John Carter
Kompozytor: Michael Giacchino
Rok produkcji: 2012
Wytwórnia: Walt Disney Records
Czas trwania: 74:14 min.

Ocena redakcji:

 

250 mln dolarów budżetu, cały wiek historii i niemal 80 lat planów, projektów i prac. To liczby Johna Cartera – jednej z największych hollywoodzkich bolączek w historii. Po niekończącej się zmianie warty różnorakich ekip, film ostatecznie doszedł do skutku pod skrzydłem Andrew Stantona (twórcy pixarowskich animacji, który w ostatniej chwili usunął człon ‘of Mars’ z tytułu) i z niemal nikomu nieznanym Taylorem Kitsch w roli głównej. Czy było warto? I tak, i nie – z jednej strony bowiem universum Edgara Rice Burroughsa, którego książki z Carterem dziś już mocno trącą myszką, kino przez lata eksploatowało poprzez różne formy cytatów, zapożyczeń i zwykłych plagiatów. Filmowi Stantona bardzo daleko więc do oryginalności o jakiej można by marzyć, w czym dodatkowo nie pomaga naiwność i niejaka gromkopierdność fabuły. Z drugiej jednak strony wciąż mamy do czynienia z sympatyczną, pełną fajnego humoru przygodą w starym, dobrym stylu, która zadziwia bogactwem detali i szczegółów oraz fantastycznymi efektami specjalnymi, i która udowadnia, że nie bez kozery przez tyle lat starano się ją przenieść na duży ekran, gdyż sprawdza się nań wyśmienicie. Szkoda jedynie, że Disney tak mocno pokpił promocję filmu (nieciekawe zwiastuny, nudne i nijakie plakaty, zdawkowe informacje, które wyrabiały jedynie negatywne odczucia), przez co ten raczej nie ma szans odnieść sukcesu, o jaki mógłby się pokusić. Ewentualne sequele pełne różnorakich możliwości, stoją więc pod znakiem zapytania.

 

Pytajnik trzeba postawić też nad muzyczną ilustracją autorstwa Michaela Giacchino, której obfita prezentacja albumowa to wraz przygoda pełną gębą, a przy tym i interesujące podwaliny dla kolejnych partytur. Tym samym otrzymujemy więc produkt jedynie połowicznie satysfakcjonujący, któremu daleko do jakiejkolwiek rewolucji, o której tu i ówdzie można było usłyszeć, jak i choćby do zwykłej wspaniałości pokroju np. Conana, czy pierwszych Star Treków. Bynajmniej jednak nie jest to praca nudna i nieciekawa – o nie! Giacchino po raz kolejny udowadnia, że jako jeden z nielicznych obecnie, pierwszoligowych kompozytorów bez problemu potrafi owinąć sobie słuchacza/widza wokół batuty i skutecznie go oczarować…

 

giacchino-9892755-1590001101Magia byłaby tu co prawda stwierdzeniem nieco na wyrost, bo i Giacchino serwuje raczej wyświechtany szablon, w którym zdarza mu się popełniać wciąż te same grzeszki. Z pewnością nie można jednak odmówić jego muzyce trzech rzeczy – bogactwa, epickości i uroku. Czysta, niczym nie skrępowana zabawa nutami także się tu pojawia (choćby w bardzo sympatycznym, acz krótkim „Gravity of the Situation” na ujmujące skrzypki), ale z uwagi na charakter i kaliber filmu zostaje dakeko w tyle za ubiegłorocznymi „Super 8” i „Mission: Impossible – Ghost Protocol”. Twórca mocno nadrabia jednak rozbuchaną, porywającą akcją (przywodzący na myśl najlepsze momenty Kina Nowej Przygody początek „Get Carter”, czy też „The Second Biggest Apes I've Seen This Month”), w której tak się lubuje i subtelną (często aż nadto) liryką, z której wywodzi się poniekąd sam temat Cartera (zaprezentowany już w pierwszym utworze, a świetnie podsumowany w dość zaskakującym swym kształtem, końcowym „John Carter of Mars”). Mamy więc potężną sekcję dętą oraz smyczkową, które często odzywają się niemal w każdym utworze, ale i bardziej stonowany fortepian, xylofon, flety, a także całe mnóstwo chórów, które w zależności od sytuacji potrafią zarówno przytłaczać wielkością (oba wspaniałe fragmenty z Barsoom w tytule), jak i ledwie zaznaczać swą obecność („The Blue Light Special”). Wszystko to doskonale wyważone i owiane lekkim mistycyzmem o nieco arabskim posmaku oraz nienachalnym, lecz stale obecnym duchem nieziemskich perypetii.

 

Nie muszę chyba dodawać, że całość wypada na ekranie po prostu miodnie, a przy tym jest użyta z głową. Muzyka w „John Carter” nie jest więc li tylko zwykłą tapetą, ale stanowi doskonałe uzupełnienie obrazu. Nie jest to co prawda związek na śmierć i życie, ale jako wentyl dla wszelkich emocji sprawdza się po prostu perfekcyjnie. Tu aż muszę przytoczyć jedną z najlepszych scen filmu, w której główny bohater swoim gorzkim wspomnieniom daje upust na polu walki – scena niby banalna, a nawet i z pewnego punktu widzenia wręcz idiotyczna. Ale wespół z kapitalnym „Carter They Come, Carter They Fall” zamienia się w prawdziwą bombę. To zresztą chyba jeden z najlepszych utworów dramatycznych u Giacchino, jeśli idzie o kinowe dokonania. Na szczęście nie jest to jedyna perła tego albumu…

 

SoundWorks Collection: The Sound & Music of John Carter from Michael Coleman on Vimeo.

 

Niestety, tenże ukazuje także ciemniejszą stronę całej kompozycji, która poza filmem ma przestoje i całe momenty nudy – co przy tak długim materiale było właściwie nie do uniknięcia, nawet biorąc pod uwagę fakt, iż płyta posiada braki. Bez filmowego obeznania nie raz i dwa trzeba się tu więc uzbroić w cierpliwość, a zdarzają się fragmenty po prostu zwyczajnie mniej atrakcyjne, nawet po wizycie w kinie („Zodanga Happened”, „Thernabout”, czy też początkowe „A Thern For the Worse”, do którego wciąż nie mogę się w pełni przekonać). Na wierzch bez problemu wychodzi także typowa dla Giacchino toporność akcji, której już chyba nigdy się nie wyzbędzie i stylistyczne okruszki z poprzednich jego prac („Super 8” w np. „A Change of Heart”, czy też „M:I” echem odbijające się w action score), ale to można akurat spokojnie zrzucić na karb kompozytorskiej poetyki.

 

No właśnie, styl. Giacchino trochę zbyt często staje się tu więźniem tegoż. Choć na potrzeby przygód Cartera stworzył całe mnóstwo nowych, ciekawych melodii i tematów, to trudno oprzeć się wrażeniu, iż wypracowana przez lata maniera nie pozwala mu wyjść poza pewne ramy. Jest to trochę dziwne, zważywszy, że już wcześniej udało mu się to zrobić w niektórych animacjach Pixara (np. w „Ratatuj”). Oby nie skończył jak Horner… Na razie nie jest źle, a wspomniany styl nie wpływa zbytnio na wrażenia z odsłuchu i jakość samej ścieżki. Zresztą całą specyfikę tej partytury świetnie oddaje cytat z filmu:


„You are ugly, but you are beautiful!”

 

 

P.S. W zwiastunach filmu usłyszeć można „My Body is a Cage” Petera Gabriela oraz „Kashmir” grupy Led Zeppelin.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. A Thern for the Worse
  • 2. Get Carter
  • 3. Gravity of the Situation
  • 4. Thark Side of Barsoom
  • 5. Sab Than Pursues the Princess
  • 6. The Temple of Issus
  • 7. Zodanga Happened
  • 8. The Blue Light Special
  • 9. Carter They Come, Carter They Fall
  • 10. A Change of Heart
  • 11. A Thern Warning
  • 12. The Second Biggest Apes I've Seen This Month
  • 13. The Right of Challenge
  • 14. The Prize is Barsoom
  • 15. The Fight for Helium
  • 16. Not Quite Finished
  • 17. Thernabout
  • 18. Ten Bitter Years
  • 19. John Carter of Mars
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

7 komentarzy

  1. Mystery

    Po „S8” i „MI: GP”, kolejny trafny i rzetelny tekst pracy Giacchino i kolejny raz nie wypada mi nic innego, jak tylko się zgodzić, no może we wrażeniometrze „Sab Than Pursues the Princess” dałbym jednak najwyższą notę, bo wraz z takimi utworami jak 12 czy 14, najbardziej się tu wyróżnia, zresztą już teraz track ten trafia do grona moich ulubionych utworów akcji tego kompozytora. Co do końcowej oceny, jako, że połówek tu nie ma, a za stylem Giacchino przepadam, Carter ma u mnie piąteczkę, a co tam 😉

    Odpowiedz
  2. Tomasz Goska

    Pozwól Myster, że zaniżę średnią, żeby wyglądała bardziej miarodajnie do treści tegoż albumu 😉

    Odpowiedz
  3. ZuZu

    A to ja też se zaniżę

    Odpowiedz
  4. Mystery

    Żebyś tylko tak zaniżał dla Prajmów i innych Journey’ów ;p

    Odpowiedz
  5. Tomek Goska

    Wybacz. Oddycham czystą i nieskrępowaną przygodą przez co moje życie jest wolne od Tajlerohejterstwa 😉

    Odpowiedz
  6. Denis

    Ja tez uwazam ze to przecietniak.

    Odpowiedz
  7. Wawrzyniec

    A mnie się ta muzyka podoba. Co prawda oczekiwałem może nie wiadomo jak wspaniałej ścieżki, ale i tak jestem zadowolony z muzyki jaką Giacchino stworzył. Dobry, przygodowy soundtrack, dobrze spisujący się w obrazie. Czwórka jak najbardziej się należy.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...