Pas de Deux
Kompozytor: James Horner, Mari & Håkon Samuelsen
Rok produkcji: 2015
Wytwórnia: Mercury Classics / Universal
Czas trwania: 56:28 min.

Ocena redakcji:

 

James Horner to dziś legenda gatunku. Jego filmowe prace tak mocno wpłynęły na świadomość odbiorców, że mało kto już pamięta o typowo klasycznych początkach maestro. Teraz, po blisko 30 latach od swej ostatniej koncertowej kompozycji, Amerykanin wraca do korzeni za sprawą „Pas de Deux”.

 

mari-and-hakon-9880052-1590001577Inicjatywa ta nie wywodzi się jednak od tęsknoty Hornera za ścianami filharmonii. To pomysł norweskiego duetu solistów – rodzeństwa Samuelsen. Grająca na skrzypcach Mari i jej brat – wiolonczelista, Håkon, od lat marzyli o tym, by nie tylko grać klasyków w wielkich halach, ale i koncertować z własnym repertuarem. Wszystko rozbijało się zatem o jego brak – w muzyce klasycznej, nawet tej współczesnej, właściwie nie ma bowiem utworów rozpisanych na te dwa konkretne instrumenty.

 

Dzięki wspólnemu przyjacielowi – reżyserowi Haraldowi Zwart, z którym Horner zrobił remake „The Karate Kid” – drogi artystów zeszły się w odpowiednim czasie. Owocem tej, blisko trzyletniej współpracy, koncert z listopada ubiegłego roku, który właśnie wydano na płytach kompaktowych. Znajdziemy nań nie tylko trzyczęściową pracę Hornera, lecz także nowe aranżacje popularnych dzieł obecnych klasyków: Arvo Pärta, Giovanniego Sollima i Ludovico Einaudi.

 

Te ostatnie to również wybór stricte rodzinny, a do ich wykonania Samuelsenowie zaprosili dobrych znajomych: Royal Liverpool Philharmonic Orchestra i cenioną wiolonczelistkę z USA, Alisę Weilerstein oraz wypożyczyli z Londynu oryginalne Stradivariusy. Rezultat? Z pewnością co najmniej intrygujący.

 

horner-6924533-1590000933Zaczyna się co prawda dość posępnie, gdyż przystawka do głównego dania, jaką jest „Część 1 Pas de Deux”, to typowa dla tego typu przedsięwzięć rozgrzewka – spokojna, daleka od powalania na kolana i przemawiająca raczej głównie do fanów muzyki klasycznej. Zawiera w sobie jednak i typową dla Hornera, filmową poetykę, jaka mocno działa na wyobraźnię i nie pozwala nudzić się ani przez sekundę. Oczywiście już w tym utworze da się wyczuć umiejętności Mari i Håkona, na których przecież wszystko się opiera. To właśnie ich relacje w trakcie gry, pchnęły Hornera do takiego zatytułowania dzieła – wywodzący się z baletu termin, oznacza dosłownie taniec dwojga pierwszych solistów, który ukazuje ich kunszt. Oryginalnie dzieli się on na wstęp (entrée), adagio, wariację męską i żeńską oraz zakończenie (coda), a więc elementy, które są niejako obecne i tutaj.

 

Po rzeczonym wstępie przychodzi zatem moment na najjaśniejszy, acz też i najdłuższy moment kompozycji. „Część 2 Koncertu podwójnego na skrzypce, wiolonczelę i orkiestrę” – choć przez większość czasu rozwija się równie niepozornie, co pierwsza – jest zdecydowanie bogatsza i bardziej sugestywna. Zwłaszcza końcówka, pełna detali i warstw, stanowi naprawdę piękny kawałek muzyki, w której naturze łatwo się zatracić.

 

Fanów filmówki z pewnością najbardziej zachwyci jednak fragment wieńczący ten niezwykły koncert. „Część 3” to już dynamika pełną gębą, istny wulkan emocji i oczywiste apogeum dźwięków, które porywa już od pierwszych taktów. Być może fakt, że to właśnie ta najskromniejsza czasowo, a przy tym także najmniej oryginalna część całości najlepiej pobudza zmysły, spłyca nieco finalny efekt, wręcz podważa jakość całego przedsięwzięcia. Nie ulega jednak wątpliwości, że to iście magiczna muzyka, która znakomicie łączy w sobie styl salonowy z mniej zobowiązującym, ale przystępniejszym, filmowym podejściem.

 

Hornerowskie dokonanie raczej nie stanie się szybko kanonem (o ile w ogóle), ale nie można go nie docenić – także w bardziej klasycznym, szerszym kontekście. Stąd cieszy ucho obecność wariacji na temat wielkich. Nie tylko pasują wszak do projektu, ale i fajnie jest porównać ze sobą różne myśli, które za nimi stoją, odmienne osobowości odpowiedzialne za ich stworzenie. Przy czym w tej części płyty potrzebne jest już większe przekonanie do gatunku – nie zawsze dane ścieżki frapują w tym samym stopniu, co clou albumu. Nie wszystkie są także równie udane, co pierwowzory. Rzecz jasna im także nie idzie odmówić klasy, maestrii oraz swoistej świeżości materiału (zwłaszcza „Divenire” brzmi ciekawie w takiej ascetycznej aranżacji).

 

 

„Step of Two” nie jest zatem jedynie kosztowną realizacją ambicji trójki artystów z jednego podwórka. To przede wszystkim kolejne mistrzostwo w przełamywaniu barier – nie tylko muzycznych. To wielce inspirujące nuty, które, mam nadzieję, pobudzą niejeden umysł i, być może, natchną w przyszłości podobne idee.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Part 1 [Horner: Pas de Deux]
  • 2. Part 2 [Horner: Pas de Deux]
  • 3. Part 3 [Horner: Pas de Deux]
  • 4. Fratres for Violin, String Orchestra & Percussion [Pärt]
  • 5. Violoncelles, Vibrez! [Sollima]
  • 6. Divenire [Einaudi]
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

2 komentarze

  1. Łukasz Waligórski

    Świetna płyta. Świetne Pas de Deux.

    Odpowiedz
  2. Wojciech Pietrzyk

    Wyjątkowa, nastrojowa i niezwykle odświeżająca. Łatwo przyswajalna również dla nie słuchających klasyki.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...