Golden Gate
Kompozytor: Elliot Goldenthal
Rok produkcji: 1993 / 1994
Wytwórnia: Varese Sarabande / Colosseum
Czas trwania: 34:46 min.

Ocena redakcji:

 

Celujący nieco w klimaty post-noir film Johna Maddena z 1994 r., z Mattem Dillonem i boską Joan Chen w rolach głównych został swego czasu równo zjechany przez krytyków, jak i widzów. I choć nie jest to ani przesadnie zły film (raczej średniaczek z ambicjami), ani też szczególnie znany (w tej chwili na IMDb widnieje 425 głosów, a na Filmwebie jedynie 28), to trzeba powiedzieć, iż niewiele w nim naprawdę jasnych punktów. Gdyby nie zjawiskowa uroda wspomnianej pani, solidna kreacja młodego Dillona oraz klimatyczne zdjęcia i muzyka, to twórca „Zakochanego Szekspira” zwyczajnie utonąłby w kliszach, nielogicznościach i momentach najzwyklejszego kiczu.

 

Choć film zupełnie poległ w kinach, to jednak wytwórni Varese udało się wypuścić skromny album z ilustracją Elliota Goldenthala – będącego w danej chwili świeżo po „Obcym 3” i „Demolition Man”. I trzeba przyznać, że te niespełna 35 minut zaskakuje, biorąc pod uwagę z kim mamy do czynienia. Choć kompozytor poszedł tu po linii najmniejszego oporu, stawiając na jazz i delikatny orient (część akcji dzieje się pośród społeczności chińskiej), to efekt finalny potrafi zauroczyć swą prostotą i specyficzną aurą, jaka niewątpliwie odeń bije. Nie ma tu orkiestrowych wybuchów, brak typowych, goldenthalowskich eksperymentów elektronicznych (acz pojawia się keyboard i bas), a ewentualne szaleństwo instrumentalne występuje tu sporadycznie (na dobrą sprawę za takie można uznać jedynie, zakręcone nie tylko z nazwy, „Bopathonix Hex”) i jest kontrolowane tak przez swego twórcę, jak i gatunek, na którym ten je oparł – a tenże pozwala wszak na wielką swobodę improwizacji.

 

goldenthal-5047178-1590001121Lwia część partytury jest więc ilustracją stylową, o dużym wyczuciu atmosfery – gęstej i mocno nasączonej tyleż romantyką, co erotyzmem. Wyzwala go głównie przodujący w muzyce saksofon solo, wspomagany bambusowym fletem oraz innymi wschodnimi dźwiękami, fortepianem, długimi pociągnięciami smyczków i okazjonalną perkusją. Cała orkiestra odzywa się z rzadka i fragmentami (jak choćby w połowie „The Woman Cries” – już znacznie charakterystyczniejszej dla Elliota), a w co bardziej dramatycznych momentach kompozytor stawia na – miejscami drażniący i wręcz nieprzyjemny, lecz mimo wszystko stonowany – suspens, który przypomina niekiedy industrialne „Heat”, a niekiedy „In Dreams” Neila Jordana. Na tym tle wybija się „Motel Street Meltdown”. Motyw ten, towarzyszący scenie psychicznego podłamania głównego bohatera, Goldenthal uzupełnił o własne… krzyki, które choć mocno przytłumione, rozbrzmiewające w tle (da się z nich wyróżnić m.in. frazę „What the hell!” czy słowo „communists”), to jednak dodają całości emocjonalnego kopa.

 

Jak więc słychać, mimo iż stylistycznie mocno odmienna to praca od wszystkich innych w dyskografii kompozytora, to jednak niepozbawiona jego unikalnego podejścia do muzyki i oryginalnego stylu. Szkoda jedynie, że mimo tak krótkiego czasu trwania, jak i niezaprzeczalnego klimatu (za który dorzucam do oceny końcowej jeszcze połóweczkę), wraz z kolejnymi minutami album traci nieco na atrakcyjności. Jest to wina tyleż nie do końca udanego doboru materiału (skandalicznie krótkie „Write It As Time” można sobie było darować), jak i sporej dawki underscore’u, który tu i ówdzie może nas zmęczyć, lekko nużyć albo też zwyczajnie wybić z rytmu.

 

Niemniej warto dać tej płycie szansę – szczególnie, że broni się ona mocno i bez filmu. Jej atutami jest zarówno posiadająca sporo uroku liryka, gęsta atmosfera, jak i bardzo odprężające brzmienie, dzięki któremu czas spędzony przy odsłuchu mija szybko i nawet satysfakcjonująco. I choć w głowie ta muzyka się raczej nie zapisuje, to jednak pozostawia po sobie specyficzny posmak, który niełatwo od razu zapomnieć. A i czas przy niej spędzony z pewnością trudno uznać za stracony.

 

P.S. W filmie możemy usłyszeć także piosenkę „Earth Angel” zespołu The Penguins i „Somebody to Love” Jefferson Airplane, a także utwory grupy Royal Crown Revue: „Mellow Soulfull”, „Park’s Place” i „Jumpin’ with the Crown”.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Golden Gate
  • 2. The Women Cries
  • 3. Between Bridge and Water
  • 4. Tender Deception
  • 5. Bopathonix Hex
  • 6. The Woman Warrior
  • 7. The Softest Heart
  • 8. The Moon Watches
  • 9. Whisper Dance
  • 10. Kwan Ying
  • 11. Motel Street Meltdown
  • 12. Judgement On Mason Street
  • 13. Write It As Time
  • 14. Between Bridge And Sky
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...