Ford v Ferrari – score
Kompozytor: Marco Beltrami & Buck Sanders
Rok produkcji: 2019
Wytwórnia: Fox Music
Czas trwania: 39:28 min.

Ocena redakcji:

 

To dziwne, że nie powstało zbyt wiele filmów o sportach motoryzacyjnych. Ten sport dla kina wydaje się być idealny, pełen dynamiki oraz emocji. Lukę tą postanowił wypełnić James Mangold swoim hollywoodzkim (w dobrym znaczeniu tego słowa) filmem „Ford v Ferrari”. Jak wskazuje tytuł, opowiada on o konfrontacji między dwoma firmami motoryzacyjnymi na torze francuskiego Le Mans w 1966 roku. Ford nie miał wtedy swojej wyścigowej fury i dlatego zatrudnia konstruktora Carrolla Shelby’ego oraz kierowcę Kena Milesa.

 

beltrami-3435532-1590001091Ku mojemu zaskoczeniu film Mangolda okazał się dla mnie jedną z największych niespodzianek roku 2019. Historia skupia się na przyjaźni amerykańskiego konstruktora z brytyjskim rajdowcem i ich starciu z biurokratycznymi działaniami Forda. Jest świetnie zagrana (nie tylko przez duet Matt Damon/Christian Bale), wiernie odtwarza klimat lat 60. i  ma bardzo dobrze zrobione sceny wyścigów z czasów, kiedy na torze łatwo było o śmierć. Wciąga to jak odkurzacz śmieci. A jak sobie na tym polu radzi muzyka?

 

Wydano dwa osobne albumy do tego filmu – płytę z piosenkami (o niej w innej recenzji) oraz ilustrację napisaną przez Marco Beltramiego. Wybór maestro nie jest zaskakujący, bo kompozytor współpracuje z Jamesem Mangoldem od dłuższego czasu. Przy tym przedsięwzięciu pomógł mu Buck Sanders, pełniący zazwyczaj rolę orkiestratora w jego dziełach. W efekcie dostaliśmy bardzo przebojowy album, z bardzo małym zespołem na pokładzie, inspirowany muzyką lat 60., czyli jazzem i rockiem.

 

Pierwsze, co się rzuca w oczy to brak chronologii. Zazwyczaj jest to dla mnie minus, bo przez to mam w trakcie odsłuchu zaburzoną narrację muzyki względem ekranowych wydarzeń. Ale tutaj jest to zaleta, dzięki której muzyki na albumie słucha się świetnie. W samym filmie nuty pojawiają się głównie podczas scen rajdów oraz testowania pojazdów, niejako omijając więzi między bohaterami. Te zaczynają być ilustrowane w momentach, gdy panowie muszą walczyć z kłodami rzucanymi im przez ludzi Forda. Tutaj dominuje brzmienie gitarowo-perkusyjno-jazzowe, dodające całości pazura oraz adrenaliny. I, o dziwo, na ekranie nie zagłuszają tego odgłosy silników oraz pędzących aut.

 

sanders-7728194-1590001173Słychać to już w powoli nakręcającym się „Le Mans 66”, gdzie po niecałej minucie do głosu dochodzi perkusja z bardzo zadziornymi i agresywnymi gitarami. Żeby było jeszcze ostrzej, dołączają do nich trąbki. I nawet jeśli pojawiają się momenty wyciszenia (niemal cały środek krążka), to jest to tylko chwila przed wskoczeniem na wyższy bieg. Perkusja podbija rytm, a rozciągnięte dęciaki brzmią niczym silnik na pełnych obrotach. W podobnym stylu są ilustrowane wszelkie rajdowe momenty, jak „Driving in the Rain” z agresywniejszymi wejściami perkusji i gitary połączonych z delikatnym fortepianem, rozpędzone „Night Driving” z niemal marszową perkusją od połowy, czy „Chasing Bandini” wplatające organy Hammonda oraz perkusyjną kanonadę na mecie.

 

Ale życie nie toczy się tylko na torze. Drugi zbiór utworów powiązany jest z najbliższymi współpracownikami Henry’ego Forda II. Tutaj zamiast gitary jest trąbka, niemal smooth jazzowe klawisze, fortepian, kontrabas i perkusja. Klimat może wydawać się troszkę senny („Henry Ford the Second”), ale potrafi zabrzmieć niczym Lalo Schifrin („Ferrari Factory” z fletem oraz ksylofonem). Pojawia się nawet odrobina melancholii (klawiszowe „Wide View” lub oparte na powolnej gitarze „Miles Is Not a Ford Man” oraz „7000 RPM”), która jest w stanie zainteresować. Szkoda tylko, że te utwory są takim trochę planktonem czasowym i aż się proszą o jakieś rozwinięcie.

 

Nie spodziewałem się zbyt wiele po muzyce do „Ford v Ferrari”. Jednak okazała się to jedna z najbardziej wyluzowanych prac ostatnich lat. Beltrami z Sandersem dostarczyli pełen adrenaliny i energii score. Choć poszczególne krótkie utwory mogą zniechęcić, to te 40 minut grania spełnia swoje założenie i zostaje w głowie – także poza filmem. Dawno nie słyszałem od tego kompozytora muzyki, która dawałby tyle frajdy. I choćby dlatego warto zaopatrzyć się w to dzieło.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • 1. Le Mans 66
  • 2. Wide View
  • 3. Driving in the Rain
  • 4. Henry Ford the Second
  • 5. Ferrari Factory
  • 6. Iacocca’s Idea
  • 7. Photos to Fiat
  • 8. 7000 RPM
  • 9. Willow Sprints
  • 10. Henry Ford’s Revenge
  • 11. Thirty Minutes
  • 12. Miles Is Not a Ford Man
  • 13. Walk the Track
  • 14. Chasing Bandini
  • 15. Night Driving
  • 16. Miles Did It
  • 17. The Request / The Car Is Yours / Perfect Lap
  • 18. Team Player
  • 19. Crescent Wrench (Edit)
  • 20. Le Mans 59
4
Sending
Ocena czytelników:
4 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...