Game of Thrones – season 5
Kompozytor: Ramin Djawadi
Rok produkcji: 2015
Wytwórnia: WaterTower Music
Czas trwania: 58:38 min.

Ocena redakcji:

 

Kolejny zachód sezonowego słońca w Westeros okazał się faktem. Przez te dziesięć odcinków znowu sporo się działo – w tym najważniejsze: nadciągająca od wielu lat zima w końcu stała się czymś więcej, niż tylko pustym sloganem do straszenia dzieci. Czy w związku z tym coś zmieniło się także w muzycznej oprawie serii, jaka dotychczas głównie płoszyła okoliczne zwierzęta?

 

Poniekąd. Do satysfakcji szlachty wciąż pieruńsko daleko, niemniej cieszy fakt, iż gwiazdor tegorocznego Festiwalu Muzyki Filmowej w Grodzie Kraka, Ramin Djawadi, nie stoi w miejscu. Jego muzyka, acz dalej pełniąca rolę raczej niezbyt pamiętnego, a tym bardziej niespecjalnie wyrafinowanego tła, dostaje parę momentów chwały i potrafi je wykorzystać. Nie ma ich dużo – jak na blisko 10-godzinny spektakl znajdziemy ich na krążku wręcz śmiesznie mało – ale są i jakoś tam działają na plebejską wrażliwość, potrafią się wyróżnić, nie tylko na tle piątej odsłony cyklu.

 

djawadi-2198479-1590001377Co więcej, nareszcie pojawiają się nowe tematy, jakie być może dalekie są również od certyfikatu jakości królewskiej, lecz potrafią poszczególnym odcinkom dodać punkty do klimatu. Słowem, po blisko pięciu latach w końcu można napisać, że muzyka przysługuje się historii w stopniu przynajmniej minimalnym – nawet jeśli sama w sobie jest dalej nazbyt minimalistyczna. Tutaj doskonałym przykładem ilustracja pod wymowną scenę w świątyni Boga o Wielu Twarzach. „House of Black and White” to na dłuższą metę jedynie kolejny przykład nużącej bez kontekstu, syntetycznej tapety, ale posiada w sobie tą, jakże potrzebną w danej chwili, nutkę tajemnicy, która objawia się w ciekawym brzmieniu i aranżacji utworu – zdecydowanie jednym z bardziej intrygujących na albumie.

 

Na przeciwległym brzegu leży natomiast przepych – może nie tematyczny, bo wszystko dalej oscyluje głównie wokół motywu przewodniego i jego kolejnych wariacji, ale z pewnością inscenizacyjny. „Blood of the Dragon”, „Dance of Dragons”, część pierwsza „Hardhome”, „High Sparrow” i – zwłaszcza – znakomite „Son of the Harpy” z finału epizodu dziewiątego, dobitnie pokazują, że mamy do czynienia z emocjonującym widowiskiem fantasy. Djawadi korzysta w nich wszak ze standardowych rozwiązań, czyli bębny, potężne dęciaki oraz chóry, ale za ich pomocą wreszcie tworzy melodie zwyczajnie angażujące (tak na ekranie, jak i poza nim), a nawet potrafiące porwać. Zgrabnie w dwóch pierwszych tych utworach, które odnoszą się bezpośrednio do latających gadów, wybija się także przejmujący temat liryczny na wiolonczelę – jeden z niewielu przykładów autentycznie nadających charakteru tej serii.

 

Z drugiej strony nadal sporo w materiale bezpłciowości, jaką dodatkowo podkreśla olbrzymia jednolitość ilustracji, naznaczona w dodatku specyficzną ‘taniością’ kompozycji. Kiedy cichną bębny i gaśnie akcja, wtedy nie za bardzo jest na czym ucho zawiesić, bo i po prostu nic się nie dzieje. Dobitnie ukazuje to wieńczące krążek „Throne For the Game”. Mimo intrygującego tytułu jest to nic innego, jak tylko kompletnie wyprane z emocji i pozbawione charyzmy… mruczenie. Wyjątkowo zły pomysł, jak na ostatnie wrażenie wyniesione z całej ścieżki dźwiękowej – zresztą bez większego związku z serialem.

 

Szkoda również, że nadworny bard „Gry o Tron” nie stara się w najmniejszy sposób modyfikować także tego, co stanowi wizytówkę danej produkcji. Niby sprawdzonych wzorców nie powinno się zmieniać, niemniej temat główny aż prosi się o jakiś retusz lub podrasowanie techniczne od własnego twórcy, a nie jeno kolejne biedne remiksy wiejskich grajków, jakie co chwila ochoczo zaludniają przepastne łącza internetowe.

 

got5_trailer-6271219-1590001582 got_remix-3568766-1590001584

 

Tym samym hit HBO niejako utrzymuje muzyczną sinusoidę. Djawadi raz pali za sobą mosty, innym razem trafia do celu niczym najlepszy łucznik Siedmiu Królestw. Mimo wielu mankamentów, jakie dalej gnębią po nocach trzodę oraz miłośników dobrej filmówki, tej wiosny maestro zdołał przełamać efekt dźwiękowej nijakości i towarzyszącej mu obojętności publiki. Ze swego zadania wyszedł z tarczą, zasłużył na miskę dobrej strawy i przychylność Khaleesi (notabene której od początku poświęca najciekawsze pomysły – czyżby mięta do Matki Smoków?). Jak będzie dalej, czas pokaże. Po raz pierwszy jednak nóż nie otwiera się sam w kieszeni na tą myśl. A i psy też wydają się jakieś spokojniejsze…

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Main Titles
  • 2. Blood of the Dragon
  • 3. House of Black and White
  • 4. Jaws of the Viper
  • 5. Hardhome, Pt. 1
  • 6. Hardhome, Pt. 2
  • 7. Mother’s Mercy
  • 8. Kill the Boy
  • 9. Dance of Dragons
  • 10. Kneel for No Man
  • 11. High Sparrow
  • 12. Before the Old Goods
  • 13. Atonement
  • 14. I Dreamt I Was Old
  • 15. The Wars to Come
  • 16. Forgive Me
  • 17. Son of the Harpy
  • 18. Throne for the Game – feat. Bradley Hanan Carter
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. J.B.

    Po raz pierwszy przesłuchałem całą ścieżkę dźwiękową do sezonu GoT. Myślałem, że będzie gorzej. Do „High Sparrow” nawet z przyjemnością parę razy wracałem.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...