Field of Dreams
Kompozytor: James Horner
Rok produkcji: 1989
Wytwórnia: BMG / RCA Records / Novus
Czas trwania: 50:29 min.

Ocena redakcji:

 

„Jeśli to zbudujesz, on wróci.”

 

Te słowa mocno zmieniły życie Raya Kinselli, zwykłego farmera. Pod wpływem tego głosu, mężczyzna na swoim polu buduje boisko do gry w baseball. Wtedy na boisku pojawia się postać „Bosonogiego” Joe Jacksona, skazanego na dożywotni zakaz gry. Jednak głos znów się pojawia i Ray próbuje rozwiązać tajemnicę. Tak można streścić fabułę filmu Phila Aldena Robinsona z 1989 roku. Więcej nie zdradzę – napiszę tylko, że to przykład bardzo dobrego kina, w którym pokazana jest miłość do baseballu, a jednocześnie to poruszająca historia obyczajowa. Ja jednak skupię się na warstwie muzycznej, którą wyróżniono nominacją do Oscara.

 

Jej autorem jest James Horner – kompozytor o dość niejednoznacznej reputacji. Jego ilustracja jest dość spokojna i na albumie zawiera się w 13 utworach, których dźwięki niestety spłynęły po mnie jak po kaczce. To, że całość składa się z 5-minutowych i dłuższych suit nie jest żadnym zaskoczeniem. Problem w tym, że żadna z nich nie zapada specjalnie w pamięć – jednym uchem się słucha, a drugim wypada.

 

horner-6924533-1590000933Kameralność kompozycji pasuje do dramatu i tego, co się dzieje na ekranie. Muzyka jest mocno przyprawiona syntezatorami, ale nie brak też tradycyjnych instrumentów, jak fortepian (symbol prostego życia farmera), co słychać już w otwierającym album „The Cornfield”, gdzie po elektronicznych smyczkach i smutnej trąbce, delikatny fortepian wpada w rytm walca, a pod koniec znów pojawiają się klawisze z dzwonkami. Zdarzają się jednak bardziej interesujące dźwięki, jak gitara elektryczna i perkusja w połowie „Deciding to Build the Field”, akustyczna gitara w melodii tytułowej, często pojawiające się bębny („Shoeless Joe” z różnego rodzaju perkusjonaliami i basem) czy uwielbiany przez Hornera flet shakuhachi w pięknym „The Library” i mroczniejszym „Doc's Memories” (acz po pewnym czasie także i on jawi się zbyt monotonnie). Pewnym wyjątkiem jest także jazzowe „Old Ball Players”, klimatami zahaczające o lata 30. Zbyt często powtarzający się temat na fortepian zaczyna jednak mocno nużyć, głównie w finalnym, ponad 9-minutowym „The Place Where Dreams Come True”, który jest strasznie monotonny.

 

Horner od zawsze chciał udowodnić, że jest wszechstronnym kompozytorem, który sprawdza się w każdym gatunku i konwencji – wychodziło mu różnie. W przypadku „Pola marzeń” jego muzyka spisuje się w filmie naprawdę dobrze, lecz poza nim jest trochę zbyt nijaka i za monotonna, by przykuć do siebie uwagę na dłużej. Trochę szkoda, gdyż można było z tego wycisnąć zdecydowanie więcej. A tak mamy do czynienia z zaledwie przyzwoitą, typowo rzemieślniczą robotą. Trójka.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • 1. The Cornfield
  • 2. Deciding to Build the Field
  • 3. Shoeless Joe
  • 4. The Timeless Street
  • 5. Old Ball Players
  • 6. The Drive Home
  • 7. Field of Dreams
  • 8. The Library
  • 9. “Moonlight” Graham
  • 10. Night Mists
  • 11. Doc's Memories
  • 12. The Place Where Dreams Come True
  • 13. End Credits
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...