Daredevil – score
Kompozytor: Graeme Revell
Rok produkcji: 2003
Wytwórnia: Varese Sarabande
Czas trwania: 39:40 min.

Ocena redakcji:

 

Komiksy nie mają zbyt wiele szczęścia do ekranizacji kinowych, których od jakiegoś czasu wytwarza się całe krocie. Poza wyjątkami pokroju burtonowskiego i nolanowskiego "Batmana", pierwszych dwóch części "X-men", oscarowej "Drogi do zatracenia", czy też wizualnymi perełkami, jakimi są "300" i "Sin City" cała reszta ociera się mniej lub bardziej o kicz, a bardzo wiele produkcji znacznie przekracza tę granicę. Daredebi… ekhm "Daredevil" z Benem Affleckiem w roli tytułowej jest właśnie takim przykładem – to film zdecydowanie poniżej pewnego poziomu, jaki zwykły osiągać blockbustery oparte na kolorowych stronicach przygód superbohaterów i zwyczajnie zły film. A jedyne warte uwagi rzeczy w tym złym filmie, to wg mnie świetnie komiksowa kreacja Colina Farrella, jako Bullseye’a oraz muzyka Graeme Revella, która znacznie różni się od tego, do czego przyzwyczaiło nas Hollywood.

revell-6692840-1590000964Niestety, muzyka ta nie robi zbyt pozytywnego wrażenia na pierwszy rzut ucha. Opisywany krążek zaczyna się mdłym "Daredevil Theme", który jest bardzo ponury i daleko mu do fanfar dla herosa w kostiumie, a toporna elektronika brzmi w nim nieszczególnie. Z kolei drugi na płycie kawałek, jako żywo przypomina styl Thomasa Newmana i – co gorsza – wydaje się kopią nut do "K-PAX" Shearmura. Natomiast kolejny fragment – "Hell’s Kitchen" – tylko utwierdza nas w przekonaniu, że Revell wyraźnie podąża też drogą Michaela Kamena, który w "X-Men" postanowił połączyć elektronikę z klasyką i porzucił tematyczne bogactwo na rzecz dramatycznego underscore’u z eksperymentami. I o ile Kamenowi to się udało, tak Revell nie do końca sobie z tym poradził, a jego muzyka już w samym filmie brzmi średnio. Mamy więc nieciekawy temat przewodni i dwa plagiaty na początek – nienajlepszy bilans pierwszych dziesięciu minut. I choć nieco żywszy i ciekawszy "Matt Becomes Daredevil" potrafi zasiać w nas iskierkę nadziei, to już takie straszydła, jak "The Kingpin" i "Bullseye" grzebią płytę niemal zupełnie.

Warto jednak przeboleć te parę nieszczęsnych ścieżek w oczekiwaniu na cud. Tym cudem jest tu "Elektra" – ścieżka piękna, zmysłowa (opisuje nie tyle samą postać, co chyba najlepszą scenę w filmie: pocałunek w deszczu), porażająca swoją subtelnością (gitara, fortepian i chóry) i wyznaczająca wyraźną linię pomiędzy ‘dobrem’, a ‘złem’. Od tego momentu będzie nam się słuchać płyty zdecydowanie lepiej, muzyka stanie się wartościowsza i ciekawsza, a cały krążek nie okaże się, jak film, jedynie straconym czasem. I tak już w "Mistaken Identity" da się dostrzec wyraźny postęp względem pierwszej części krążka, a i nie będą tak przeszkadzały elektroniczne tąpnięcia, które składają się na całkiem interesującą odmianę action score. Podobny powiew świeżości w muzyce akcji stanowi dynamiczne "Blind Justice" i druga połowa "The Necklace", oraz niezłe, pełne bębnów "Church Battle". Daleko im wciąż do pierwszego lepszego Zimmera, ale sprawdzają się nienajgorzej i potrafią zainteresować.

daredevil-2535757-1590001156Co ciekawe to jednak inna, mocno liryczna strona tej ilustracji zyskuje tu nagle na znaczeniu. Łagodnieje nieco elektronika, powraca fortepian, gitara, powracają też chóry (świetne, niemalże religijne ich brzmienie w "Nachio's Assassination"), a wyraźniej słyszymy także skrzypce, sekcję dętą ("Falling Rose") i – występujący często na całej płycie w tle – kobiecy głos, który nadaje całości specyficznego, lekko mistycznego klimatu. I nagle ścieżka Revella staje się rzeczą całkiem ciekawą, bijącą na głowę cały ten zły film.

Być może ‘trója na świadectwie’ nie wygląda zbyt zachęcająco, a i na pewno Revell nie do końca się tu sprawdził. Mimo wyraźnych prób stworzenia czegoś oryginalnego i niebanalnego, mimo chęci napisania muzyki z aspiracjami na więcej, nie udało mu się wyjść ponad poprawną (a często nawet i nie to) ilustrację. Z jednej strony nie pozwolił na to już sam zły film, z drugiej zawiodły pewnikiem intuicja i umiejętności. A może zabrakło też i czasu na dopracowanie szczegółów? Przypuszczalnie wszystkie te czynniki sprawiły, że nie wyszło nic wielkiego. Warto jednak sięgnąć po ten album w wolnej chwili – choćby dla jego drugiej połowy, choćby dla tej niebanalnej liryki, choćby dla "Elektry". Choćby tylko i dla niej, warto.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Daredevil Theme
  • 2. Young Matt's Father
  • 3. Hell's Kitchen
  • 4. Matt Becomes Daredevil
  • 5. The Kingpin
  • 6. The Darkest Hour
  • 7. Bullseye
  • 8. Elektra
  • 9. Mistaken Identity
  • 10. Nachio's Assassination
  • 11. Elekta vs. Bullseye
  • 12. Blind Justice
  • 13. Church Battle
  • 14. Falling Rose
  • 15. The Necklace
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...