Fantastic Mr. Fox
Kompozytor: Alexandre Desplat
Rok produkcji: 2009
Wytwórnia: Abkco
Czas trwania: 46:40

Ocena redakcji:

Pracowity pan Desplat w roku 2009 nie pozwolił nam narzekać na niedomiar swoich prac. Nominacja do Oscara nadeszła zasłużenie dla najbardziej pracowitego ze wszystkich kompozytorów. Pytanie w jego wypadku brzmiało więc raczej nie "czy", ale "za co" dostanie nominację. Amerykańscy Akademicy podobnie jak Brytyjczycy postawili na "Fantastycznego pana Lisa" – lalkową animacją Wesa Andersona i chociaż ani film, ani muzyka nie zagrozi najpewniej dominacji "Odlotu" i Michaelowi Giacchino, warto się przyjrzeć temu niezwykłemu daniu, jakie zaserwował słuchaczom Desplat.

 

Był  taki czas, kiedy mówiło się o wszechstronności francuskiego kompozytora. Dziś wymieniając jego zalety, rzadko się o tym wspomina, pewnie dlatego, że jego prace do filmów sensacyjnych lub epickich niespecjalnie się udają. Ciekawiło zatem jak Desplat poradzi sobie z ekscentryczną animacją na podstawie powieści Roalda Dahla. Przesłuchując ścieżkę dźwiękową poznamy tylko część odpowiedzi na to pytanie, a to dlatego, że producenci zdecydowali się na posunięcie, które zwykle doprowadza do irytacji miłośników muzyki filmowej – kompilację oryginalnej muzyki z piosenkami wykorzystanymi filmie. Zwykle nie przepadam za takim rozwiązaniem i mam zwyczaj opuszczania piosenek, tym razem muszę jednak powiedzieć, że z przyjemnością wysłuchałem wszystkiego, bo i jest czego słuchać.desplat-8233215-1590000999

 

Ścieżka ma urokliwy charakter nieco trącącego już myszką amerykańskiego folku, chociaż to nie jedyny trop, na jaki można się natknąć w trakcie słuchania. Piosenki sprzed lat doskonale komponują się z muzyką Desplata, w dużej mierze żywą, energiczną, wykorzystującą stosunkowo skromną orkiestrację niezbyt zresztą charakterystyczną dla tego kompozytora. Pojawia się więc banjo, mandolina, a nawet ludzkie gwizdanie, okraszone jest to w bardzo delikatny sposób klasycznym instrumentarium, z lubianymi przez Francuza cymbałami na czele. Zaskakujące jest przy tym jak dobrze Desplat czuje się w tych obcych zdawałoby się dla niego klimatach. Swobodnie balansuje między folkiem, muzyką rodem z westernów w stylu Morricone, pełnymi humoru marszami. Jedynie w "Kristofferson’s Theme" wyraźnie słychać, że mamy do czynienia z pracą tego właśnie kompozytora, stosuje tam bowiem żywą rytmikę znaną chociażby z "Kr ólowej". I chociaż miejscami nasuwają się skojarzenia z kompozycjami Juliana Notta dla animacji Studia Aardman, nie ma to większego znaczenia, utwory Desplata są świeże, lekkie i dowcipne. Niemal słychać, jak Francuz dobrze się bawił, pisząc tę muzykę.

 

Intrygujące na ścieżce są też nawiązania do muzyki z animacji Disneyowskich. Nie mam tu tylko na myśli jedynie pojawienia się w całości oscarowej piosenki "Love" z filmu "Robin Hood" (zresztą jest to wyraźne mrugniecie okiem do słuchaczy, Disneyowski Robin był przecież lisem), czy wykorzystania jej linii melodycznej w "Whack-Bat Majorette". Codzi o zaskakujące brzmienie znakomitej piosenki pojawiającej się po raz pierwszy w "Great Harrowsford Square",  wielu będzie się ona pewnie kojarzyła z Elfmanem, mnie przywołała "Pink Elephants on Parade" z "Dumbo" i "Heffalumps and Woozles" z "Kubusia Puchatka".

 

Ciekawe, że do folkowej bazy, w skład której wchodzą oryginalne kompozycje i większość piosenek, zgrabnie wpleciono także tak odmienne utwory jak "Un petite Ile" Georgesa Delerue, "Night and Day" Arta Tatuma, czy wreszcie piosenki The Beach Boys, a nawet The Rolling Stones (ta ostatnia zresztą brzmi w kontekście płyty nieco za ostro). Chylę czoła producentom, którzy niezwykle zgrabnie dobrali utwory i wymieszali je tak, by całości słuchało się z przyjemnością. Co ważne muzyka Desplata stanowi integralną część tej mieszanki doskonale ją spajającą.

 

Oczywiście na ile muzyka francuskiego kompozytora nadaje charakter filmowi bez dodatkowych piosenek, jest kwestią dyskusyjną. Anderson wcześniej dobrał piosenki i to one stanowią o sile i wymowie wielu scen, ale abstrahując od tego problemu, pan Desplat wykonał dobrą robotę, jedną z lepszych w tym roku, udowadniając zarazem, że jeszcze potrafi słuchaczy zaskoczyć. Producenci zaś ładnie skleili jego pracę z masą innych utworów i zaprezentowali słuchaczom mieszankę bogatą, treściwą, pełną energii i zapewniającą dobry nastrój przez cały dzień.

Autor recenzji: Jan Bliźniak
  • 1. American Empirical Pictures
  • 2. The Ballad of Davy Crockett – The Wellingtons
  • 3. Mr. Fox in the Fields
  • 4. Heroes and Villains – The Beach Boys
  • 5. Fooba Wooba John – Burl Ives
  • 6. Boggis, Bunce and Bean
  • 7. Jimmy Squirrel and Co.
  • 8. Love – Nancy Adams
  • 9. Buckeye Jim – Burl Ives
  • 10. High-Speed French Train
  • 11. Whack-Bat Majorette
  • 12. The Grey Goose – Burl Ives
  • 13. Bean’s Secret Cider Cellar
  • 14. Une Petite Ile – Georges Delerue
  • 15. Street Fighting Man – The Rolling Stones
  • 16. Fantastic Mr. Fox, Petey’s Song – Jarvis Cocker
  • 17. Night and Day – Art Tatum
  • 18. Kristofferson’s Theme
  • 19. Just Another Dead Rat in a Garbage Pail (Behind a Chinese Restaurant)
  • 20. Le Grand Choral – Georges Delerue
  • 21. Great Harrowsford Square
  • 22. Stunt Expo 2004
  • 23. Canis Lupus
  • 24. Ol’ Man River – The Beach Boys
  • 25. Let Her Dance – The Bobby Fuller Four
4
Sending
Ocena czytelników:
4 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...