LEGO Batman Movie, The
Kompozytor: Lorne Balfe, różni wykonawcy
Rok produkcji: 2017
Wytwórnia: WaterTower Music
Czas trwania: CD1 – 40:48; CD2 – 53:43 min.

Ocena redakcji:

 

Batman miał wiele twarzy: od kampowej zgrywy po nadmierny mrok i patos. Ale kiedy Człowiek-Nietoperz pojawił się w „LEGO Przygodzie” narobił dużego zamieszania: narcyz z wielkim ego, działający solo i rzucający tekstami o swojej wielkości. Realizacja solowego filmu w świecie LEGO była tylko kwestią formalną. I tam Batek musi znowu zmierzyć się z Jokerem, ale też i swoimi własnymi demonami, jednak wszystko w konwencji parodii.

 

Nie mogło się obyć bez zgrywy także w warstwie muzycznej, wydanej na dwóch płytach. Pierwsza jest songtrackiem, druga – scorem, co jest bardzo uczciwym podejściem producentów. Na dzień dobry dostajemy pojawiającą się w pierwszej scenie akcji mocarną pieśń o Batmanie w wykonaniu Patricka Stumpa, modulującego głosem podobnym do Batmana. Jest ostro i hard rockowo, a tekst rzucany jest z takim zadęciem, że nie można powstrzymać się od śmiechu.

 

Dalsze numery też zgrywają się z wydarzeniami ekranowymi w bardziej (dyskotekowy remix „Heroes” czy pojawiający się w finale musicalowy „Friends Are Family”) lub mniej efektowny sposób (romantyczne utwory Cutting Crew i Harry’ego Nilssona). Dźwiękowy koktajl Mołotowa miesza pop z rockiem oraz musicalem i może wprawić w konsternację – zwłaszcza jazzowym coverem „Man in the Mirror” oraz znanym z poprzedniej części „Everything Is Awesome” (tu w wersji instrumentalnej) czy mocno popowym inkarnacjom. Nie brakuje także odwołań do świata Batmana – przykładowo takie „I Found You”.

 

Z kolei score to czysta jazda po ostatnich wcieleniach Batka, gdzie przebojowość miesza się z agresją. Odpowiedzialny za ilustrację Lorne Balfe może wydawać się wyborem co najmniej zastanawiającym. Ale uczeń Hansa Zimmera, pomagający swemu mentorowi przy pracy nad trylogią Christophera Nolana o Mrocznym Rycerzu, nie znalazł się tu przypadkiem. Młody maestro mocno inspiruje się zresztą dokonaniami swojego mistrza.

 

I już w otwierającym całość „Black” poznajemy dwie podstawy tematyczne, czyli podniosłą i mroczną fanfarę (Batman) oraz agresywną, lekko psychodelicznie brzmiącą gitarę elektryczną (Joker), zabarwioną błazeńską aranżacją: wariujące organy („Joker Crashes the Party”), pomruki wokalne („Your Greatest Enemy”), a nawet dźwięki klawesynu („Joker Manor”). Muzyka akcji ma tutaj na celu być po prostu bezpretensjonalną zadymą, dlatego mamy wszystko: od gitary elektrycznej po szybkie dęciaki i smyczki, które słychać już w „Black”.

 

Na szczęście Balfe potrafi jeszcze zdobyć się na parę ciekawych tricków. A to postawi na jazz i funk z lat 60. („Chaos in Gotham”), a to wrzuci do tego chór, podrasowując go psychodeliczną elektroniką (wcześniej wymienione „”). Ale prawdziwy popis daje tutaj w siedmiominutowym „Lava Attack”, w którym przechodzi od spokojnego brzmienia do patosu (smyczki i dęciaki), przez pulsujący bit z tykającą elektroniką, walącą perkusją i chór, aż po gitarę elektryczną oraz galopującą sekcję smyczkową.

 

Poza obowiązkowym action score, pojawiają się także fragmenty czysto liryczne, ilustrujące samotność Batmana (obowiązkowo smętny fortepian) oraz relacje z resztą bohaterów – ze wskazaniem na Robina i Jokera. Mamy więc bardzo skoczne i lekkie „The Arrival of Robin”, wejścia sitaru w mrocznym „To Cage The Joker” czy bardzo melancholijne „The Phantom Zone” (chór i coraz silniej atakująca orkiestra – rewelacja! – i jeszcze ten organowy Bach). Te fragmenty potrafią zaskoczyć, chociaż oparte są na ogranym instrumentarium i nie przekraczają typowego sposobu użycia dźwięków.

 

Soundtrack do „LEGO Batman” niby też nie zaskakuje niczym nowym, pozwalając jedynie na bezpretensjonalną, szaloną zabawę zbudowaną na znanych trickach. Balfe potwierdza swoje rzemiosło i na luzie podchodzi do całej opowieści (w końcu to parodia), samemu odnajdując w niej odrobinę przyjemności. A że niewiele zostaje w głowie, to inna kwestia. Na szczęście mamy jeszcze fajne piosenki. Dlatego za całokształt daję troszkę naciągane 3,5 nutki i zapraszam do muzycznej jaskini Batmana. Tylko niczego nie dotykajcie!

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • 1. Who’s the (Bat)Man – Patrick Stump
  • 2. Forever – DNCE
  • 3. (I Just) Dies in Your Arms – Cutting Crew
  • 4. Invincible – Kirsten Arian
  • 5. One – Harry Nilsson
  • 6. Heroes (We Could Be) [Hard Rock Sofa & Skidka Remix] – Alesso feat. Tove Lo
  • 7. Man in the Mirror – Alex Aiono
  • 8. Friends Are Family – Oh, Hush! feat. Will Arnett & Jeff Lewis
  • 9. I Found You – Fraser Murray
  • 10. Forever – Justin Tranter
  • 11. Man in the Mirror – Richard Cheese & Lounge Agains The Machine
  • 12. Everything Is Awesome - Richard Cheese & Lounge Agains The Machine
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...