Cotton Club, The
Kompozytor: John Barry, różni wykonawcy
Rok produkcji: 1984
Wytwórnia: CBS / Sony / Geffen Records
Czas trwania: 42:58 min.

Ocena redakcji:

 

Co się stanie w przypadku, gdy połączymy muzyczną wrażliwość słynnego kompozytora, Johna Barry'ego z legendą i specyfiką jazzu? Odpowiedzią jest… cóż, na dobrą sprawę lwia część kariery Anglika, który wraz ze swą trupą The John Barry Seven zaczynał wszak od tego gatunku. Także i sporo jego ilustracji filmowych oraz prac luźno związanych z X muzą charakteryzuje się jazzowym zacięciem (chociażby „Body Heat”, „Enigma” i „Hammett”). Jeśli jednak szukać gdzieś apogeum zespolenia się obu tych elementów, to bez wątpienia w świetnym „The Cotton Club”.

 

barry-8261153-1590000945Co ciekawe, jest to pozycja zbywana raczej machnięciem ręki przez najwierniejszych fanów maestro. Być może wiąże się to z tym, iż na potrzeby filmu Coppoli, Barry nie stworzył zbyt wiele oryginalnej muzyki. Większa część soundtracku powstała w oparciu o nieśmiertelne kompozycje Duke’a Ellingtona – co nie dziwi, bowiem właśnie w tytułowym klubie stawiał on pierwsze kroki. W dodatku za ich dopasowanie Barry odpowiadał w minimalnym stopniu. Aranżacjami zajął się Bob Wilber, który zresztą wykonuje niektóre solówki na klarnet i saksofon. Jakby jednak nie było, finalny efekt cieszy mocno nie tylko uszy, ale i duszę, doskonale spisując się w obrazie, jak i poza nim. A pomiędzy adaptacją klasyki i muzyką napisaną specjalnie do filmu można nie tyle postawić znak równości, co po prostu trudno je rozgraniczyć, gdyż tworzą klasyk sam w sobie.

 

Barry pierwotnie napisał znacznie więcej muzyki, jednak ta finalnie ustąpiła wskrzeszaniu starych hitów. Niemniej to, co znajdziemy na płycie naprawdę imponuje. Przepiękne, przesiąknięte mnóstwem erotyzmu „Dixie Kidnaps Vera” oraz z jednej strony zadziorne, wręcz taplające się w zakazanym alkoholu lat 20 i 30. ubiegłego stulecia; a z drugiej delikatne „The Depression Hits / Best Beats Sandman”, to dokładnie te pięć minut, które starcza za wszystko. Zwłaszcza ten pierwszy kawałek robi niesamowite wrażenie, nawet w trzy dekady od premiery. Zresztą dam głowę, iż większość melomanów zetknęła się choć raz w życiu nie tylko z tą nutą, ale i z takimi utworami, jak np. „The Mooche”, „Truckin'”, „Cotton Club Stomp” w obu odsłonach, czy w końcu z wieńczącym krążek, opartym o trzy różne kompozycje „Daybreak Express Medley”. Te kawałki tak bardzo przesiąknęły już do popkultury, że nie trzeba być żadnym znawcą filmu, twórczości Barry'ego, czy też dokonań samego jazzu, aby być z nimi za pan brat. Wymienione fragmenty to wręcz podwaliny całej ścieżki dźwiękowej i najlepsze momenty opisywanego albumu.

 

Oczywiście nie samymi utworami instrumentalnymi „Cotton Club” żyje, zatem znajdziemy tu też kilka piosenek, z legendarnym „Minnie The Moocher” na czele (którego inną, lepszą wersję rozsławiło „Blues Brothers”). Oprócz niego mamy króciutkie, ale przyjemne „Copper Colored Gal” w wyk. ś.p. aktora, Gregory’ego Hinesa oraz „Ill Wind” z klasycznie sentymentalnym głosem Lonette McKee. Gdzieś pomiędzy plasuje się jeszcze swoista zabawa muzyką w „Ring Dem Bells”, gdzie Dave Brown w pewnym momencie zaczyna ripostować orkiestrze swą charakterystyczną chrypką i „Creole Love Call” z, jak sam tytuł wskazuje, romantyczną wokalizą Priscilli Baskerville. Nie muszę chyba wspominać, że wszystko to klasowe kompozycje, do których chce się wracać.

 

Płyta w ogóle trzyma niesamowicie wysoki poziom od początku do końca – praktycznie brak tu momentów, które wyraźnie odstawałyby od reszty i zaniżały tenże poziom. Poza tym to już dawno pozycja w pewnym sensie legendarna, która może i nie wpłynęła znacząco na żaden z reprezentowanych gatunków, lecz z pewnością mocno przyczyniła się do ich popularyzacji, a dla niektórych melomanów, w tym niżej podpisanego, stała się początkiem pięknej, trwającej do dziś przygody…

 

I chyba na tym polega największy minus tej płyty. „The Cotton Club” trudno wszak polecić komuś innemu, aniżeli fani filmu i danych klimatów. Wszyscy pozostali odrobinę ryzykują, tym bardziej, że nie jest to płyta nastawiona na przebojowość wybuchowych piosenek – jak inny film z Richardem Gere, „Chicago”. Co prawda nie tak znowu wiele dzieli obie te pozycje, lecz w moim mniemaniu ostatecznie wygrywa właśnie Barry. Warto jednak przekonać się o tym na własne uszy – do czego z pewnością zachęci, jeśli nie tyle sama recenzja, to może chociaż dostępność, przystępność i cena albumu.

 

Co się zatem stanie w przypadku, gdy wydamy połączenie muzycznej wrażliwości Johna Barry'ego z jazzowymi legendami, opatrzymy napisem „Original Motion Picture Soundtrack” i damy do zrecenzowania Mefisto? Odpowiedź na to pytanie znajduje się powyżej i… poniżej. Moja finalna ocena sięga bowiem aż 4,5 nutki.

 

P.S. W filmie pojawia się jeszcze piosenka „Am I Blue?” w wyk. Diane Lane i Richarda Gere (czyli filmowi Vera i Dixie). Tekst ten jest natomiast poprawioną i rozszerzoną wersją recenzji napisanej dla portalu film.org.pl.

 

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. The Mooche
  • 2. Cotton Club Stomp no.2
  • 3. Drop Me Off In Harlem
  • 4. Creole Love Call
  • 5. Ring Dem Bells
  • 6. East St. Louis Toodle-O
  • 7. Truckin'
  • 8. Ill Wind – Lonette McKee
  • 9. Cotton Club Stomp no.1
  • 10. Mood Indigo
  • 11. Minnie The Moocher – Larry Marshall
  • 12. Copper Colored Gal – Gregory Hines
  • 13. Dixie Kidnaps Vera
  • 14. The Depression Hits / Best Beats Sandman
  • 15. Daybreak Express Medley (Wall Street Wail / Slippery Horn / High Life)
4
Sending
Ocena czytelników:
4 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...