny temat na sekcje smyczkowe i waltornie jest co prawda bardzo zimmerowski, ale naprawdę miło się go słuchało zarówno w połączeniu z filmem, jak i po za nim – a to, trzeba jasno i wyraźnie zaznaczyć, nie jest standardem tego score'u.

poseidon_3-6080163-1590001016Temat Posejdona ma jeszcze kilka przebłysków na płycie, między innymi w "A Map and a Plan". Jednakże traci w nim swoją siłę, nie jest już tak triumfalny i pogodny. Spora w tym zasługa większej dawki elektronicznych sampli, które z założenia miały budować atmosferę klaustrofobicznego więzienia – takiej, jaka towarzyszy ocalałym po wywróceniu do góry dnem statku. Także aranżacja muzyki akcji nie jest bez grzechu – szczególnie "Fire Dive", gdzie tematowi przewodniemu towarzyszy zmyślna orkiestrowa wariacja. A jeśli już mowa o action score'rze… Spotkamy się z nim dwa razy, w utworach "The Wave" i "Claustrophobia". Pierwszy z nich ilustruje przewrócenie statku przez gigantyczną falę – w połączeniu z obrazem, muzyka sprawdza się nieźle, ale na płycie, radzę pozycję ominąć. Zero oryginalności i polotu, jedynie bezduszna młócka, której nie sposób zrozumieć i zaakceptować. Syntetyczna perkusja i smyczki podkreślone raz po raz wejściami charakterystycznymi dla wychowanków MV samplami. Cztery minuty katorgi. Nieco lepiej prezentuje się "Claustrophobia" z całkiem ciekawą, mroczną atmosferą budowaną przez smyczki. Obok muzyki akcji, w utworze mocno zaznacza swoją obecność underscore. Natrętny, hałaśliwy i bez pomysłu na ciekawszą linię melodyczną – jak zresztą we wszystkich utworach, gdzie występuje.

"Drowning" i "Don`t Look Down" także niczym wielkim się nie wyróżniają. Pierwszy wykorzystuje tą samą formę muzyczną i temat co "The Wave" dodając jedynie perkusję, a drugi z początku nudzi, a pod koniec irytuje swoją agresywnością. Badelt pokusił się o urozmaicenie ścieżki poprzez dodanie lirycznej ilustracji. Bardzo ładnie to brzmi na początku "Escape", tuż przed wejściem tematu głównego. Niewiele to jednak pomaga. Może dwa dobre pomysły przyćmione sztampową elektroniczną nijakością. Paradoksem jest, że score Badelta spisuje się bardzo dobrze w połączeniu z filmem. Nawet wtedy, gdy z głośników uderzają wtórne do granic możliwości sample skradzione od Zimmera. I za to dodatkowa nutka.

Autor recenzji: Jakub Kośla
  • 1. Won't Let You Fall - Fergie
  • 2. Bailamos - Fergie
  • 3. Postales - Federico Aubele
  • 4. The Poseidon
  • 5. The Wave
  • 6. A Map and a Plan
  • 7. Fire Dive
  • 8. Claustrophobia
  • 9. Drowning
  • 10. Don't Look Down
  • 11. Escape
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...