Avengers: Age of Ultron
Kompozytor: Brian Tyler, Danny Elfman
Rok produkcji: 2015
Wytwórnia: Hollywood Records
Czas trwania: 77:26 min.

Ocena redakcji:

 

Faza II uniwersum Marvela właśnie osiągnęła swój finał (abstrahując od napotykającego ciągłe problemy „Ant-Mana”, którego wpływ na ogół przypuszczalnie nie będzie wielki). Raz jeszcze zatem w jednym filmie możemy oglądać całą ekipę w akcji plus kilka nowych postaci. Po olbrzymim sukcesie artystyczno-finansowym nie tylko pierwszej części Avengers, ale zwłaszcza ubiegłorocznego sequela przygód Kapitana Ameryki i „Strażników Galaktyki”, oczekiwania względem „Czasu Ultrona” były przeogromne. Gotowy produkt to ponownie rozrywka wysokiej próby, która zapewne znów rozbije bank. Niestety, brak mu świeżości, wigoru i klasy poprzednika, którego schemat bezsensownie poniekąd powtarza.

 

Pewne rozczarowanie da się odczuć również w sferze, którą Marvel od samego początku zaniedbywał, co chwila eksperymentując z jej stylistyką. Muzyka w „Age of Ultron” dokładnie odzwierciedla to podejście, przez większość czasu będąc jedynie nerwowym, głośnym tłem z momentami. Jednocześnie po raz pierwszy ilustracji udaje się zachować ciągłość tematyczną, dzięki użyciu nut Alana Silvestri. Pewnym ewenementem jest także fakt, iż tym razem za ścieżkę dźwiękową odpowiadają dwie osoby.

 

tyler-8750509-1590001312Pierwsze skrzypce przypadły w udziale Brianowi Tylerowi, który od początku przypisany był do projektu. Tym samym – mając wcześniej na koncie część drugą Thora oraz „Iron Mana 3” – jako jedyny zaliczył hat-tricka w tym komiksowym świecie. I wszystko wskazuje na to, że na tym nie koniec. Szkoda zatem, iż tym razem kompozytor nie proponuje nam nic nowego. Jego nuty są mocno bezosobowe, często na tle ww tytułów – fragmentarycznie cytowanych – wypadają blado i bez charakteru. Napisane są zresztą w typowej dla maestro manierze (acz takie „Uprising” przypomina skrzyżowanie „Matrixa” z „The Mummy Returns”), której przoduje szybka, głośna i rozbuchana do granic muzyka akcji.

 

Być może Tyler nie jest jeszcze na etapie zjadania własnego ogona, lecz takie podejście zaczyna powoli męczyć, czego dowodem rzeczony krążek – tradycyjnie upchany do niebotycznych 77 minut, z których zaledwie 1/3 prezentuje coś więcej, niźli mieszającą się z kolejnymi wybuchami tapetę (inną sprawą jest słabe dopasowanie muzyki do niektórych scen). Z tego tylko kilka pozycji naprawdę potrafi zainteresować, ucieszyć uszy, pozostać z nami na dłużej (patrz: wrażeniometr). Co więcej, Tyler nie specjalnie sili się, by jakkolwiek wyróżnić nowe, ważkie dla fabuły postaci – zbywa je raczej niezauważalnymi zbiorami posępnych dźwięków, aniżeli oferuje pełnoprawne melodie (przykładowe „Birth of Ultron” ratuje jedynie początek, użyty w typowej dla hollywoodzkiego kina sekwencji montażu).

 

elfman-1689053-1590000935Tu na ratunek przychodzi Danny ElfMan. Stary wyjadacz, który niejeden ołówek połamał przy tworzeniu superbohaterskich partytur, dołączył w momencie, w którym Tylerowi zwyczajnie zabrakło czasu na producenckie fanaberie – szczególnie, że w tym samym momencie tworzył „Furious 7”. Włodarzom wytwórni nie spodobały się zresztą wszystkie pomysły Tylera, stąd dodatkowy angaż. Warto przy tym odnotować, iż panowie w żaden sposób ze sobą nie pracowali, spotykając się oko w oko bodajże dopiero na uroczystej premierze – każdy z nich pisał osobno, bez konsultacji z drugim, nieco ‘na czuja’.

 

Szczęśliwie Człowiek-Elf proponuje milszą w odbiorze, acz też odrobinę generyczną i nie pozbawioną tapeciarstwa muzykę, która dobrze równoważy tylerowski hałas. Mistrz nie potrafi przy tym ukryć swojego stylu, oferując score o wiele bardziej charakterystyczny (niepodrabialne brzmienie sekcji dętej), napisany w duchu typowo awanturniczym, a nie jedynie bezustannej akcji. Stąd też przypadło mu w udziale kilka lirycznych, skromnych tematów („Farmhouse”, „The Farm”), które na ekranie, jak i poza nim, nie mają szans, by przebić się przez action i underscore, a co dopiero z nimi konkurować.

 

Co ciekawe, to właśnie Elfman odpowiada za nowe aranżacje tematu Silvestriego oraz właściwy motyw przewodni, jaki w pełnej krasie pojawia się dopiero na szarym końcu. Również i u niego słychać większą różnorodność muzyki względem kolegi – odpowiednio ubarwia swe dźwięki (chóralny posmak Federacji Rosyjskiej w „Ultron-Twins”), zgrabnie bawi się nimi. To czyni jego utwory bezsprzecznie najlepszymi momentami soundtracku – pełne smaczków, mięsiste, chwytliwe i po prostu klasowe. Bez toporności, za to z przytupem oraz wyraźną linią melodyczną, która potrafi porwać. Oczywiście im także daleko do klasyków pokroju „Batmana”. Ale też i nie takie były aspiracje.

 

avengers2_trailer-1405522-1590001565Generalnie całą pozycję jest bardzo trudno ocenić sprawiedliwie. Na pewno technicznie wyróżnia się z marvelowskiego szeregu herosów. Dość ciekawie wypada również rozbicie sił na dwa, skrajnie odmienne sposoby ilustracji, co zapewnia choć trochę emocji. Każdy z panów wywiązał się przy tym ze swojego zadania w stopniu przynajmniej podstawowym i każdy ma do zaoferowania nieco dobra, w jakie warto się zagłębić. Gorzej, że trzeba je częstokroć wyłuskiwać spośród pokładów nudy (głównie środek płyty) oraz istnego chaosu. Na płycie potrafi on nie raz przyprawić o ból głowy. A w samym filmie nikt, łącznie z Ultronem, zdaje się nie mieć nad nim kontroli.

 

„Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle” samo ciśnie się zatem na klawiaturę. Score do drugiego zrywu Avengers idealnie wpisuje się w politykę studia o przedmiotowym, odtwórczym nawet traktowaniu nut. Tych u mnie znajduje się ostatecznie 3,5 w ocenie, co można odczytywać zarówno, jako ogromny skok naprzód względem pierwszej części, lub typowy constans na tle całej serii. Tak czy siak, „Avengers: Age of Ultron” nie jest jeszcze tym momentem, w którym szczerze mógłbym polecić krążek każdemu miłośnikowi muzyki filmowej. Ale jesteśmy na dobrej drodze…

 

P.S. W filmie usłyszeć można także „Concerto in Do Maggiore per Pianoforte Ed Orchestra: Larghetto” Antonio Salieriego, w aranżacji… Ramina Djawadi. Z kolei TUTAJ do posłuchania wywiad z Brianem Tylerem (po angielsku).

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Avengers: Age of Ultron Titles
  • 2. Heroes – Danny Elfman
  • 3. Rise Together
  • 4. Breaking and Entering
  • 5. It Begins – Danny Elfman
  • 6. Birth of Ultron
  • 7. Ultron-Twins – Danny Elfman
  • 8. Hulkbuster
  • 9. Can You Stop This Thing? – Danny Elfman
  • 10. Sacrifice
  • 11. Farmhouse – Danny Elfman
  • 12. The Vault
  • 13. The Mission
  • 14. Seoul Searching
  • 15. Inevitability-One Good Eye – Danny Elfman
  • 16. Ultron Wakes – Danny Elfman
  • 17. Vision
  • 18. The Battle
  • 19. Wish You Were Here
  • 20. The Farm – Danny Elfman
  • 21. Darkest of Intentions
  • 22. Fighting Back
  • 23. Avengers Unite – Danny Elfman
  • 24. Keys To The Past
  • 25. Uprising
  • 26. Outlook
  • 27. The Last One
  • 28. Nothing Lasts Forever – Danny Elfman
  • 29. New Avengers - Avengers: Age of Ultron – Danny Elfman
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Tomasz Goska

    Średniaczek, który miał potencjał. Szkoda tych wszystkich zawirowań związanych z postprodukcją, bo gdyby ich nie było, z pewnością lepiej można by było ocenić tę pracę.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...