Expendables 3, The
Kompozytor: Brian Tyler
Rok produkcji: 2014
Wytwórnia: Silva Screen
Czas trwania: 60:10 min.

Ocena redakcji:

 

More!” – jak to swego czasu dopraszał się agent Smith w jednym z sequeli „Matrixa”, podczas, gdy Stansfield z „Leona zawodowcy” bez pardonu krzyczał: „EVERYONE!”. Stallone do kolejnej odsłony przygód „Niezniszczalnych” nie zdołał co prawda pozyskać everyone, ale z całą pewnością wszystkiego w tym filmie jest more – zwiększyła się zarówno lista nazwisk na plakacie, jak i liczba wybuchów oraz padających na wznak przeciwników. Co ciekawe, dzięki udziałowi młodych gniewnych, obniżyła się natomiast średnia wieku obsady, a twórcy porzucili także trochę suchych żartów, dzięki którym tak ciężko oglądało się miejscami część drugą. Trójka jest więc kinem nieco atrakcyjniejszym i przyjemniejszym w odbiorze – choć, rzecz jasna, niepozbawionym wpadek oraz głupot.

 

To wszystko uświadczymy również w muzyce Briana Tylera – kompozytora, który zagarnia dla siebie coraz więcej hollywoodzkich blockbusterów i franczyz, choć to właśnie „The Expendables” stali się dla niego w pełni autonomiczną serią, w jakiej uczestniczy od samego początku. I to słychać, bo choć nie ma mowy o jakimś wielkim przeobrażeniu, tudzież postępie na tle dwóch wcześniejszych odsłon, to jednak pod wieloma względami trzecia część wydaje się być najciekawsza i najlepiej dopracowana.

 

tyler-8750509-1590001312Bardzo dobrze obrazuje to już początek albumu – drapieżne „The Drop” i zdecydowanie bardziej liryczne „Lament”. W obu tych ścieżkach mamy do czynienia z dużą ilością zabawy muzyką. Kompozytor eksperymentuje z brzmieniem, bawi się rytmem oraz wprowadza także świetny, choć niestety trochę olany w dalszej części płyty, wątek latynoamerykański, z bardzo przyjemną gitarą na pierwszym planie. To bez wątpienia jedne z highlightów krążka. Szkoda jedynie, że podobne zróżnicowanie materiału – wcześniej przecież praktycznie w ogóle nieobecne! – zostaje mocno zmarginalizowane w przekroju całości. Inne zabiegi tego typu usłyszymy bowiem jeszcze tylko w romantycznym „The Art of War” i komicznym „Galgo's Grand Enterance” – oba są jednak śmiesznie krótkie i sprawiają wrażenie wyjętych z innej bajki, kompletnie nie przystając do reszty agresywnej ilustracji.

 

A ta, jak można się spodziewać, mocarną akcją stoi. I to taką, którą znamy już z poprzednich albumów nie tylko pod postacią tematu przewodniego, bowiem Tyler niewiele zmienił na tym polu, a nawet i część zwyczajnie przepisał. Owszem, w niektórych momentach – jak początek „Right on Time”, „Stonebanks Lives” czy „Too Much Faith” – maestro wprowadza trochę instrumentalno-tematycznych nowinek do repertuaru, co skutkuje kilkoma charyzmatycznymi, pełnymi pompy nutami, od jakich aż bije adrenaliną. Gorzej, że reszta action score’u (wliczając w to kolejny jasny punkt w postaci „Infiltrating the Block”) prezentuje już typową dla serii sztampę i niejaką toporność. Mimo to, Tyler bez większych problemów potrafi zdobyć uwagę, a często także i adorację lubującego się w takich klimatach słuchacza.

 

Inna sprawa, że, poza wspomnianymi już fragmentami, muzyka dość szybko potrafi zmęczyć bez kontekstu i zlać się w jedną, dużą ścianę dźwięku. Chociaż godzina materiału wydaje się w perspektywie dwugodzinnego seansu optymalnym czasem, to mnogość nijakiego i/lub niezauważalnego underscore’u – jaki w dodatku w samym filmie często ginie pośród kolejnych wystrzałów z broni każdego kalibru – robi swoje, a im bliżej końca tej rozbuchanej przejażdżki, tym gorsze wrażenia z uczestnictwa w niej, tym mniejsze emocje z jej podjęcia.

 

Nie ulega wątpliwości, iż ostatnio Tyler bardzo szybko rozwija się twórczo – w czym z pewnością pomaga mu mnogość różnorakich projektów. „Niezniszczalni” się jednak do nich nie zaliczają – tutaj kompozytor spokojnie maszeruje utartą drogą, co jakiś czas jedynie umacniając ją solidniejszym miksem, bądź ciekawszym wykończeniem poszczególnych jej elementów. Ale takie podejście się sprawdza. Przeładowana gwiazdami seria otrzymała wszak własny muzyczny język, który nawet jeśli czerpie siły z głównych trendów gatunku oraz innych prac Tylera, to bez problemu dotrzymuje kroku napiętym, pełnym testosteronu muskułom Stallone’a i s-ki. W dodatku kompozytor zdołał utrzymać równy, w miarę solidny poziom. A skoro tak, to czego chcieć więcej?

 

P.S. Na drugim i trzecim planie pojawia się w filmie także sporo utworów źródłowych, których pełen spis znajduje się TUTAJ.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. The Drop
  • 2. Lament
  • 3. Right on Time
  • 4. The Art of War
  • 5. Stonebanks Lives
  • 6. Too Much Faith
  • 7. Late for War
  • 8. Descent into War
  • 9. Bring You Luck
  • 10. Infiltrating the Block
  • 11. Threat Doubled
  • 12. Galgo's Grand Entrance
  • 13. Look Alive
  • 14. Package Secured
  • 15. We Were Brothers
  • 16. The Last Window
  • 17. Valet Parking Done Right
  • 18. Moral Chess Game
  • 19. Armored Freaking Transport
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...