Milk
Kompozytor: Danny Elfman
Rok produkcji: 2008
Wytwórnia: Decca / Universal
Czas trwania: 59:37 min.

Ocena redakcji:

Rok 2008 był wyjątkowo udany dla Danny’ego Elfmana. Znany z owocnej współpracy z reżyserem Timem Burtonem kompozytor napisał wówczas cztery ścieżki dźwiękowe na najwyższym poziomie. Dodajmy – cztery diametralnie różne partytury. Dwie z nich powstały na potrzeby blockbusterowych ekranizacji komiksowych, filmów "Hellboy II: Złota Armia" oraz "Wanted: Ścigani". Oba score’y zawierały dużo charakterystycznego stylu Elfmana paradującego pomiędzy muzyką poważną (ciężkie chóry), a tradycyjną dla artysty mieszanką pastiszu i czystej rozrywki (chwytliwe melodie łącznie z jednym z najlepszych utworów tamtego roku, "Success Montage" pochodzącego z drugiego obrazu). Kolejnym projektem Elfmana była ilustracja do filmu dokumentalnego "Zwykła procedura operacyjna", gdzie starły się typowe w ostatnich latach dla gatunku wpływy Philipa Glassa ze stylem głęboko zakorzenionym w twórczości Elfmana. Połączenie to wypadło doskonale windując ów muzykę na listę najlepszych prac 2008 roku. Jednak wisienką na torcie pozostaje najmniej "elfmanowski" score z wymienionych, czerpiący raczej z tradycyjnych motywów muzyki filmowej, aniżeli niebagatelnego języka ilustracji, z jakim zdążył nas obyć kompozytor, takimi tytułami jak "Batman", "Faceci w czerni" czy autorskim projektem "Serenada Schizophrana". "Obywatel Milk", bo o scorze do tego filmu Gusa Van Santa chodzi, to stonowana, melodyjna i bardzo dojrzała partytura, uzupełniająca już i tak różnorodny repertuar Elfmana 2008 roku.

Wydaną nakładem Decca płytę można podzielić na niejako trzy rozdziały płynnie w siebie przechodzące. Pierwszy z nich zawiera zestaw piosenek wykorzystanych w filmie, wśród których znalazły się hity lat 70’ – w tym takie szlagiery jak "Everyday People" eklektycznej grupy Sly & The Family Stone czy reprezentujące początki disco "You Make Me Feel" Sylvestra Jamesa. Łącznie na płycie znalazło się pięć piosenek z pogranicza popu, disco i rock&rolla, a także "Prelude No. 7 in E Flat" kompozycji The Swingle Singers, czyli Johann Sebastian Bach w interpretacji "chórkowej". Pozostałe dwie części albumu już się mieszają i składa się na nie score autorstwa Elfmana – pierwsza to muzyka wesoła, pogodna, trochę niewinna; druga pozbawiona jest już pozytywnych emocji, reprezentuje dramat, emocje i napięcie. Ten kontrast znakomicie oddaje charakter tytułowego bohatera filmu, jego życie i czyny.

Harvey Milk był pierwszym gejem piastującym stanowisko publiczne w stanie Kalifornia. W 1977 po kilku próbach dostał się do Rady Miasta San Francisco, by 11 miesięcy później zginąć zastrzelony przez innego członka Rady, Dana White'a. Film Gusa Van Santa przedstawia życie Milka od jego przeprowadzki z Nowego Jorku do San Francisco i otworzenia sklepu w słynnej dzielnicy Castro, przez czterokrotną walkę w wyborach i wreszcie krótkie, ale ważne dla społeczności homoseksualistów, działanie na ich rzecz w Radzie Miasta, do tragicznej śmierci z rąk White'a. Obraz jest więc pełen najróżniejszych emocji: rozśmiesza, wzrusza, zmusza do zadumy, przedstawia człowieka silnego duchem, który pomimo wszelkich przeciwności, uprzedzeń i homofonii, walczył o swoje przekonania i marzenia, znacząco wpływając na zmniejszenie dyskryminacji seksualnej w Ameryce. Tak złożona i ciekawa postać potrzebowała godnego filmu, a ten odpowiedniej muzyki. I Elfman wywiązał się z tego zadania znakomicie.

elfman-1689053-1590000935"Obywatel Milk" daleki jest od zbędnego patosu i martyrologii, reżyser nie chciał kreować Milka na umęczonego bohatera ludu i Elfman ten zamysł uszanował. Otwierający instrumentalną część płyty "Harvey's Theme" balansuje z godnym mistrza wyczuciem na cienkiej granicy między podniosłym tonem a pompatycznością, nigdy jej jednak nie przekraczając w nieodpowiednią stronę. Eleganckie brzmienie nawiązuje do tradycji "Fanfare for the Common Man" Aarona Coplanda, które muzyka filmowa sobie umiłowała już wiele lat temu – vide tematy główne do "Gettysburga" czy "Kompanii Braci" – jednak charakterystyczne sekcje smyczkowe z wyczuciem skupiają się na subtelnej dramaturgii, nie uciekając się do pompatyczności choćby Randy’ego Edelmana i jego "Main Title" z filmu "Gettysburg". A przecież korzystano tu z podobnych wzorców ilustracji. Na płycie znalazł się jeszcze jeden utwór zatytułowany "Harvey's Theme", będący ewolucją pierwszej części, tak jakby zmieniała się wraz z głównym bohaterem filmu. Druga kompozycja powiela linię melodyczną, jednocześnie jednak zmieniając całkowicie swoją wymowę. Znika wzniosłość zmagań o prawa równości, pozostaje tylko emocjonalny portret Milka, do którego wprowadzają nas dwa poprzedzające temat utwory, "Give Em' Hope" i "Postscript", będące swego rodzaju podziękowaniem i pożegnaniem Milka przez tysiące ludzi, których w sobie rozkochał. Swoją nieugiętą siłą woli i złotym sercem w sumie prostego człowieka, który poświęcił się swojej idei. Jak bardzo wzniośle by to nie brzmiało, film i muzyka opowiadają tę historię unikając tanich chwytów pompatyczności, które zastępuje chłopięcy chórek ("Postscript") i lekkość smyczkowej liryki ("Harvey's Theme II").

Wspaniale prezentuje się także "Main Titles" rozwijający zapoczątkowaną przez temat Harvey’a stylistykę. Znowu kompozytor serwuje nam utwór silnie zakorzeniony w treści filmu, w pełni oddający osobowość głównego bohatera. Łączy łagodne motywy delikatnego fortepianu i skrzypiec z pięknie brzmiącym saksofonem. Temat kończy nagłe zwolnienie i przejście w temat fortepianowy z "Harvey's Theme", który uzupełnia ten sam, emocjonalny saksofon. Takie cięcia harmoniczne, kulminacyjne przejścia z jednego tematu w drugi, są znakiem rozpoznawczym tego albumu. Nie doszukujcie się tu jednak "rwania kompozycji", Elfman działa bowiem z wyczuciem. Muzycznie "Obywatel Milk" w ogóle imponuje wyrafinowaniem, dopracowaniem szczegółów i absolutnym zrozumieniem filmu i stylistyki jaką objął. Najlepiej oddają to utwory, których charakter jest dalece inny od tematów głównych. Silne kontrasty mogłyby zaszkodzić spójności partytury, ale tak się nie dzieje. Ani w momencie, gdy do głosu dochodzi suspensowy, niepokojący "Repealed Rights", ani we fragmentach płyty, gdzie kompozytor pozwala sobie na akcenty humorystyczne, jak w "Dog Poo" (w dosłownym tłumaczeniu "Psia kupa") czy w "Anita’s Theme". Pewną odskocznią od głównej linii stylistycznej jest też odwołanie do triumfalnego patosu w "Gay Rights Now" – nie ma się jednak co krzywić. Po pierwsze temat musiał powstać, bo coś musi ilustrować wzniosłe sceny z najważniejszych politycznych sukcesów Milka, a po drugie – jest to kawałek świetnej muzyki, niezależnie od jej podniosłej wymowy. Pisząc utwór Elfman udał się wytartym szlakiem, gdzie podobne kompozycji buduje się na jeden tylko właściwy sposób, stosując mariaż sekcji smyczkowej i waltorni. Zabieg może banalny, ale diablo skuteczny. I choć utwór do najdłuższych nie należy, udaje mu się na te niespełna dwie i pół minuty podnieść poziom adrenaliny i wywołać sporą dawkę napięcia. Które zaraz rozładowuje muzyczny dowcip – wspomniana już wcześniej psia kupa.

"Obywatelowi Milkowi" z twórczości Danny’ego Elfmana najbliżej chyba do "Dużej ryby", a przynajmniej jej licznych fragmentów. "Milk" oczywiście posiada wpływy stylu kompozytora, w szczególności w temacie głównym, jednak po zaznajomieniu się z płytą trudno nie odnieść wrażenia, że Elfman poszedł nietypową dla siebie ścieżką. Pod wieloma względami jest to partytura o dwóch obliczach: Jest delikatna, a jednocześnie ekspresyjna, wodząca słuchacza między dramatyzmem, nostalgią, a muzycznym humorem. Jest wyrafinowana i elegancka, a zarazem pozwala sobie na banalne melodyjki napisane niemal od niechcenia. Wreszcie Elfman czerpiąc pełnymi garściami z klasycznej amerykańskiej muzyki filmowej, napisał score pozornie uniwersalny o tematyce, którą zastosować by można w niejednym filmie, ale znajomość obrazu przyniesie zaskakujące odkrycie. Otóż score ten zawiera masę ukrytych znaczeń i treści, których odczytanie uzależnione jest od znajomości dzieła Van Santa. Może i więc Elfman ewoluuje, próbuje swoich sił w innych stylach, ale to nadal ten sam wyrafinowany artysta, który nawet banał podnosi do rangi sztuki, jakiej u konkurencji często próżno szukać.

Autor recenzji: Jakub Kośla
  • 1. Queen Bitch - David Bowie
  • 2. Everyday People - Sly & the Family Stone
  • 3. Rock The Boat - The Hues Corporation
  • 4. You Make Me Feel [Mighty Real] - Sylvester
  • 5. Hello, Hello - The Sopwith Camel
  • 6. Bach: Prelude No. 7 in E flat (The Well Tempered Clavier - Book 2 BWV 876) - The Swingle Singers
  • 7. Main Titles
  • 8. Harvey's Theme 1
  • 9. Harvey's Will
  • 10. The Castro
  • 11. The Kiss
  • 12. Politics Is Theater
  • 13. New Hope
  • 14. Harvey Wins
  • 15. Proposition 6
  • 16. Repealed Rights
  • 17. Gay Rights Now!
  • 18. Dog Poo!
  • 19. Vote Passes
  • 20. Briggs Pushing
  • 21. The Debates
  • 22. Weepy Donuts
  • 23. Harvey's Last Day
  • 24. Give 'Em Hope
  • 25. Postscript
  • 26. Harvey's Theme 2
  • 27. Anita's Theme
  • 28. Main Titles (Sax Solo)
5
Sending
Ocena czytelników:
5 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...