Bad Boys
Kompozytor: różni wykonawcy
Rok produkcji: 1995
Wytwórnia: Work / Sony
Czas trwania: 63:40 min.

Ocena redakcji:

 

„Bad Boys” – choć filmów o tym tytule znajdziemy w wyszukiwarce przynajmniej kilka, to jednak te dwa słowa kojarzą się głównie z jednym. Mowa rzecz jasna o debiucie kinowym Michaela Baya. Świetnym, luzackim filmie akcji, który zmienił, tudzież wprowadził na nowe tory (nie tylko amerykańskie) kino gatunku, a przy tym stanowił przepustkę do gwiazdorstwa dla Willa Smitha i, w mniejszym stopniu, Martina Lawrence’a. Pozycja kultowa bez dwóch zdań, a dla wielu także najlepsze, co wyszło spod ręki przyszłego Transforeżysera. No i przy okazji jedna z tych pozycji, która mimo świetnej i równie przebojowej ilustracji, przez lata reprezentowana była jedynie piosenkową składanką.

 

Na szczęście to udana pozycja, choć do muzyki instrumentalnej Marka Manciny oczywiście jej daleko. Jednak i w niej da się wyczuć specyficzny klimat filmu, a sama płyta nie nudzi i nie irytuje. Do moich ulubionych krążków raczej nie należy, ale czasami lubię doń powrócić, szczególnie, że bez bólu słucha się większości zawartych nań piosenek. Z pewnością kwintesencją utworów śpiewanych „Złych Chłopców” jest słynne „Bad Boys Reply”, podśpiewywane zresztą przez dwójkę głównych bohaterów w jednej ze scen – taki swoisty, choć nieoficjalny utwór tytułowy. Na drugim miejscu (biorąc pod uwagę relację płyta-film) postawiłbym „Five O, Five O (Here They Come)”, które także szybko i łatwo ulega odpowiedniemu skojarzeniu. Te dwa tracki są zresztą jednymi z lepszych pozycji na albumie, choć na szczęście nie jedynymi. Z pozostałych należy wymienić otwierające płytę „Shy Guy”, bardzo fajne i rytmiczne „Boom Boom Boom” i „I've Got A Little Something For You”, mix słynnego „Call the Police” oraz – kojarzone bardziej z wypuszczoną w tym samym roku ekranizacją gry „Mortal Kombat” – „Juke-Joint Jezebel”. No i może jeszcze 2Pac i jego klimatyczne „Me Against The World” wybija się z tłumu.

 

Oczywiście najlepiej przy składance do „Bad Boys” bawić się będą fani tzw. czarnej muzyki, jak i oczywiście filmu Baya. Pozostali niech najpierw spróbują z partyturą Marka Manciny, której zresztą fragment obecny jest na opisywanym soundtracku. A mowa o „Theme From Bad Boys”, który jest tematem otwierającym film, jak i tym najlepiej zeń pamiętanym (jego odpowiednikami na bootlegu i oficjalnym wydaniu La-La Land są kolejno „The Porsche Scene” i „Prologue – The Car Jacking”). Mocny, charakterystyczny i bardzo chwytliwy – a z perspektywy czasu oczywiście także kultowy, by nie powiedzieć, że legendarny. Fajnie, że producenci zdecydowali się go tu umieścić. Na pewno dodaje uroku całemu krążkowi, ale myślę, że i bez niego ocena końcowa pozostałaby bez zmian.

 

Na koniec wspomnę o jeszcze jednej pozycji, a mianowicie „Five O, Five O (Here They Come) (Hide House Radio Mix)” – jest to utwór obecny tylko i wyłącznie na europejskim wydaniu i nie znajdziemy go na płycie importowanej z USA. Sam kawałek nie należy niestety do mocniejszych elementów całego krążka, ale zawsze to jakiś bonus. Ostatecznie daję 3 nutki za ponad godzinę dobrej i w miarę spójnej rozrywki. Może i kilka utworów zaniża miejscami poziom, ale całość, na tle innych, podobnych składanek, wypada bardzo znośnie.

 

 

 

Natomiast score, to już zupełnie inna para mokasynów. Jak pisałem na wstępie, przez lata był on towarem deficytowym – choć, o ironio!, wszystko wskazuje na to, iż dalej będzie. Wydany w 2007 r. album La-La Land miał bowiem limit jedynie trzech tysięcy egzemplarzy i już dawno został wyprzedany, więc dziś można już tylko szukać szczęścia na internetowych aukcjach. Wcześniej z kolei po sieci krążył bootleg marki Concorde (23 utwory i 66 minut, choć wraz z upływem czasu dołączały doń kolejne edycje – mniej lub bardziej pełne). I choć ten drugi z oczywistych względów stanowi dla wielu lepszy punkt zaczepienia i jest im emocjonalnie bliższy, to jednak dla każdego szanującego się melomana i kolekcjonera znacznie bardziej łakomy kąsek stanowi wydanie Lali. I to nim się zajmę.

 

Krystalicznie czysty dźwięk, odpowiedni artwork (czyli książeczka i te sprawy), jak i właściwie cała muzyka powstała do filmu – to bez wątpienia atuty, które przemawiają za tym, iż warto było jednak czekać te 12 lat, by móc po ludzku nabyć obiekt dawnych, młodzieńczych westchnień (lub też nagłych uniesień wieku średniego). Jeśli chodzi o technikalia, to płytka od La-La Land jest jedynym słusznym wyborem, co do którego nie ma chyba sensu nikogo przekonywać. Odrobinę gorzej ma się sprawa z zawartością, choć nie ukrywam, że nawet w (niespełna) 20 lat później score Manciny wciąż się broni, brzmiąc nad wyraz świeżo i pomysłowo – czego nie da się powiedzieć o wielu dzisiejszych partyturach.

 

markmancina-2399302-1590001249Całość oczywiście akcją stoi – a ta, począwszy od w/w tematu przewodniego, który rzecz jasna nie raz przewija się w różnych aranżacjach przez całą płytę, aż po wybuchowy finał w postaci długaśnego „Hanger Shootout” i jego partnera „Cobra Chase / Pouchet's Death”, nie zwalnia ani na moment, oferując słuchaczowi sporą dawkę muzycznej adrenaliny, jak i kilka nowych dźwięków do auta/biegania, na siłkę i/lub rower. Jednym z nich z pewnością będzie początkowe „Main Title / Heist”, które scenie włamania do policyjnego komisariatu dodaje mniej więcej tyle samo powera i klimatu, co „Hummell Gets The Rockets” scenie przejęcia wojskowej bazy w późniejszej o prawie dwa lata „Twierdzy” – stylistycznie i emocjonalnie to zresztą bardzo podobne do siebie ścieżki, choć ta pierwsza nie doczekała się aż takiego kultu poprzedzonego ogromną popularnością, co wiąże się jednak z nieco mniejszą estetyką i siłą oddziaływania na słuchacza. Innymi ważnymi punktami płyty są na tym polu także rewelacyjne oprawy do scen filmowych pogoni, a więc „Escape From Club Hell / Ether Chase” i „Footchase” (oraz w mniejszym stopniu „Escape From Julie's”), które chyba najfajniej ze wszystkich tu obecnych ścieżek wykorzystują temat przewodni, odpowiednio dopasowując go pod pędzącą na złamanie karku akcję. Czysty fun i tyle!

 

Niestety, cała reszta krążka, mimo sporej dawki niczym nieskrępowanego luzu, jaki bije od niemal każdej nuty, wydaje się być jedynie lichym dodatkiem do muzyki akcji – niezbyt angażującym i niezbyt wyszukanym wypełniaczem, który w uszy co prawda nie kłuje, ale też i nie pozostaje w nich po odsłuchu. Nie pomaga w tym zresztą montaż płyty, która serwuje nam kolejne tematy jakby żywcem wyjęte z obrazu, a więc często w formie kilkunastosekundowych przerywników, które razem tworzą jedynie sympatyczny zbiór dzwonków na komórkę, ale nic ponadto. Trochę szkoda, gdyż niektóre z nich są wyraźnie fajniejsze od reszty (np. „Funky Brothers To PD”) i aż się czasem prosi o lepszą eksponację, ale z drugiej strony taka też ich natura, a i trudno zrobić coś z niczego. Niemniej gros tych ścieżek to niepotrzebne rozdrabnianie się, które wcale nie ułatwia obcowania z CD. Reszta niedobitków, choć z długością problemów nie ma, stanowi już raczej zwykły underscore („Dead Guy”, część „Killing Max”), mancinowski mickey-mousing opisujący konkretne żarty („I Mean Like Funny”) i/lub niewielką porcję okazjonalnej liryki („The Boys Find Max”), która ani nie wadzi, ani nie ujmuje – po prostu jest.

 

Pomijając jednak fakt, iż płytę spokojnie i bez żalu można by okroić z tych 10-20 minut lichego i niewiele oferującego materiału, to cały album, ergo partytura Manciny, wciąż stanowi świetny i, co ważniejsze, jakże lotny przykład emocjonującej i zgrabnej muzyki akcji, nadal pozostającej jedną z ciekawszych i przyjemniejszych pozycji, nie tylko w dorobku danego kompozytora. Ot, lajtowa, cool muzyczka z prądem, którą spokojnie można polecić – choć może nie każdemu się ona spodoba…

 

P.S. Na kolekcjonerskim wydaniu dvd z filmem można znaleźć pełny, wyizolowany score.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Shy Guy – Diana King
  • 2. So Many Ways (Bad Boys Version) – Warren G
  • 3. Five O, Five O (Here They Come) – 69 Boyz feat. K-Nock
  • 4. Boom Boom Boom – Juster
  • 5. Me Against The World – 2Pac
  • 6. Someone To Love – Jon B. feat. Babyface
  • 7. I've Got A Little Something For You (Radio Version) – MN8
  • 8. Never Find Someone Like You – Keith Martin
  • 9. Call The Police (Marvel/Bonzai Mix) – Ini Kamoze
  • 10. Da B Side – Jermaine Dupri, Da Brat feat. The Notorious B.I.G.
  • 11. Work Me Slow – Xscape
  • 12. Clouds Of Smoke – Call O' Da Wild
  • 13. Juke Joint Jezebel – KMFDM
  • 14. Bad Boys Reply ('95) – Inner Circle feat. Tek
  • 15. Theme from Bad Boys – Mark Mancina
  • 16. Five O, Five O (Here They Come) (Hideout House Radio Mix) – 69 Boyz feat. K-Nock
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...