Minari
Kompozytor: Emile Mosseri
Rok produkcji: 2021
Wytwórnia: Milan
Czas trwania: 32:58 min.

Ocena redakcji:

„…skromna, a dobra…”

Zawsze jest tak, że w ciągu roku pojawia się przynajmniej jeden film, który nie zapowiada się, ani nie brzmi jak coś interesującego. I jak zawsze w takiej sytuacji są to tylko pozory, bo dostajemy poruszający, mądry, czasami nawet ciepły tytuł, który zostaje w pamięci na długo. Czymś takim wydaje się debiut Lee Isaaca Chunga „Minari”. To osadzona w latach 80. historia koreańskiej rodziny, która przenosi się do Arkansas, by niejako mieć swój kawałek ziemi. Delikatnie poprowadzona narracja, z naturalnymi kreacjami aktorskimi oraz zderzeniem dwóch kultur ze sobą.

Jednym z wielu chwalonych elementów tego filmu jest także warstwa muzyczna, za którą odpowiada kompletnie świeża twarz w branży. Bo czy wcześniej słyszeliście o Emilu Mosserim? Ten producent, pianista i kompozytor zaczynał na początku zeszłej dekady w zespole indie rockowym The Dig, zaś jako autor muzyki filmowej zadebiutował raptem dwa lata temu w „The Last Black Man in San Francisco”. W 2020 – poza filmem Chunga – pracował przy drugim sezonie „Homecoming” oraz wariackiej tragikomedii „Kajillionaire”.

Na pierwszy rzut ucha jego ilustracja wydaje się niepozorna, ze standardowym instrumentarium dla skromnego kina – fortepian, gitara akustyczna, smyczki. Jednak jest to kolejny przykład tego, że z tak oczywistego zestawu można stworzyć coś nieszablonowego. Muzyka jest przede wszystkim mieszanką wszelkich możliwych nastrojów: od radości, przez melancholię, po smutek. Co najbardziej zaskakuje to fakt, iż maestro nie zabarwia nut elementami etnicznymi, aby podkreślić korzenie głównych bohaterów. A wydawało się to oczywistym tropem, prawda?

Jeśli miałbym wskazać jakąś poważną wadę „Minari”, byłby to brak tematów. Chociaż nie, jest coś na kształt motywu przewodniego, gdzie zostaje wykorzystany… theremin. Instrument buduje tło jakby na kształt sinusoidy. Za to na pierwszym planie przebija się albo fortepian („Intro”, „Outro”) albo falujące smyczki („Jacob and the Stone”) lub wokalizy (spokojne „Big Country”, które przypomina troszkę nieśmiertelne „La vie en rose” Edith Piaf). Albo przynajmniej dwa z tych elementów pomieszanych ze sobą. Czasami faktura potrafi zaskoczyć – jak połączenie gitary akustycznej z thereminem w ulotnym „Garden of Eden”, cudnie mieszające fortepian ze smyczkami „Grandma Picked a Good Spot”, zdominowane przez gitarę oraz flety „Oklahoma City” i wokaliz „Jacob’s Prayer”. Bardziej dramatycznie dzieje się w gitarowym „Birdslingers”, gdzie uderzenie strun czasem przypomina perkusję, a w tle słychać przejmującą wokalizę.

Jednak prawdziwą perłą jest tutaj czterominutowa suita, która zbiera wszystkie te melodie. Od pianistycznych repetycji á la Philip Glass, przez falujące smyczki i wolne dźwięki fortepianu, aż do wokaliz. Są jeszcze dwie piosenki napisane przez kompozytora i przetłumaczone na koreański. Wykonuje je grająca główną rolę kobiecą Ye-Ri Han. „Rain Song” oparta jest na melodii z „Big Country” i brzmi wręcz kojąco. Dla mnie ciekawsza jest przy tym „Wind Song” z pędzącą gitarą, odbijającym się niczym echo wokalem oraz tłem przypominającym świst wiatru. To mógłby być potencjalny radiowy hit stacji grającej muzykę alternatywną.

 

Cała ta muzyka współgra z filmem tak dobrze, że trudno mi jest wyobrazić sobie jakiekolwiek inne dźwięki. Czy praca przy „Minari” będzie dla Mosseriego punktem przełomowym w karierze? Szereg wyróżnień jakie otrzymał za swoją muzykę może być odpowiedzią samą w sobie. Jasne, brzmi ona jak coś, co mógłby spłodzić Alexandre Desplat czy Glass, tylko bardziej elegancko. Jest taka, jak film – skromna, a dobra.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • Intro
  • Jacob and the Stone
  • Big Country
  • Garden of Eden
  • Rain Song – Emile Mosseri & Han Ye-ri
  • Grandma Picked a Good Spot
  • Halmeoni
  • Jacob’s Prayer
  • Wind Song – Emile Mosseri & Han Ye-ri
  • Birdslingers
  • Oklahoma City
  • Minari Suite
  • You’ll Be Happy
  • Paul’s Antiphony
  • Find It Every Time
  • Outro
4.4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...