Last Station, The
Kompozytor: Sergey Yevtushenko
Rok produkcji: 2009
Wytwórnia: Varese Sarabande
Czas trwania: 46:29 min.

Ocena redakcji:

 

Zawsze budzi zdziwienie, gdy cenione i nagradzane za granicą filmy nie trafiają w Polsce do dystrybucji kinowej. Taki los spotkał „Ostatnią stację”, nominowaną do dwóch Oscarów i szeregu innych nagród, opowieść o Lwie Tołstoju. Szkoda, gdyż to obraz warty uwagi zwłaszcza ze względu na znakomite aktorstwo. Co ciekawe, chociaż dotyczy on wielkiego rosyjskiego pisarza, podpisali się pod nim przede wszystkim Niemcy i Anglicy, Rosjan znajdujemy dopiero wśród mniej znaczących członków ekipy. Wyjątek stanowi twórca muzyki, Sergey Yevtushenko (celowo będę korzystał z wyłącznie angielskiej transkrypcji tego nazwiska, chociaż bez wątpienia polska jest znacznie trafniejsza).

 

yevtuschenko-2405212-1590001259Yevutshenko jest postacią na gruncie muzyki filmowej nieznaną, bo i niewiele miał z nią jak dotąd doczynienia. Zdobył gruntowne muzyczne wykształcenie i sam potem kształcił w konserwatorium w Sankt Petersburgu, a od lat 90. sprawuje szereg zaszczytnych funkcji w licznych przedsięwzięciach na kulturalnej mapie Rosji. Wybór tak znaczącej postaci do napisania ścieżki dźwiękowej „Ostatniej stacji” pozwala przypuszczać, że reżyser filmu przywiązał do muzyki znaczącą wagę. W istocie tak właśnie się stało.

 

Od pierwszej do ostatniej sceny dźwięki stworzone przez Yevtushenkę niemal nieustająco towarzyszą widzowi, współtworząc atmosferę filmu i silnie oddziałując na emocje, a są to, co należy zaznaczyć, dźwięki najwyższej jakości. Zawiedzie się jednak ten, kto oczekuje wyraźnych wschodnich akcentów. Chociaż są one obecne, nie definiują stylu całej ścieżki. Formalnie zaś jest ona silnie zakorzeniona w zachodniej tradycji pisania muzyki filmowej.

 

Oferuje więc słuchaczowi wyrazisty główny motyw, po raz pierwszy rozbrzmiewający w „Holy of Holies”, o łagodnym charakterze, z długimi stonowanymi frazami, które zwykle prowadzone są przez smyczki, chociaż zdarza się też, że przejmuje je klarnet. Film silnie się z owym tematem utożsamia, jednak, mimo że pojawia się na ścieżce dość często, nie ma się poczucia nadużywania go. Yevtuschenko dba o równowagę poprzez bogactwo innych melodii; urzekające prostotą „Morning Song”, wyraziste „Chertkov Waltz”, czy pełne bólu „Flight”.

 

W każdym niemal utworze czuć przy tym gruntowne wykształcenie kompozytora. Nie zadowala się on prostym prowadzeniem melodii, z lekko zarysowanym akompaniamentem. Napełnia on kolejne utwory wysmakowanymi detalami, rozbudowanym tłem. Jak chociażby w na pierwszy rzut oka prostym „Chertkov Waltz”, gdzie płynnie przerzuca temat między kolejne instrumenty, by puentować go niespodziewanym włączeniem odmiennej linii melodycznej. Największą klasę pokazuje jednak w otwierającym płytę „Romanze” – o najbardziej chyba emocjonalnie niejednoznacznym charakterze, co dobrze obrazuje główny konflikt filmu, w przesiąkniętym czystą poezją, subtelnym „Pastorale”, a także w swoistym podsumowaniu całej ścieżki – wysmakowanym „The Last Station”.

 

Tym niemniej Yevtushence daleko do brawury, jaką lubią popisywać się liczni, zachodni kompozytorzy muzyki filmowej, gdy zabierają się za jednoznacznie klasyczną partyturę. Rosjanin nie czaruje techniką dla samej techniki, wyraźnie z nikim się nie ściga. Dba, by jego nuty przesiąknięte były emocjami, zachowując przy tym masę elegancji charakterystyczną dla okresu historycznego i środowiska, jakie przyszło mu opisywać. Kreowana przez niego atmosfera pełna jest ciepła i łagodności, gwałtowne wybuchy dawkowane są z aptekarską precyzją, a śmierć, jaka w końcowej partii filmu wkrada się w życie bohaterów, pokreślona jest zaledwie lekką zmianą odcieni, przytłumieniem barw.

 

Dziwię się trochę, że tak jak film nie trafił w Polsce do dystrybucji kinowej, tak ścieżka dźwiękowa do niego przeszła właściwie bez echa. Nie powinna, gdyż dobrze odpowiada na potrzebę muzyki dopracowanej, klasycznie skrojonej, napisanej z szacunkiem do słuchacza i widza, wreszcie doskonale wypadającej w filmie i niemal równie dobrze poza nim. Chyba, że w dobie takich ścieżek jak „TRON: Dziedzictwo”, czy „The Social Network”, sposób pisania muzyki prezentowany przez Yevtushenkę jest już melodią przeszłości. Nawet jeśli, jest to melodia, której nie powinno się ignorować.

Autor recenzji: Jan Bliźniak
  • 1. Romanze
  • 2. Chertkov Waltz
  • 3. Holy of Holies
  • 4. Yasnaya Polyana
  • 5. Gente, gente, all'armi, all'armi – Wolfgang Amadeusz Mozart
  • 6. Morning Song
  • 7. The Return
  • 8. Pastorale
  • 9. Secrets
  • 10. The New Will
  • 11. Morning Song Reprise
  • 12. Un bel di vedremo – Giacomo Puccini
  • 13. Among the Birches
  • 14. The Betrayal
  • 15. Flight
  • 16. The Pond
  • 17. The Journey
  • 18. Vigil
  • 19. Night
  • 20. The Last Station
  • 21. Finale
4
Sending
Ocena czytelników:
4 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...