House of Cards
Kompozytor: Jeff Beal
Rok produkcji: 2013
Wytwórnia: Varèse Sarabande
Czas trwania: 97:06 min.

Ocena redakcji:

 

Klasyczny już „Dom z kart” – brytyjski miniserial o czarująco bezwzględnym polityku partii konserwatywnej – ozdabiała kompozycja Jima Parkera. Jej ton nadawał świetny temat główny. Napisom początkowym i końcowym towarzyszył szykowny, ale i zaskakująco beztroski marsz. Łącząc dostojność z figlarnością, wpisywał historię w ironiczny nawias, bo przecież to, co działo się na ekranie, nie było ani dostojne, ani figlarne. Amerykański „House of Cards” wydaje się natomiast znacznie bardziej przywiązany do antycznej zasady decorum i nie pozwala sobie na tego rodzaju zabawy. Przejawia się to wyraźnie w ścieżce dźwiękowej Jeffa Beala.

 

Zaproponowany przez niego temat główny jest zgoła odmienny. Na początku wydaje się grą ze stylem charakterystycznym dla amerykańskich patriotycznych laurek. Długie frazy samotnej trąbki mają właśnie tego rodzaju zabarwienie. Towarzyszy im skradający się elektroniczny akompaniament i krótkie wejścia fortepianu, przywołujące trochę na myśl „Z Archiwum X”. Wreszcie pojawia się jednak właściwa melodia – powolna, stonowana, a jednak chwytliwa. Pod koniec wzbogacona bardziej agresywnymi frazami smyczków i gitary elektrycznej zmierza ku przyjemnie chaotycznemu finałowi. W pewnym stopniu Beal podążył śladami poprzednika. W jego temacie jest dostojeństwo. Krótkie wejścia jaśniejszych brzmień fortepianu i smyczków dodają nieco lekkości. Nastrój całości jednak nie ma w sobie nic figlarnego. Królują tu powaga i tajemnica.

 

Tak też wygląda cała ścieżka dźwiękowa. Jest śmiertelnie wręcz poważna. Kompozytor pozostaje wśród tych samych instrumentów – fortepianu, smyczków, rzadziej dęciaków. Często, acz w nienarzucający się sposób, korzysta z elektroniki. Za ich pomocą konsekwentnie buduje jednolitą atmosferę, niezbyt może efektowną, ale sugestywną. Rytmiczny podkład dobrze oddaje nerwowość i podskórną energię zakulisowych intryg. Impetu dodają pospieszne smyczki i sporadyczne werble. Emocje są jednak schowane. Muzyka stanowi zwarty blok, pozbawiony ekstatycznych wybuchów. Dobrze ilustruje to charakter, z natury bardziej emocjonalnych, tematów lirycznych. Rozpisane na fortepian są mdławe i banalne. Nie wyróżniają się na tyle, by rozbić skupioną naturę tej kompozycji.

 

Konsekwentna jednolitość charakteru ilustracji może być wadą. W tej muzyce po prostu niewiele się dzieje. Przy bardzo obfitej prezentacji albumowej (ponad półtorej godziny), trudno utrzymać uwagę. Beal uparcie korzysta z tych samych rozwiązań, konstruuje bliźniaczo podobne utwory, nie wprowadza interesujących tematów. Szczytem jego możliwości pozostaje motyw główny, z którego korzysta rzadko, ale jego poszczególne elementy sprytnie wplata w różne miejsca. Blisko tego poziomu udaje mu się znaleźć tylko raz. W „I’ve Known Everything” wprowadza fantastyczną melodię – melancholijną, niewinną, a zarazem przewrotnie ponurą. Być może jest ona najlepszą rzeczą, jaką Beal napisał na potrzeby serialu. Szkoda tylko, że nie została nieco ciekawiej, może bardziej efektownie, zaprezentowana.

 

Kompletnym nieporozumieniem należy określić zaprezentowanie „House of Cards” na dwóch płytach. W zupełności wystarczyłaby jedna i to niezbyt długa. Zwłaszcza, że na drugim krążku zwracają uwagę przede wszystkim aranżacje głównego motywu, szczególnie wsparty kobiecym chórem finał „Flowers for Claire”. Ale bardziej zdecydowany montaż nie wprowadziłby gruntownej, jakościowej zmiany. Kompozycja Beala nie jest w stanie wypaść znacząco lepiej. Na pewno jednak przystępniejsza prezentacja pomogłaby w odbiorze i skusiła większą liczbę melomanów, niekoniecznie zasłuchanych w muzyce filmowej.

 

„House of Cards” jest bowiem pozycją wartą życzliwej uwagi. Dobrze (choć daleko od rewelacji) radzi sobie w serialu, a samodzielnie silnie przywołuje go w pamięci. Dzieje się tak z powodu idealnego wkomponowania się w jego klimat. Beal niewiele daje od siebie, ale umiejętnie chłonie atmosferę tej produkcji. Dzięki temu udało mu się stworzyć dzieło bardzo charakterystyczne. Nie jakoś szczególnie oryginalne, ale jako całość wyraziste, którego nie sposób pomylić z żadnym innym. Nie zaprasza co prawda do gry z konwencją serialu, ale wzorcowo się w nią wpisuje, co można potraktować jako wystarczającą zaletę.

Autor recenzji: Jan Bliźniak
  • 1. House of Cards Main Title Theme
  • 2. One Bite at a Time
  • 3. I Know What I Have to Do
  • 4. Forward March
  • 5. Making History
  • 6. Zoe’s First Close-Up
  • 7. Peter and Christina
  • 8. Reverend Underwood’s Eulogy
  • 9. Someone We Own
  • 10. Melancholia
  • 11. Claire and Adam
  • 12. I’ve Known Everything
  • 13. Two Kinds of Pain
  • 14. Zoe Fired
  • 15. Coming Home
  • 16. Trapped
  • 17. Claire’s Fix
  • 18. Claire’s Dream
  • 19. Truth and Lies
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...