Last King of Scotland, The
Kompozytor: Alex Heffes, różni wykonawcy
Rok produkcji: 2006
Wytwórnia: Decca / Universal Music
Czas trwania: 77:37 min.

Ocena redakcji:

Jeszcze nie tak dawno, w recenzji muzyki Jamesa Newtona Howarda do filmu "Krwawy diament", pisałem o dużym ostatnio wzroście popularności w Hollywood Czarnego Lądu. Teraz przyszło mi znów pisać o partyturze z obrazu o nim traktującego. Niestety, obie produkcje pozostawiają wiele do życzenia. "Ostatni król Szkocji" ukazuje jedne z najbardziej wstrząsających wydarzeń jakie dotknęły współczesną Afrykę. Krwawe i despotyczne rządy Idi Amina w Ugandzie. Był to jeden z najbardziej bezlitosnych dyktatorów w historii, który jednocześnie potrafił zjednać sobie media i opinię publiczną, skutecznie manipulując swoim wizerunkiem ni to szaleńca, ni to dobrodusznego ojca narodu. Jego poczynania oglądamy oczyma jego osobistego lekarza, który biernie przygląda się brutalnemu fanatykowi. Film mimo ambicji, broni się właściwie tylko Oscarową kreacją Foresta Whitakera w roli tytułowej. Muzycznie "Krwawy diament" opierał się na bardzo dobrym scorze Howarda, który uzupełniały trzy piosenki. "Ostatni król Szkocji" z kolei, to przede wszystkim piosenki, pomiędzy które wydawca wplótł sześć utworów ilustracyjnych Alexa Heffesa.

Soundtrack ten jest eklektyczną mozaiką, w trakcie odsłuchiwania której napotkamy na bluesowe dźwięki, reagge, alternatywny jazz, rock i kawałki w stylu tych, które w latach 70 i 80 przyozdabiały filmy z nurtu blaxploitation (produkcje dla czarnych, o czarnych i robione przez czarnych w USA). A wszystko to w mniej lub bardziej tradycyjnym, folkowym sosie rodem z Afryki. W pewnym momencie można sobie zadać pytanie, czy ten radykalny rozstrzał gatunkowy nie jest lekką przesadą? Rzeczywiście, słuchanie prawie siedmio-minutowego "Fever" grupy Jingo, będącego mieszanką amerykańskiego disco, rocka, jakby żywcem wyrwanego z "Shafta" i tradycyjnych bębnów, a zaraz później "The Bonnie Banks o' Loch Lomond" w interpretacji afrykańskiego chórku Nyzonza Singers, może być zabójcze. Szczególnie jeśli widziało się film, w którym do tej właśnie kompozycji, Whitaker tańczy sobie w szkockim kilcie. Nie dość, że stylistyczny szok, to jeszcze atak spazmatycznego śmiechu. Podobnych zestawień na płycie nie brakuje.

heffes-2031631-1590001056To co wydaje się być największą wadą soundtracku do "Ostatniego…", jest jednak tak naprawdę jego zaletą. Kompilacja jest na tyle nietuzinkowa, że po drugim, czy trzecim odsłuchaniu i wczuciu się w bardzo oryginalną atmosferę jaką wytwarza płyta, można nie tylko się do niej przekonać, ale i polubić. Tym bardziej, że znalazło się tu kilka muzycznych perełek, które rozbrzmiewając w głośnikach, kradną uwagę słuchacza, zmuszają do wystukiwania rytmu i nucenia melodii. Taka perełka otwiera album. "Toko" Momo Wandela prezentuje styl, który mógłby na świecie zrobić niesamowitą furorę jako afrykański odpowiednik kubańskiego son. Wpadająca w ucho, lekka i przyjemna muzyka, do której przyśpiewuje swoim ochrypłym, niskim głosem "Ibrahim Ferrer Czarnego Lądu", któremu towarzyszy etniczny chórek. Ogromne wrażenie robi także finał w wykonaniu Kawesa, "Voice of the Forgotten" to pełen emocji i zadumy, ponury utwór, prowadzony przez trzy "rozmawiające ze soną" głosy, dwa zmieniające się i trzeci wtórujący im w kilku momentach. Warstwa instrumentalna ograniczona została do sporadycznych uderzeń w bęben.

Warto też bliżej przyjrzeć się Oscarowi Sulley'owi oraz The Uhuru Dance Band wykonującym utwór "Bukom Mashie". Pozycja ta jest mieszanką etnicznego śpiewu z czymś, co określiłbym mianem nowoczesnego jazzu, choć przypisanie temu utworowi jakichś ram gatunkowych, wydaje się być misją niemożliwą. Kawałek z pewnością nie każdemu się spodoba, ale ładunek energii jaki za sobą niesie potrafi zawładnąć świadomością słuchacza na wiele godzin. Niestety, nie wszystkie piosenki odbiera się tak pozytywnie. "Love Is You" spłodzone przez Ofo the Black Company niszczy słuch swoim muzycznym chaosem. Z kolei "Acholi Pot Song" Noere Dance Troupe nie współgra z resztą materiału, choć w tym wypadku jest to wina złego usytuowania w trackliście, niżeli rzeczywiście słabszego poziomu – bo ten w kontekście autonomiczności utworu, jest wysoki. Wesoła przyśpiewka dość piskliwego głosiku tworzy zbyt duży kontrast z ponurym finałem, przez co by go naprawdę docenić, należy odsłuchać osobno.

Co się tyczy score'u natomiast, zawodzi on brakiem etnicznego zacięcia. Ciężar regionalnego charakteru soundtracku spoczywa więc w całości na barkach dwunastu piosenek, którym muzyka Heffesa towarzyszy. Wyjątek stanowi kilka sekund w "Down Over Lake Victoria", w których pojawia się męski głos śpiewający w afrykańskim języku. Reszta nie grzeszy oryginalnością w ogóle, w zamian czerpiąc pełnymi garściami z muzyki filmowej tak często pojawiającej się w obrazach akcji, thrillerach i dramatach zza Oceanu. Pomimo to, świetnie się tego materiału słucha, Końcówka "On the Runway" pędząca na złamanie karku, czy "Press Conference" łączący podręcznikowy action score oraz zaskakujący suspens, trochę w stylu Michaela Giacchino i jego "Zagubionych", nieźle sprawdzają się w filmie i na płycie. Pozostaje więc tylko uzbroić się w wyrozumiałość, zaakceptować gatunkowy przepych i w efekcie załapać się na niebanalną, intrygującą płytę. Jednakże wielu taki mix mocno się odbije, więc zamiast czterech nutek, są trzy.

Autor recenzji: Jakub Kośla
  • 1. Toko Momo - Wandel
  • 2. Nakawunde - Percussion Discussion Africa
  • 3. Idi’s Story
  • 4. Afro Disco Beat - Tony Allen
  • 5. Save Me E. T. - Mensah & The Tempos Band
  • 6. Ambush
  • 7. Me and Bobby McGee - Angela Kalule
  • 8. Kasongo - Afrigo Band
  • 9. Fever - Jingo
  • 10. The Bonnie Banks O’ Loch Lomond - Nyzonza Singers
  • 11. Bukom Mashie Mashie - Oscar Sulley & The Uhuru Dance Band
  • 12. Press Conference
  • 13. Love Is You - Ofo The Black Company
  • 14. Getting the Evil of Nicolas
  • 15. On the Runway
  • 16. Down Over Lake Victoria
  • 17. Acholi Pot Song - Ndere Dance Troupe
  • 18. Voice of the Forgotten - Kawesa
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...