Są filmy, o których nie mówi się sequel lub prequel. Takie obrazy są po prostu na tyle dobre, że nawet bez etykietki po wcześniejszych projektach odniosłyby sukces. Z pewnością cała trylogia przygód Indiany Jonesa nie zasługuje na taki epitet. I nawet "Indiana Jones i Świątynia Zagłady", która jest uznawana za nieco odstający jakością od reszty filmów z sagi nie zeszła z nadzwyczaj wysokiego poziomu. Może dać wiele radości i dobrą rozrywkę, szczególnie, gdy ma się sentyment do kina przygodowego.
Muzyka podobnie, jak we wszystkich częściach była niezwykle przyjemna i oryginalna. Williams nie potraktował ścieżek dźwiękowych jak swoje klony, które należy jedynie na nowo zaaranżować i dokleić do nich nową okładkę. Próbował podejść do nich jak do kompletnych nowości. Nie ma dużych odwołań do wcześniejszych części, są raczej smaczki, które utrzymują muzyczną ciągłość sagi. Wszystko jak zwykle u tego kompozytora zostało ubrane we wspaniale prezentującą się orkiestrę.
Druga część trylogii jest bardzo różnorodna tematycznie. Przekonujemy się o tym przez całą długość krążka. Skoczne melodie nie ustępują lekkością bardziej lirycznym utworom wśród których przewodzi motyw miłosny "Świątyni Zagłady". Możemy się nim delektować dzięki instrumentom dętym drewnianym i smyczkom. Jednak w jego aranżacji znalazło się również miejsce dla puzonu, tuby i harfy dźwięczących w tle. Temat delikatnie uzupełnia film uwypuklając chwile, gdy akcja nie gna do przodu, a widz skupia się na konfrontacji dwóch niezwykle mocnych charakterów. Podobne zaplecze techniczne występuje w jednym z najciekawszych utworów płyty "Slave Children's Crusade". Mocno zaznaczona perkusja i uderzenia w wielorakie przedmioty wykonane z metalu, są odwołaniem do niewolniczej pracy dzieci w kopalni, które posługują się kilofami. Nie oznacza to jednak, że kompozycja jest smutna. Wręcz przeciwnie może dać wiele przyjemności. Uwagę może przykuć chwilowa zmiana tematu. Przez moment możemy uraczyć uszy trzecim z najbardziej wyróżniających się motywów płyty, a rozwijającym skrzydła w "Short Round's Theme". Ta właśnie melodia z wszystkich zawartych na płycie jest najbardziej skoczna, co wcale nie oznacza, że pozostałe nie proszą się o nucenie pod nosem.
Słuchacza może zaciekawić nie tylko wspaniałe podłoże tematyczne. To właśnie ten soundtrack jako jedyny z trylogii zawiera piosenkę. Utwór otwierający jest śpiewany przez Kate Capshaw. Najbardziej tajemniczym i mistycznym utworem soundtracku jest bez wątpienia "Temple of Doom", który miejscami jest niezwykle ciekawy, ale niestety bardzo nierówny. Wciągające chóry mieszają się z odgłosami imitującymi grzechotnika, a nawet z czymś na kształt "wokalu" kota obdzieranego ze skóry. Niestety tylko jeden taki utwór to złamało, by móc walczyć z resztą płyt z serii w kategorii najbardziej mistyczna ścieżka dźwiękowa.
Williams po raz kolejny doskonale dopasował swoje dzieło do obrazu. Doskonale podkreśla akcję, a nawet spokojniejsze chwile filmu. Czasem nawet muzyka wybija się ponad obraz, a w najlepszym kinie przygodowym to nie lada sztuka. Kompozytor w bardzo umiarkowanym stopniu korzysta z oryginalnej muzyki Indyjskiej. Najwyraźniej chciał tym zachować genialny klimat pierwszego filmu o Indianie Jonesie i jedynie go lekko przyprawić. Wyszło mu to wyśmienicie, a na dodatek nie otarł się o plagiat. Oczywiście w filmie specyficzne dźwięki z kraju rzeki Ganges są dobrze zaznaczone, jednak ich mała ilość sprawia, że na płycie już się tak nie odznaczają.
Największą wadą tej płyty jest wydanie. Jak można tak wciągającą muzykę ograniczyć do czterdziestu minut? Chyba każdy zna całe mnóstwo innych soundtracków, dla których taki czas trwania jest o wiele odpowiedniejszy, a jednak ciągną się godzinami. Na szczęście istnieją również inne wydania muzyki z "Świątyni Zagłady". Dwadzieścia dwa i dwadzieścia dziewięć utworów pod postacią bootlegów, znacznie zwiększają czas jaki możemy poświęcić na niekwestionowaną rozrywkę z wspaniałą ścieżką dźwiękową Johna Williamsa. Lekko zirytować mogą również podobieństwa do trylogii "Gwiezdnych Wojen". Przykładowo "Fast Streets of Shanghai", przez kilka sekund bardzo mocno kojarzy się z muzyką akcji "Nowej Nadzieji" i "Imperium Kontratakuje".
Muzyka "Świątyni Zagłady" lekko odbiega od reszty dzieł z serii. Nie jest to spowodowane jej niską jakością. Po prostu pozostałe soundtracki stoją na niewiarygodnie wysokim poziomie. W końcu ta ścieżka dźwiękowa posiada wiele przebłysków Williamsowskiego geniuszu, a kilka utworów naprawdę warto zapamiętać. Klasyczne dźwięki orkiestry i doskonała współpraca z filmem tylko utwierdzają w przekonaniu, że warto zapoznać się z tą płytą. Na tym, iż moja ocena nie jest maksymalna zaważyło najbardziej wydanie tego, soundtracku i niewielkie podobieństwa do wcześniejszych prac kompozytora, niemniej jednak ścieżkę dźwiękową można z czystym sercem polecić. W jednym zdaniu: Naprawdę dobra płyta Williamsa.
P.S. Wydanie Concord Records zawiera 11, nie publikowanych wcześniej ścieżek więcej – jest ono także częścią boxu, zawierającego rozszerzone ścieżki dźwiękowe do wszystkich czterech filmów. Swego czasu BBC Records wydało również LP zatytułowane "The Story Of Indiana Jones And The Temple Of Doom" z dialogami, muzyką i zdjęciami z filmu.
0 komentarzy