Fluke
Kompozytor: Carlo Siliotto
Rok produkcji: 1995
Wytwórnia: Milan Records
Czas trwania: 56:09 min.

Ocena redakcji:

 

Jedno z wielu starych filmowych porzekadeł mówi, że jeżeli chcesz czymś ‘kupić’ publikę, to wprowadź do akcji dziecko albo psa. „Fluke” (czyli po prostu fuks) posiada oba te elementy, z przewagą tego bardziej owłosionego. To sprawia, że pomimo olbrzymiej naiwności i paru głupotek jest to słodka, ciepła historia, z łatwością wzruszająca widza – zwłaszcza małego. Duża w tym zasługa doskonale sprawdzających się w każdej sytuacji zwierzaków, ale i sprawnej otoczki audio-wizualnej, z której w pamięci najbardziej zapisuje się muzyka, autorstwa Carlo Siliotto.

 

siliotto-2928876-1590001370Włoski kompozytor jest nazwiskiem raczej mało popularnym w świecie filmu, mimo iż od czasu do czasu miewa udane romanse z kinem amerykańskim („The Punisher”). Jego angaż do psiej produkcji był jednak strzałem w dziesiątkę, którego skutkiem przepiękna, wielce melodyjna kompozycja, chyba jeszcze bardziej ujmująca od samego filmu, jakiemu z pewnością dodaje punktów do wrażenia ogólnego, częstokroć stając się, wraz z czworonogami, jego kluczową częścią. Maestro wziął sobie do serca zwłaszcza przygodowy aspekt filmu, wobec czego jego ilustracja zadziwia bogactwem dźwięków i tematów, którymi można by obdzielić kilka dzisiejszych, blockbusterowych ścieżek.

 

Niech Was więc nie zrazi posępny początek albumu, w postaci klimatycznego, lecz niespecjalnie atrakcyjnego action score’u i nastawionego na suspens underscore’u. Choć już w pierwszych sekundach „The Puppies / The Dog Catcher / The Dog Pound” pojawia się barwny przedsmak reszty kompozycji, to całość nabiera rozpędu i kolorytu dopiero wraz z przepięknym „Born Again”, w którym w pełnej krasie rozbrzmiewa temat przewodni. To zdecydowany highlight zarówno płyty, jak i filmu, wobec którego nie da się przejść obojętnie. Na szczęście nie jest to jedyna siła muzyki Siliotto, choć ten jeszcze nie raz będzie do niego wracał w różnorakich aranżacjach.

 

Urzeka liryka – miejscami mocno ckliwa, lecz posiadająca niezaprzeczalny urok. Świetnie brzmią wszelkie motywy komiczne, nawet jeśli tu i ówdzie trzeba przymknąć ucho na zbyt wyraźny mickey-mousing. Sprawdza się action score, także i w tych mniej przyjemnych, odnoszących się wprost do psich cierpień fragmentach, po których jednak niemal zawsze uderza w nas optymistyczna fanfara. Za serce bez problemu chwytają utwory o romantycznym, tudzież nostalgicznym posmaku, a uzupełniająca go, okazjonalna melancholijność wprowadza odpowiednią nutę niepokoju i współtworzy niepowtarzalny nastrój tej pracy. Pracy, w której porywa niemal każdy, nawet najskromniejszy element – począwszy od eterycznych, kobiecych wokaliz, poprzez flety i elementy perkusyjne, a na właściwie nieprzerwanie obecnej sekcji smyczkowej kończąc.

 

fluke_comet-9760907-1590001374Żeby nie było – to nie jest ścieżka idealna, choć w filmie sprawdza się bez większych zarzutów. Niespełna godzinny album może jednak zmęczyć zbyt dużą dawką lukru i cukierkowatości, jakie wylewają się praktycznie z każdego utworu, czy też paroma wyraźnie słabszymi, czysto ilustracyjnymi momentami, pozbawionymi zarówno rytmu, jak i beztroski pozostałej części pracy. W dodatku jest to muzyka bardzo prosta, niespecjalnie oryginalna i częstokroć epatująca tanim sentymentalizmem.

 

Ciężko mi jednak czynić z tego nie tylko poważny, co jakikolwiek zarzut, gdyż kompozycja Siliotto, oprócz niesamowitej dawki pozytywnej energii i czarującego klimatu, posiada coś niezwykle istotnego, dla każdej tego typu ilustracji – duszę. Ten właśnie element sprawia, że choć całość daleka jest od wielkiego arcydzieła, to trudno spojrzeć na nią krytycznym okiem i z czystym sumieniem powiedzieć, że się nie podoba. I tym bardziej niełatwo wyrzucić ją z pamięci, jak i z serca. A takie wrażenia są nie do przecenienia. Przypuszczalnie więc dlatego, już od lat jest to pozycja piekielnie trudno dostępna i równie droga. Jeśli więc natraficie nań w jakiejś ciemnej, płytowej alejce, to przygarnijcie bez obaw. Radości będzie co nie miara…

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Night Chase / Tunnel of the Afterlife
  • 2. The Puppies / The Dog Catcher / The Dog Pound
  • 3. Born Again
  • 4. Bella and the Fireflies
  • 5. The Nutshells Game / Rumbo
  • 6. It's a Wonderful Life / Rule Number One
  • 7. Junk Yard Dogs / The Phone Call
  • 8. The Lab
  • 9. Rumbo Goes On
  • 10. The Journey to Hopewell
  • 11. The School / Carol and Brian!
  • 12. Being Home
  • 13. Memories of Another Life
  • 14. The Nightmare Becomes True
  • 15. The Office
  • 16. Death of Tom / Fluke and Jeff
  • 17. Running in the Snow / Carol Goes to Brian
  • 18. Forever / The Squirrel
  • 19. We Are All The Same / It's A Wonderful Life (end credits)
5
Sending
Ocena czytelników:
5 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...