K-PAX
Kompozytor: Edward Sheramur
Rok produkcji: 2001
Wytwórnia: Decca
Czas trwania: 43:10 min.

Ocena redakcji:

Piękno tkwi w prostocie – to prawda, której jestem wyznawcą od bardzo dawna. Już sam Picasso w swoich obrazach starał się udowodnić, że to właśnie prostota jest największą sztuką. Za pomocą skromnych środków, kanciastych kształtów i oszczędności barw w niezwykły sposób pobudzał on wyobraźnię widza. Podobny zabieg można również spotkać w muzyce, także tej filmowej. Kompozytorzy często stosując skromne instrumentarium i proste harmonie, potrafią działać cuda i to właśnie takiego małego cudu w filmie "K-PAX" dokonał Edward Shearmur.

 

Nie będę ukrywał, że sam film należy do moich ulubionych. To naprawdę niezwykła historia pewnego… osobnika, który utrzymuje, że ma na imię Prot i pochodzi z planety K-PAX. Jako że taka tożsamość nie wydaje się nikomu wiarygodna trafia on do szpitala psychiatrycznego pod opiekę doktora Marka Powella. Lekarz bada Prota, a równocześnie próbuje udowodnić, że K-PAX nie istnieje i jest tylko wytworem chorego umysłu jego pacjenta. Jednak po dłuższej obserwacji i za sprawą serii dziwnych wypadków zaczyna nabierać coraz więcej wątpliwości…

 

shearmur-3457548-1590001012Niezwykły klimat tego filmu jest w ogromnej mierze zasługą muzyki Edwarda Shearmura. Ten młody kompozytor stworzył tutaj muzykę niezwykle świeżą i chwytającą za serce a jednocześnie banalnie prostą. Wykorzystując niemal wyłącznie elektroniczne sample, fortepian i smyczki udało mu się wykreować muzykę bardzo emocjonalną i poruszającą. Oczywiście taki dobór środków wyrazu nie jest niczym oryginalnym, ani nowym. Mimo to pojawienie się właśnie takiej muzyki w filmie, który można spokojnie nazwać dramatem jest pewną nową jakością. To właśnie dzięki tym syntetycznym dźwiękom w obraz wkrada się poczucie niesamowitości. Sama fabuła filmu i nasza logika podpowiada nam, że Prot wcale nie jest żadnym kosmitą. W tej myśli utwierdza nas także dochodzenie dr Powella, który przedstawia dowody choroby swojego pacjenta. Jednak bardzo tajemnicza, ale jednocześnie lekka muzyka, sugeruje coś zupełnie innego. Sprawia ona, że pewne zachowania Prota i związane z nim wydarzenia nabierają swoistej magii.

 

Mimo że jest to muzyka bardzo świeża, lekka i doskonale pasująca do filmu, to niewiele jest w niej prawdziwej oryginalności. Mnóstwo tutaj nawiązań chociażby do twórczości Thomasa Newmana. Pojawiający się w niemal każdym utworze rozległy dźwięk fortepianu doskonale przywodzi na myśl takie ścieżki dźwiękowe jak "American Beauty" czy "Skazanych na Shawshank". Poza tym Shearmur zdaje się inspirować także innymi rozwiązaniami Newmana, które stały się wyznacznikiem stylu tego kompozytora. Mam tutaj na myśli między innymi słynne motywy rytmiczne – krótkie, trudne do zidentyfikowania i szybkie dźwięki, tworzące coś na kształt bardzo rytmicznego kolażu różnych harmonii. Doskonale jest to zauważalne w takich kompozycjach jak chociażby "Prot Missing". Z kolei częste wykorzystanie marimby (a raczej sampli imitujących ten instrument) bardzo przypomina niedawne dzieło Stephena Warbecka  – "Dowód".

 

Jednak trudno też nie zauważyć, że Edward Shearmur w ramach pewnych ograniczeń, jakie sam sobie narzucił, znalazł sporo genialnych rozwiązań. Decydując się na pracę niemal wyłącznie na elektronicznych samplach narażał się na ryzyko zbanalizowania dramatycznego podłoża filmu. Wszystkie te przyjemne i magicznie melodyjki, które pojawiają się na początku płyty, ulegają jednak w pewnym momencie stonowaniu. Całość zaczyna być bardziej mroczna i spokojna a jednocześnie dramatyczna. Tą dramatyczną głębię Edward Shearmur osiągnął błyskotliwie wprowadzając głos Melissy Kaplan między innymi w utworze "Sarah". Jednym z najciekawszych i chyba najlepszych pomysłów kompozytora było także połączenie w jednej melodii dźwięku fortepianu i skrzypiec. Mogłoby się wydawać, że jest to zabieg banalny jednak słuchając końcówki utworu "New Mexico" łatwo przekonać się o jego geniuszu.

 

Warto wspomnieć też o kilku bardziej dynamicznych i przez to wyrazistych kompozycjach. Zarówno "Grand Central" jak i "Taxi Ride" mają nieco popowy wydźwięk. Znajdziemy tutaj wyraźny rytm, mnóstwo elektronicznych szmerów i oczywiście fortepian. To właśnie te dwie kompozycje najbardziej rzucają się w uszy podczas oglądania filmu. Nieco odstają one też od charakteru reszty tej ścieżki dźwiękowej. W sytuacji gdzie większość kompozycji cechuje skromność, tutaj otrzymujemy wręcz przesyt, różnych elektronicznych dźwięków i beatów. Mimo to absolutnie nie dyskredytuje to tych kompozycji, które nadal zachowują pewną świeżość i łatwo wpadają w ucho.

 

Edward Shearmur jest bez wątpienia jednym z najbardziej obiecujących kompozytorów w Hollywood. Co prawda po świetnym "K-PAX" nie stworzył żadnej ścieżki dźwiękowej, która wywołałaby takie poruszenie (jak chociażby "Klucz do koszmaru") jednak przyszłość nadal stoi przed nim otworem. Wybierając taką a nie inną koncepcję muzyki do "K-PAX" postąpił dość ryzykownie. Trudno, bowiem ukazać ludzki dramat i związane z tym emocje za pomocą syntetycznych dźwięków. Ostatecznie jednak Shearmur wyszedł tego obronną ręką, tworząc jedną z najciekawszych i najlepszych ścieżek dźwiękowych 2001 roku. Jej głębia za zarazem niezwykła lekkość sprawiają, że za każdym razem, kiedy wracam do tej płyty, to robię to z wielką przyjemnością. Tym samym nie widzę powodów, dla których nie miałbym polecić tego albumu, więc… serdecznie polecam!

Autor recenzji: Łukasz Waligórski
  • 1. Grand Central
  • 2. Good Morning Bliss
  • 3. Taxi Ride
  • 4. Constellation Lyra
  • 5. Blue Bird
  • 6. 4th Of July
  • 7. Prot Missing
  • 8. Sarah
  • 9. New Mexico
  • 10. Powell's Return
  • 11. July 27th
  • 12. Coda
5
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

2 komentarze

  1. Mefisto

    Uwielbiam zarówno film, jak i ścieżkę, ale mimo wszystko pozostałbym przy solidnym 4, no, może z plusem – mimo wszystko i jak na tak krótki materiał wkrada się tu trochę monotonii. No a poza tym, to siłą napędową całości jest temat główny, a resztę niespecjalnie się pamięta.

    Odpowiedz
  2. Wawrzyniec

    Pamiętam, że jak pierwszy raz obejrzałem film to od razu zakochałem się w tej muzyce. I na początku też byłem skłonny dać jej maksymalna ocenę. Ale z czasem jednak trochę bardziej obiektywnie i na spokojnie do niej podszedłem i chyba mocna 4 to zasłużona ocena, gdyż rzeczywiście trochę tu monotonii. Co nie zmienia sprawy, że to najlepsza ścieżka Sheramura. Świetny soundtrack do świetnego filmu. Dobra recenzja.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...