Kung Fu Panda 2
Kompozytor: Hans Zimmer, John Powell
Rok produkcji: 2011
Wytwórnia: Varese Sarabande / Colosseum / Geneon Entertainment
Czas trwania: 64:19 min.

Ocena redakcji:

 

No i stało się – po trzech latach duet Janów ponownie połączył siły, aby zilustrować sequel jednej z najbardziej chyba sensownych i przyjemnych w odbiorze animacji, jakimi w ostatnim czasie uraczyło nas studio DreamWorks. Kontynuacja to jak najbardziej udana, a nawet i atrakcyjniejsza od oryginału (więcej dowcipu, ciekawsze sceny akcji). Podobnie – z perspektywy II Wojny Światowej niewyobrażalna – współpraca dwóch kompozytorów dała dorodniejsze plony. Ich pierwsza Panda była średniej klasy rozrywką, atrakcyjność której bazowała na sprawdzonych chwytach obu artystów – pracą przystępną tematycznie (z jednym kwiatem lotosu w postaci baśniowego „Hero” i „Oogway Ascends”), czasem ekscytującą instrumentacyjnie i gdzieniegdzie żartobliwą, ale sprawiającą lekki zawód aranżacyjno-inwencyjny na linii akcji. Cały ten niedosyt znika jednak w „Pandzie Dwa”, napisanej z dużo większą swobodą i polotem.

 

zimmer-6841879-1590000958Głównym atutem tej ścieżki jest sprawność, z jaką kompozytorzy żonglują stworzonymi poprzednio tematami (a wielokrotnie nawet tylko ich cząstkami), rozpisując je na różnorodne składy, metra, rytmy, łącząc i często zmieniając ich funkcje – np. w 4:44 min. „Po And Shen/Face To Face”, gdzie melodia komiczna staje się motywem heroicznym. Dzięki podobnym zabiegom oraz efektownej orkiestracji to, co było miałkie w „Pandzie Uno”, czyli action score, tutaj znacznie ożywia słuchalność. Całość prezentuje też wysoki poziom ilustracyjny. Na pierwszy plan wybijają się wszechobecne funkowe wtręty, najlepiej objawiające się w quasi-szpiegowskich stylizacjach pokroju „Stealth Mode” i Gongmen Jail”, oraz w pozbawionym hamulców „Ricksaw Chase” (Powell w pełnej krasie: pędząca sekcja smyczkowa, frenetyczna perkusja, szalone przebiegi gamowe). Niedostatek patosu powinien zaś uzupełnić bombastyczny „Zen Ball Master”, zestawiający ze sobą temat bohaterski Po i temat baśniowy. Szkoda, że na płycie nie znalazła się pełna wersja utworu opisującego walkę w wiosce muzyków, a jedynie okrojone „Musicians Village”. Wycięty fragment to bowiem istny majstersztyk mickey-mousingu, w którym zespolenie muzyki z obrazem osiąga poziom absolutny. Może bez kadru filmowego straciłby on swój efekt ilustracyjny, ale dalej robiłby wrażenie sugestywnością instrumentacji i łechtał uszy stosownym humorem.

 

powell-1830038-1590000982Ale „Kung Fu Panda 2” nie bazuje jedynie na starym, potraktowanym inhalatorem materiale tematycznym, choć ten jest zdecydowanie dominujący. Kompozytorzy, czy też raczej w tym wypadku sam Zimmer, uraczyli film dwiema nowymi myślami, trochę odstającymi estetycznie od reszty – nieco topornym motywem akcji (na wałkowanej od lat progresji) oraz południowo-wschodnioeuropejską w budowie melodią dramatyczną. Zdaje się należeć ona do złego pawia Shena, a w każdym razie rozbrzmiewa w scenach z jego udziałem, lecz trudno stwierdzić, aby była trafna. Przez swoją lamentacyjność lepiej oddaje herodowy mord, aniżeli samą postać. Trochę dziwne, że Zimmer nie dał głównemu bad guyowi wyraźnej sonicznej identitatis. Niemiec lubuje się przecież ostatnio w krótkim i konkretnym ilustrowaniu bohaterów, często na poziomie skomplikowania sygnału dźwiękowego lub samą tylko barwą („The Dark Knight”). Można się było po nim spodziewać przykładowo dźwiękowej imitacji przenikliwego pisku pawia. Nie zdecydował się jednak na eksperymenty, stawiając na łkająco-zawodzące flety, złowieszcze pomruki kontrafagotu i niskie nuty chordofonów szarpanych/uderzanych – reminiscencja deskrypcji Skazy z „Króla Lwa”. Na szczęście siła pozostałych tematów jest odpowiednio duża, aby bez problemu utrzymać przebojowość partytury.

 

Podobnie, jak w części pierwszej, tak również i tutaj zastanawia podział ról przy komponowaniu. Uprzednio artyści bliscy byli osiągnięcia równowagi Yin-Yang: Zimmer jako główny tematyk (patos, liryka, akcja), Powell – aranżer (komizm, pastisz, akcja), ale mocniej wybijał się jednak ten ostatni, zwłaszcza w trzeciej kategorii. Teraz wkład Herr Hansa zdaje się być równy wkładowi mister Johna. Obaj dostarczają rozrywki w podobnej ilości, zgrabnie następując jeden po drugim – mozartowska harmonia, elektryzująca perkusja i basowe warknięcia ustępują miejsca eksplodującej, ‘kubańskiej’ sekcji dętej, sporemu zestawowi idiofonów i zawrotnemu tempu. Takie zaawansowanie techniczne zawsze generuje powstawanie niuansowych atrakcji – chwytliwych skoków interwałowych, frapujących połączeń instrumentalnych, nęcących współbrzmień… takich tu nie brakuje, ale ich odkrywanie jest już kwestią indywidualną.

 

Kolejna odsłona postmediaventurowskiej, podszytej parodią interpretacji muzyki Dalekiego Wschodu stanowi zdecydowany krok naprzód względem pierwszej części. Kompozytorzy zręcznie wykorzystali używaną substancję twórczą, błyskotliwie aranżując na nowo bardzo udane przecież tematy i nadając muzyce estradowego szału, jakiego wcześniej brakło. Podobnym przypadkiem jest „Legenda Zorro” Hornera, gdzie szersza, nieskrępowana eksploatacja materiału z „Maski…” zaowocowała bardziej żywiołową partyturą. Ponadto wiele fragmentów pokazuje, że duet ten (lub sam Powell) powinien dostać propozycję zilustrowania któregoś z nadchodzących filmów o Bondzie, aby wreszcie urozmaicić tę serię muzycznie.

Autor recenzji: Andrzej Szachowski
  • 1. Ancient China / Story of Shen
  • 2. Dumpling Warrior
  • 3. Inner Peace
  • 4. Musicians Village
  • 5. Save Kung Fu
  • 6. Daddy Issues
  • 7. Stealth Mode
  • 8. Gongmen Jail
  • 9. Rickshaw Chase
  • 10. Po and Shen / Face to Face
  • 11. More Cannons!
  • 12. Fireworks Factory
  • 13. Po Finds the Truth
  • 14. Invasion Begins
  • 15. Zen Ball Master
  • 16. My Fist Hungers For Justice
  • 17. Dumpling Warrior Remix
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

4 komentarze

  1. Mystery

    Fajna i zabawna muzyczka. Takie przedłużenie konceptu oryginału, to same tematy i bogate, różnorodne brzmienie, choć zapewne spora tu również zasługa Lewisa i Balfe. Całość jest trochę za długa, a może nie, niektóre utwory są tutaj za długie (Fireworks Factory, Po Finds the Truth) przez co tempo nieco siada, tym bardziej, iż zbudowane są one zazwyczaj z paru mniejszych fragmentów (Po and Shen / Face to Face). Sporo jest tu przednich kawałków (Save Kung Fu, Gongmen Jail, Rickshaw Chase, More Cannons!), ale do całości jakoś wracać mi się nie chcę i nieznacznie wolę jedynkę, która była jednak czymś ciekawym i nowym, toteż jak dla mnie casus Zorro raczej nie ma tu miejsca 😉

    Odpowiedz
  2. Wawrzyniec

    Dokładnie fajna muzyka i nic więcej, ale też nie mniej. Miło się jej słucha, fajnie i profesjonalnie napisana, ale jakoż jeżeli chodzi o animacje to obaj Panowie mają zdecydowanie ciekawsze prace na swoim koncie.
    Fajna recenzja, ale „herr Hans” powinno być z dużej litery. „Herr” z dużej litery, jako rzeczownik, które w niemieckim piszemy z dużel litery. I aby było perfekcyjnie najlepiej „Herr Zimmer”, albo „Herr Hans Zimmer” 😉 Nie żebym się czepiał, ale Ordnung muss sein 🙂

    Odpowiedz
  3. czoug

    Powell drugi raz z rzędu króluję w animacji.
    Walnij w Hornera to Myster się odezwie. Ciekawe kto następny.

    Odpowiedz
  4. Althazan

    Super zabawny, dopracowany i optymistyczny score.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...