Ed Wood
Kompozytor: Howard Shore
Rok produkcji: 1994
Wytwórnia: Hollywood Records
Czas trwania: 43:08 min.

Ocena redakcji:

Tim Burton bez Danny’ego Elfmana?! Z pewnością wielu miłośników muzyki filmowej przecierało oczy ze zdumienia, spoglądając na listę płac filmu "Ed Wood". Burton-Elfman to jeden z najbardziej trwałych duetów reżyser-kompozytor we współczesnym kinie. Jednak żaden związek nie może być nieprzerwany. Tak więc i tym panom zdarzyła się przerwa i to nie Elfmanowi było dane pracować nad muzyczną warstwą biografii człowieka nazywanego najgorszym reżyserem wszechczasów.

 

Patrząc na wątpliwej jakości wyczyny niektórych dzisiaj z zapałem kręcących filmy twórców, warto się zastanowić nad słusznością ciągłego tytułowania w ten sposób akurat Wooda. Prawdopodobnie jednak żaden ze współczesnych postrachów krytyków nigdy nie doczeka się filmowej biografii. W oczach Burtona Wood to bowiem nie tyle bardzo zły reżyser, ale pełen zapału człowiek zakochany w kinie. Opowiedzenie jego historii jest bardzo ciekawym wyzwaniem dla kompozytora muzyki filmowej. Ma ona w sobie bowiem wiele źródeł inspiracji. Pierwszym jest sam Ed Wood – połączenie ambicji, niewinności i pasji, drugim czas akcji – późne lata 50. schyłek Złotej Ery Hollywood, trzecim zaś świat filmów Wooda – kiczowatych horrorów.

 

shore-2044542-1590000988Połączenie tych trzech elementów przypadło w udziale Howardowi Shore’owi, wówczas już doświadczonemu kompozytorowi. Naiwnością więc byłoby sądzić, że będzie on naśladował styl Elfmana (co zabawne to Elfman w "Marsjanie atakują!" sięgnął po środki wykorzystane przez Shore’a). Jako filmowy kameleon, Kanadyjczyk idealnie dopasował się do języka filmów Burtona i znakomicie poradził sobie z wielością postawionych przed nim wyzwań.

 

Jest to jedna z najlżejszych jego prac; pełna humoru, wigoru i delikatnego liryzmu. Ze zrozumiałych powodów najciężej wypadają utwory odnoszące się do horrorów, ale i tu dominują humorystyczne elementy. Ich źródłem jest przede wszystkim zastosowanie thereminu udającego brzmienie piły. Tego rodzaju dźwięki kojarzą się jednoznacznie, aczkolwiek w żaden sposób nie straszą, a wzbudzają lekki uśmiech. Ich użycie już w pierwszym utworze dobrze nastraja słuchacza, sugerując mu z jakiego rodzaju muzyką będzie miał doczynienia. Włączające się w drugiej części utworu bongosy sugerują następny trop; rytmiczne, pełne energii utwory. Na płycie znajdziemy więc zarówno traktowaną z przymrużeniem oka grozę, jak i, co nieco zaskakujące, kubańskie rytmy.

 

Pierwszy z tych elementów objawia się w "Mr. Lugosi/Hypno Theme". Warta zapamiętania jest tylko pierwsza część utworu, narastające, krótkie, złowrogie dźwięki przechodzące niespodziewanie w pełną liryzmu melodię. Shore znakomicie podkreśla postać Lugosiego (wspaniale zagranego przez Martina Landaua), legendy filmów grozy z jednej strony, a smutnego starca z drugiej. Mniej lub bardziej ironicznie potraktowana groza powraca przez całą ścieżkę, najbardziej serio brzmi w końcówce "Sanitarium", zupełnie niepoważnie w "Bride of the Monster".

 

Rytmiczne motywy kubańskie są również stale obecne, wyróżnia się  "Kuba Mambo" przywołująca w pamięci podobne utwory z pierwszej części "Różowej pantery" Manciniego, najradośniej zaś wybrzmiewają w "’Grave Robbers’ Begins". Dodają one płycie pewnej konsekwencji, jednolitego zabarwienia, dzięki czemu stylistycznie odmienne fragmenty bezboleśnie współgrają ze sobą.

 

Oprócz jednoznacznie dowcipnych utworów, na ścieżce odnajdziemy też  niezwykle liryczne fragmenty potraktowane nadzwyczaj serio. Tutaj Shore nie pozwala sobie na żadne udziwnienia. Sięga po sprawdzone, klasyczne instrumentarium i buduje proste, urokliwe utwory. Najbardziej udany to "Ed and Kathy", krótka, ale szalenie ciepła melodia oddająca całą niewinność i szczerość uczuć głównego bohatera. Dodatkowym źródłem liryzmu jest wielokrotne wykorzystanie powszechnie znanego motywu z "Jeziora Łabędziego", geniusz tej muzycznej frazy dodaje utworom, w których się pojawia wiele szlachetności. Jako integralny element kompozycji zastosowany zostaje jednak tylko w "Elysium".

 

Czterokrotnie podczas słuchania płyty natykamy się na fragmenty monologów. Dwukrotnie są to wypowiedzi narratora, dwukrotnie Beli Lugosiego. Nie zakłócają one jednak odbioru. Narrator nawet pomaga lepiej wejść w charakter płyty, zaś "I Have No Home" właśnie dzięki tekstowi wypowiadanemu przez Landaua brzmi niezwykle przejmująco, a "Beware" przerażająco.

 

Nie wypada nie wspomnieć wreszcie o prawdziwym crême de la crême płyty czyli "Ed Takes Control". Jest to jeden z najlepszych utworów jakie wyszły spod ręki Shore’a; umiejętnie sterujący patosem, znakomicie wykorzystujący możliwości orkiestry, z subtelnymi smaczkami (organy w tle). To prawdziwy muzyczny hołd złożony nieposkromionej energii i zapałowi, czasem ważniejszym niż talent.

 

"Ed Wood" to jedna z ciekawszych prac w dorobku Howarda Shore’a; lekka, humorystyczna, a przy tym dość urozmaicona. Kanadyjczyk pełnymi garściami czerpie z kilku źródeł inspiracji, jakie otworzył przed nim Tim Burton. Subtelnie czerpie z dorobku kompozytorów Złotej Ery (szczególnie Lesa Baxtera), umiejętnie oddaje złożony charakter głównego bohatera, a filmowi dodaje ironii. Oczywiście nasuwa się pytanie, jak poradziłby sobie z tym materiałem Elfman. Najprawdopodobniej byłby to kolejny etap w budowaniu jego muzycznej ekscentryczności, śmiem wątpić czy kluczowy. Dla Shore’a zaś stanowiło to ciekawe wyzwanie i to wyzwanie, z którego wyszedł zwycięsko. Przyznam, że nieco żałuję, iż Burton już nigdy nie ponowił z nim współpracy. Nie wierzę bowiem, by był niezadowolony z efektu. 

Autor recenzji: Jan Bliźniak
  • 1. Main Titles
  • 2. Backlot
  • 3. Mr. Lugosi / Hypno Theme
  • 4. Beware
  • 5. Glen, Or Glenda?
  • 6. "Eddie, Help Me"
  • 7. Elmogambo
  • 8. Bride Of The Monster
  • 9. "I Have No Home"
  • 10. Kuba Mambo
  • 11. Nautch Dance
  • 12. Angora
  • 13. Sanitarium
  • 14. Ed And Kathy
  • 15. Elysium
  • 16. "Grave Robbers" Begins
  • 17. Lurk Him
  • 18. Ed Takes Control
  • 19. Eddie Takes A Bow
  • 20. "This Is The One"
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

3 komentarze

  1. DanielosVK

    Przerwa od Elfmana na pewno nie wyszła Burtonowi na złe, bowiem Ed Wood to znakomita, barwna ścieżka, przy czym intelgientna i chyba jedna z zabawniejszych Shore’a. 🙂

    Odpowiedz
  2. Mefisto

    Przyjemna, w miarę krótka, choć miejscami mocno 'pokraczna’ muzyka. Dialogi mogli sobie jednak darować – ostatecznie dla mnie naciągane 4.

    Odpowiedz
  3. Grin

    Rewelacyjny soundtrack, nie wiem czy nie najlepszy w dorobku Howarda Shore’a

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...